W skrócie

Oddałem mego Forda Grand C-Maxa 1.6/125 KM do serwisu z objawami zaniku mocy silnika. Serwis stwierdził, że wlałem złe paliwo (mechanik powiedział: „Jakoś tak dziwnie pachnie”); ten fakt miał być przyczyną awarii silnika i obarczono mnie kosztami naprawy (2706 zł), mimo że samochód jest na gwarancji.

Po odebraniu samochodu z naprawy wystąpiłem o odszkodowanie do stacji, na której tankowałem. Posłałem kopię dowodu zakupu paliwa oraz kopię faktury z wpisem o przyczynie awarii: „Uszkodzenie sond i świecy zapłonowej powstało na skutek zatankowania złej jakości paliwa...”.Właściciel stacji zażądał dowodu na analizę stwierdzającą złą jakość paliwa, o co natychmiast wystąpiłem do warsztatu, ale... zapadła cisza.

Pytanie: czy rzeczywiście sfałszowana benzyna mogła uszkodzić sondę i świece? Czy słusznie kazano mi zapłacić za naprawę, skoro auto jest na gwarancji? Czy w przypadku uzyskania od ASO kopii analizy paliwa, stwierdzającej złą jego jakość, mam szansę uzyskać odszkodowanie ze stacji benzynowej?

Tak, rzeczywiście, kiepskiej jakości paliwo może spowodować awarię świec zapłonowych, a także katalizatora. W dieslu straty mogą być nawet większe. Niestety, pociągnięcie winnego do odpowiedzialności jest prawie niemożliwe: po pierwsze, usterka prawie nigdy nie pojawia się od razu; ponadto nie tankujemy nigdy do pustego zbiornika. Wreszcie, trudno udowodnić, że w baku jest paliwo z tej, a nie innej stacji.

Chcąc zaszkodzić nieuczciwemu sprzedawcy paliw, należałoby zatankować z dystrybutora wprost do plombowanego kanistra, a to już zadanie dla służb (patrz: jak sprawdzić paliwo?). Często jednak paliwo nie jest niczemu winne, choć twierdzi tak mechanik. Jeśli auto jest na gwarancji, a w serwisie twierdzą, że zatankowaliśmy „złą” benzynę – jak w przypadku naszego czytelnika – należy zapytać: co w niej jest złego?

Czy chodzi o zanieczyszczenie (jakie?), a może o niewłaściwą liczbę oktanową, a może o nieprawidłową prężność par? Można mieć przypuszczenie graniczące z pewnością, że w opisanym przypadku nikt paliwa nie odniósł do laboratorium, zaś sprawdzanie „na węch” jest niewiele warte. Na miejscu czytelnika domagalibyśmy się potwierdzenia zbadania próbki paliwa (z datą sprzed naprawy) lub zwrotu pieniędzy.

Co może zepsuć marne paliwo?

W autach benzynowych straty z reguły, choć nie zawsze, są dużo niższe niż w dieslach. Kłopoty pojawiają się, gdy silnik nie jest w stanie przepalić benzyny, pojawia się wypadanie zapłonów, które w krótkim czasie doprowadza do nierównej pracy silnika i utraty mocy. Na tym etapie wymiany wymagają zwykle świece zapłonowe, często także sondy w układzie wydechowym.

Dłuższa jazda w takich warunkach może wiązać się z uszkodzeniem katalizatora. W silniku Diesla potencjalnych problemów jest więcej: zaczyna się zwykle od kłopotów z pompą paliwa. Następnie opiłki metalu trafiają do wtryskiwaczy i je niszczą. Jeśli przed unieruchomieniem auta dochodzi do podwyższonego dymienia, może zatkać się i katalizator, i filtr cząstek stałych. Rośnie ryzyko uszkodzenia turbosprężarki oraz zaworu EGR. Koszty naprawy zaczynają się od kilku-kilkunastu tys. zł, a mogą być i wyższe.

Jak sprawdzić paliwo i co to może wnieść?

W Polsce działają laboratoria badające usługowo jakość paliw, jednak większość z nich nastawiona jest nie na współpracę z klientami detalicznymi, lecz z firmami.

Zbadać można kilkanaście parametrów paliwa – różnych w zależności od jego rodzaju (olej napędowy czy benzyna), jednak w praktyce nawet Inspekcja Handlowa poprzestaje na kontroli najważniejszych parametrów, którymi są: zawartość siarki, liczba cetanowa (diesel) i oktanowa (benzyna), zawartość zanieczyszczeń i pozostałości po spalaniu paliwa, zawartość wody, lepkość, w przypadku oleju napędowego także m.in. temperatura mętnienia, temperatura zablokowania zimnego filtra itp.

Próbka powinna zostać zatankowana do czystego, najlepiej nowego kanistra i zaplombowana. Jeśli próbka tankowana jest przez przedstawicieli Inspekcji Handlowej, nie ma z tym problemu, natomiast jeśli próbkę pobiera klient, by coś udowodnić stacji paliw, musi zadbać o to, by nie dało się podważyć źródła pochodzenia paliwa.

W praktyce zbadanie zaledwie kilku kluczowych parametrów jednej próbki paliwa to koszt kilkuset zł, dlatego warto się dwa razy zastanowić, czy gra jest warta świeczki. Niestety, próbka paliwa pobrana z baku nie jest żadnym dowodem przeciwko stacji paliw, może natomiast być dowodem na to, że paliwo stało się przyczyną usterki silnika – w tym zakresie może być wykorzystana przez gwaranta, by udowodnić, że klient powinien zapłacić za naprawę samochodu, który przecież jest jeszcze na gwarancji. Ważne: ryzyko, że w baku jest paliwo, które nie spełnia norm, jest wyższe niż to, że z dystrybutora na stacji płynie kiepskie paliwo. Dlaczego? Po pierwsze, w baku skrapla się woda, po drugie, paliwo się starzeje – bak nie jest miejscem, gdzie paliwo zachowuje idealne parametry przez długi czas.

Podejrzewając, że jakaś stacja benzynowa sprzedaje lewe paliwo, należy zgłosić ten fakt UOKiK-owi. Na stronie www.uokik.gov.pl znajdziemy specjalny formularz, gdzie można podać nazwę stacji, jej adres oraz przyczyny swoich podejrzeń. Można liczyć na to, że przy okazji większej kontroli nasza stacja będzie w kręgu zainteresowania odpowiednich służb.