• Niektóre wczesne wersje Porsche 911 staniały ostatnio nawet o 40 proc.
  • BMW 507 staniało o 50 tys. euro, ale procentowo to niewielka różnica
  • W przypadku tańszych aut na wzrost wartości największy wpływ będzie miał stan pojazdów

Czym większa górka, tym boleśniejszy spadek – czy ta zasada dotyczy także klasyków, których ceny w połowie poprzedniej dekady poszybowały w górę? W przypadku drogich pojazdów kolekcjonerskich zauważyliśmy wyraźne spadki – mówi Marius Brune z obserwującej rynek oldtimerów firmy Classic Data. Oczywiście, nie wszystkie samochody wróciły do swoich cen przed zwyżką. Dla spekulantów, którzy upodobali sobie auta Porsche i obstawiali, że pojazdy te będą nadal drożały, nie mamy dobrych wiadomości: w przypadku 911-tek z lat 1965/66 w porównaniu z rekordowym rokiem 2015 wartość niektórych odmian spadła nawet o 90 tys. euro. Kto więc zdecydował się na zakup późno, jest dziś po prostu stratny. Mocne spadki dotknęły także Jaguara E-Type'a. Pierwsze wydanie auta, z płaską podłogą („flat floor“), przez krótki czas kosztowało nawet ponad 200 tys. euro, ale po 30-procentowym spadku E-Type powrócił do poziomu z 2015 roku.

Czy klasyki będą nadal drożały? Tak, ale...

Jak to zwykle bywa – gdzie jedni tracą, drudzy zyskują. Widać to na przykładzie Mercedesa Pagody, który po ostatnich spadkach zaczął odrabiać już straty. Według Brune zniżka cen była spowodowana weryfikacją nierealnych wyobrażeń właścicieli aut podczas aukcji, na których zbyt drogie egzemplarze przestały się sprzedawać. Dużą rolę odgrywał też wzmożony import z USA, który powiększył podaż Pagod na rynku. Dziś najbardziej cenione są samochody w dobrym stanie.

Na bardzo wysokim poziomie pozostały nadal ceny Mercedesa 300 SL: auta w topowym stanie nadal kosztują ponad milion euro. W dół poszedł natomiast jego „mniejszy brat” – 190 SL, który w stanie 2 w 2016 roku kosztował 128 tys. euro, a dziś „tylko” 105 tys. Niewykluczone, że w tym przypadku ceny zejdą nawet do poziomu 5-cyfrowego.