• Zarządca terenu, na którym rośnie drzewo, odpowiada za nie na zasadzie winy – a więc tylko wtedy, gdy np. chore drzewo nie zostało w porę zabezpieczone
  • Zgromadzenie dowodów winy właściciela drzewa leży po stronie poszkodowanego
  • Nie każde ubezpieczenie autocasco pokrywa szkody spowodowane powalonymi przez wichurę drzewami

Nasz Czytelnik zaparkował swoje Volvo zgodnie z przepisami na jezdni pod drzewami. Gdy wrócił, na dachu samochodu zobaczył kilkunastokilogramowy konar. Konar i... liczne wgniecenia. To tylko konar, nie całe drzewo – samochód nadawał się do jazdy, wprost z miejsca zdarzenia właściciel udał się więc do warsztatu usuwającego wgniecenia. Niespodzianka była niemiła: zdaniem blacharza dach stracił sztywność, a taki nie kwalifikuje się do prostowania tak jak to robi się w przypadku drobnych, często licznych wgnieceń spowodowanych gradem. Zasugerował wymianę dachu.

Wymiana dachu? Nic prostszego – stwierdzono w drugim z kolei warsztacie. – To jest prosty panel, wymienia się łatwo. Gorzej się taki element maluje, bo na poziomych powierzchniach lubią osiadać różne wtręty. Ale mamy komorę lakierniczą, będzie dobrze. Była i i zła wiadomość: – Proszę nie liczyć na idealne złożenie elementów wnętrza. Naszym zdaniem nie ma takiej możliwości, chyba, że zainwestuje pan w nowe elementy. Trudny wybór: prostowanie dachu za 3,5 tys. zł z założeniem, że efekt nie będzie idealny, albo wymiana dachu za kilkanaście tys. zł i ryzyko, że wnętrze nie będzie już tak ciche, jak dawniej. A kto miałby za to zapłacić?

Drzewo przewrócone na samochód - najpierw zabezpiecz dowody

Jeśli decydujesz się na działania prawne przeciwko właścicielowi terenu i chciałbyś, aby jednym z dowodów była notatka służb, od razu dzwoń na 112. Jeśli odjedziesz i i po fakcie pójdziesz na komisariat policji, by zgłosić sprawę, raczej zgłoszenie nie zostanie przyjęte. Policjanci nie mają obowiązku zająć się taką sprawą, ponieważ – jeśli nikomu nic się nie stało – nie ma mowy (w większości przypadków) o przestępstwie. Notatka policji – jeśli taka powstanie – nie przesądza zresztą o winie kogokolwiek, a jedynie stwierdza, że zdarzenie (przewrócenie drzewa na samochód) miało miejsce. Ważne: brak zgłoszenia sprawy na policję nie zamyka drogi do ubiegania się o odszkodowanie.

Ale dowody są potrzebne, a zatem należy za pomocą np. telefonu jak najdokładniej sfotografować zdarzenie, z daleka i z bliska, by było widać, co to za drzewo, co to za samochód, i by można było zidentyfikować związek obalonego drzewa czy złamanego konaru z uszkodzeniami auta. Jeśli konar jest niewielki, warto go zabezpieczyć jako dowód w sprawie – przyda się. Całego drzewa oczywiście zabezpieczyć się nie da.

Drzewo przewrócone na samochód - czy jego właściciel jest winny?

Trzeba mieć świadomość, że właściciel terenu, na którym stoi drzewo, nie odpowiada za szkody przez nie spowodowane na zasadzie ryzyka, a jedynie na zasadzie winy. Co za różnica? Otóż właściciel lub zarządca terenu ma obowiązek dbać m.in. o stan (zdrowie) drzew i jeśli któreś z nich jest chore lub w inny sposób zagraża bezpieczeństwu, to właściciel (zarządca terenu) musi je zabezpieczyć, wyleczyć lub wyciąć, a brak reakcji na zagrożenie jest winą. Jeśli drzewo jest zdrowe, a przewróciło się wyniku wichury, to siła wyższa – nie ma mowy o niczyjej winie i nie ma mowy o odpowiedzialności. Może się jednak zdarzyć tak, że drzewo i było chore, i przewróciło się w wyniku wichury – i wtedy wciąż można mówić o odpowiedzialności jego właściciela. Na pytanie, czy zaniedbanie (np. niewycięcie drzewa, które było konieczne) przyczyniło się do nieszczęścia, odpowie biegły dendrolog.

Drzewo przewrócone na samochód - co jest dowodem winy właściciela?

Jeśli uważasz (widzisz), że drzewo było spróchniałe, suche lub zgniłe, od razu szukaj biegłego dendrologa – wpisz w wyszukiwarkę internetową hasło „biegły dendrolog” (dendrolog – specjalista m.in. od zdrowia drzew) oraz nazwę miejscowości i dzwoń. Najlepiej wybierać takich rzeczoznawców, którzy są jednocześnie biegłymi sądowymi, w takim wypadku jest duża szansa, że ten sam biegły, który sporządzi nam opinię, będzie jednocześnie świadkiem w sądzie; to często przesądza o sukcesie, a również zniechęca naszego przeciwnika do oporu. W każdym razie jeśli straty są duże i zwłaszcza, gdy nie mamy autocasco, warto zainwestować pieniądze (od kilkuset zł) w ekspertyzę dendrologa. Nie warto zwlekać, bo dowody mogą zostać szybko uprzątnięte. Czasem, by nie ryzykować sporego wydatku na ekspertyzę, można się dogadać: biegły na podstawie zdjęć wysłanych mejlem nie może niczego przesądzić, ale może określić prawdopodobieństwo, czy drzewo było zaniedbane i chore, a więc czy opłaca się go ściągać na miejsce zdarzenia.

Mamy opinię dendrologa – co dalej?

Prawo jest takie, że aby skutecznie domagać się od kogoś pieniędzy za zaniedbanie w postaci pozostawienia osłabionego drzewa zagrażającego zaparkowanym samochodom, trzeba nie tylko samodzielnie zgromadzić dowody na winę właściciela (to będzie wspomniana opinia dendrologiczna poparta zdjęciami drzewa przewróconego na samochód), lecz także precyzyjnie określić swoje straty. Jeśli naprawiamy auto od razu – będzie to faktura za części i usługę, jeśli nie – wycena np. sporządzona przez warsztat. Teraz pozostaje napisać pozew (lub zamówić napisanie go), wysłać do sądu, wpłacić koszty sądowe i... czekać. Warto, jeśli mamy pozytywną opinię dendrologiczną (z której wynika, że drzewo było zaniedbane, chore, osłabione), zdjęcia i udokumentowane koszty – uzyskanie odszkodowania jest jedynie kwestią czasu. Jeśli nie mamy dowodów, a zwłaszcza na to, że była jakaś wina właściciela drzewa (zarządcy drogi czy terenu), to nie warto – szkoda czasu i pieniędzy. W sądzie cywilnym przegrany pokrywa wszystkie koszty.

Drzewo przewrócone na samochód - autocasco zapłaci?

W większości przypadków dobre polisy autocasco pokrywają tego rodzaju szkody, ale tzw. tańsze opcje – niekoniecznie. Warto wiedzieć, jakie ubezpieczenie się kupuje, a przed zgłoszeniem przeczytać, jakie mamy prawa i obowiązki. Jest wiele wyłączeń i warunków, a jeden z nich może wymagać zgłoszenia szkody np. w terminie 48 godzin. Jeśli zastanawiamy się zbyt długo, możliwość dochodzenia roszczeń przepadnie.

W czasie burzy nie parkuj pod drzewami!

Zatrzymując się w czasie burzy pod drzewem, sporo ryzykujemy. Nawet zdrowe i silne drzewo może się przewrócić, mogą się połamać choćby drobniejsze jego gałęzie – one też potrafią zrobić solidną wgniotkę na dachu. A jeśli nie da się stwierdzić, że z drzewem było coś nie w porządku, przytomny zarządca terenu nie wypłaci nam ani grosza.

W przypadku naszego Czytelnika na pechowym drzewie znajdowała się karteczka, informująca o planowanych pracach związanych z przycinaniem gałęzi – z datą robót wyznaczoną na dzień przed pechowym zdarzeniem. Ale prace z jakichś przyczyn najwyraźniej nie zostały przeprowadzone, a samo ogłoszenie podpowiada, że z drzewem było coś nie tak. W tym przypadku zarządca drogi (gmina) zostanie zapewne skutecznie pociągnięty do odpowiedzialności, jednak tak komfortowa dla poszkodowanego sytuacja nie zdarza się zawsze.