Trudno się dziwić, że wielu kierowców nie traktuje Mercedesa W124 jako klasyka. Przecież ten samochód jest często spotykany na naszych ulicach, a w dodatku wiele egzemplarzy to, niestety, średnio zadbane lub w ogóle zaniedbane auta wykorzystywane do jazdy na co dzień. Poza tym w pamięci wciąż mamy, że taki samochód sprowadził kiedyś ojciec z Niemiec. Ileż to podróży przespało się na tylnym siedzeniu! Pojazd zapamiętany z niezbyt odległego dzieciństwa. I to ma być już klasyk? Trudno to na razie zaakceptować.

Jednak takie postrzeganie samochodu oraz związane z nim wspomnienia dotyczą przede wszystkim sedanów i kombi. A przecież ten model występował również jako coupé (i cabrio). Niby taki sam Mercedes, jak inne modele tej serii, a jednak inny.

Wraz z Mercedesem 190 (W201) oraz modelem klasy wyższej (W124) do Stuttgartu na początku lat 80. zawitała nowoczesność. Wówczas koncern wyzwolił się z chromów i pluszowego wykończenia. Cięcie było na tyle radykalne, że firma ze Stuttgartu odjechała BMW o jakieś pięć lat. Nowe Mercedesy stały się bardziej aerodynamiczne i lżejsze niż dotychczas.

Bruno Sacco, szef stylistów Mercedesa, zaprojektował W124 w całości, aż do najdrobniejszego szczegółu. Poza atrapą chłodnicy oraz logo firmy na samochodzie nie było ani trochę chromu. Ponadto niezależnie od silnika samochody wyglądały niemal identycznie. Tak naprawdę jedyną zauważalną różnicą pomiędzy 200 D a 300 E była rura wydechowa – pojedyncza w dieslu i podwójna w benzyniaku.

Nowemu modelowi Mercedesa wyznaczono wyraźny cel – miał być akceptowany prze większą część społeczeństwa. Czyli tak naprawdę auto dla każdego. I to się udało. Przecież W124 jeździli zarówno taksówkarze, jak i prezesi dużych koncernów. Oczywiście, coupé też miało kusić dużą część odbiorców (no, może z wyjątkiem taksówkarzy i rodzin). W tej postaci samochód pojawił się w 1987 roku od razu z plastikowymi listwami z boku. Podobnie jak sedan, był skromnym autem, ale ta skromność wyrażała się w specyficzny sposób. Nawet dzisiaj można dostrzec w stylistyce dbałość Sacca o szczegóły.

Nadwozie coupé jest o 8,5 cm krótsze i o 5,1 cm niższe w porównaniu z sedanem. Do tego krótki dach, bardziej płasko poprowadzona tylna szyba, która nie zachodzi tak bardzo na boki, jak w sedanie. Nieco inaczej ukształtowano również klapę bagażnika. Tylne słupki samochodu przechodzą płynnie w błotniki. Zasadniczo kształt jest taki sam, jak w sedanie, ale nie ma tak wielu obłości, jak w 4-drzwiowej wersji nadwoziowej.

Trzy kolory ukształtowały wizerunek modelu 124, który przetrwał do dziś: kość słoniowa - „jestem tylko kierowcą tego auta”,

srebrny - „udało mi się na nie zaoszczędzić”,

czarny - „za ten samochód zapłaciła mi firma”.

Petrol, tak nazywał się metaliczny turkusowy kolor oferowany do 1989 r., oznaczał niezależność.

Wygląd zewnętrzny niewiele mówi o technice tego auta. Wyjątek stanowi spoiler pod zderzakiem z kratkami – oznacza, że mamy do czynienia z samochodem z 6-cylindrowym silnikiem lub wyposażonym w klimatyzację.

A dlaczego wycieraczki reflektorów sprawiają duże wrażenie? Ponieważ żądano za nie wysokiej ceny 524,40 DM, a to oznacza, że samochód w nie wyposażony nie jest kompletnym golasem. Analogiczna sytuacja dotyczy wnętrza. To, że na górnym pasku na konsoli środkowej znajduje się dużo przycisków, oznacza, że mamy do czynienia z droższą wersją. Pomiędzy nimi znajduje się, przykładowo, przycisk do elektrycznego sterowania żaluzjami tylnej szyby. Kosztowało ono 592,80 DM i było równie przydatne, jak sama roleta.

Lata 80. dwudziestego wieku to czasy, kiedy do głosu doszła technika. Sacco rozumiał, że klienci poszukują nowych symboli statusu. Dlatego zamiast bezużytecznego chromu zastosował funkcjonalne rozwiązania. Jeżeli nawet są luksusowe elementy, to muszą być one racjonalnie uzasadnione. Nasze 300 CE ma elektrycznie sterowane siedzenia pokryte skórą oraz klimatyzację.

Samochód, który wykorzystaliśmy do zdjęć, ma na liczniku przebieg zaledwie 16 235 km, a zatem jest jak nowy. Drzwi zapadają się w zamkach (w tym przypadku to określenie jest właściwe). Siedzenie kierowcy sprężynuje podobnie jak tylna kanapa w taksówce. Silnik gładko i soczyście brzmi, choć i ledwie słyszalnie. Dopiero gdy samochód z lekkością zaczyna się rozpędzać, hałas wzrasta, wraz z wchodzeniem na wyższe obroty.

Wiek tego Mercedesa łatwo można ocenić. Linie nadwozia oraz wygląd od razu zdradzają, że mamy do czynienia z pojazdem, który pochodzi z lat 80. ubiegłego wieku. Starsze modele ociekały chromem, a dzisiejsze konstrukcje znowu mają go coraz więcej.

W tym samochodzie kręci się kierownicą o średnicy 40 cm, a auto porusza się niczym statek. To zasługa miękkiego zawieszenia, automatycznej skrzyni biegów oraz wspomagania układu kierowniczego, które działa znacznie słabiej niż w większości dzisiejszych pojazdów.

Ten Mercedes bardziej nowocześnie wygląda, niż jeździ. Podczas salonu samochodowego we Frankfurcie w 1989 roku przedstawiono auto wyposażone w 4-zaworowy silnik oraz pakiet Sportline, z bardziej bezpośrednim układem kierowniczym oraz twardszym zawieszeniem. To miał być konkurent BMW. Jednak nawet w tym przypadku, z punktu widzenia kierowców BMW, Mercedes nadal był Mercedesem – wygodnym i solidnym autem, które nie zachęcało do dynamicznych sprintów.

Czy coupé C124 w dalszym ciągu można traktować jako nowoczesne auto? Jest na to za stare, nawet gdyby udało się nim każdego roku bezproblemowo przejechać z Gibraltaru na koło podbiegunowe. Czy zatem polecilibyśmy je jako sympatycznego klasyka, którego z przyjemnością ogląda się w garażu w zimowe wieczory?

Z tym też będzie trochę trudno, skoro na ulicach wciąż widzi się mnóstwo skorodowanych egzemplarzy, a na zlotach youngtimerów Mercedes 124 – niezależnie od wersji – nie jest jeszcze częstym gościem.

Jednak ten, kto ma taki samochód, powinien go zatrzymać, bo te modele – szczególnie w przypadku wersji coupé – już zaczynają zyskiwać na wartości.

Mercedes 300 CE - plusy i minusy

Nawet jeżeli w porównaniu z dzisiejszymi samochodami Mercedes W124 wydaje się przestarzały, to i tak świetnie nadaje się do codziennego użytku. Przede wszystkim dotyczy to limuzyny (W124) i kombi (S124), a w mniejszym stopniu również coupé (C124) oraz kabrioletu (A124).

Wciąż łatwo znaleźć fachowych mechaników, jak i części zamienne, a zatem nie trzeba się obawiać o wieloletnie użytkowanie pojazdu oraz o jego żywotność. Często zapomina się o tym, że to auto może mieć 18, jak i 31 lat. Dlatego należy liczyć się z tym, że niezbędne mogą być różnego rodzaju remonty czy czynności zapobiegające rozprzestrzenianiu się rdzy.

Funkcjonalność oraz przydatność na co dzień to zalety, a jednocześnie zmory tego modelu. W124 dla wielu ludzi, którzy widzą je często na ulicy, nie ma charakteru klasyka.

Mercedes 300 CE - części zamienne

Na dostępność podzespołów nie ma co narzekać. Można je kupić nie tylko w samym Mercedesie, lecz także u niezależnych sprzedawców specjalizujących się w handlu częściami do Mercedesów. Nie ma jednak co liczyć na korzystne ceny niezbędnych elementów.

Od czasu, gdy Mercedes traktuje ten model jako klasyka, a nie jako zwykły używany samochód, części do niego podrożały. Nieuzbrojone drzwi do coupé potrafią kosztować 1200 euro, a przedni błotnik – często jest w złym stanie – bywa wyceniany na 300 euro. Łatwa dostępność części nie dotyczy elementów wnętrza. W tym przypadku można się wspomagać poszukiwaniem używanych części.

Mercedes 300 CE - sytuacja rynkowa

Różnice cenowe są duże, a ich wysokość zależy od stanu pojazdu. Najtańsze auta dostępne w Polsce można znaleźć za mniej niż 10 000 zł, ale są w złym stanie technicznym i nie warto się nimi interesować. Egzemplarze kosztujące kilkanaście tys. zł to dobra baza do odnowienia, a tak naprawdę zadbane oryginalne auta kosztują ok. 30 tys. zł.

Mercedes 300 CE - nasza opinia

Wiele samochodów można znaleźć w Ameryce, głównie w Kalifornii. Czasami mają nawet wiarygodną historię. W przypadku tych aut trzeba się jednak liczyć z ekstremalnie wysokimi cenami. Nawet jeżeli samochód miał kilku właścicieli, to nie szkodzi, pod warunkiem jednak, że karoseria oraz technika są zadbane. Bardzo ważne, żeby nie kupować samochodów w złym stanie. Koszty części mogą przewyższyć wartość pojazdu i taki egzemplarz nie opłaci się nawet tym kierowcom, którzy sami wykonują większość prac przy aucie.