Seat Mii by Mango jest jak modny ciuch – przyciąga wzrok ciekawą kolorystyką, błyszczącymi listewkami, ładnymi felgami. Nie może zabraknąć metki, a właściwie metek – oglądając ten samochód z bliska, co chwila wpadamy na napis: „Mii by MANGO”.

Samochód ten to nic innego, jak Seat Mii w wersji Style doposażony w pakiet stylistyczny, sygnowany logo firmy odzieżowej. W jego skład wchodzą: tapicerka z alcantary i sztucznej skóry, skórzane obszycie kierownicy, gałki zmiany biegów i dźwigni „ręcznego”, zmieniony panel na desce rozdzielczej, dodatkowe haczyki na kobiece drobiazgi, a na zewnątrz – 15-calowe alufelgi, chromowane listewki, no i wszechobecne napisy: „Mii by MANGO”.

Trzeba przyznać, że całość robi dobre wrażenie, a o niektórych dodatkach można powiedzieć: czemu nie są standardem? Za kierownicą Mii dobrze się siedzi. Przednia część kokpitu to bardzo udany projekt: kierowca – nawet wysoki – nie ma żadnych problemów ze znalezieniem wygodnej pozycji. Małe gabaryty auta w żaden sposób nie dają się nam we znaki, natomiast w gęstym ruchu miejskim są dużym atutem. Kierowca ma bardzo dobrą widoczność, układ kierowniczy zapewnia dobre „czucie” auta, wszystkie najbardziej potrzebne przełączniki są w zasięgu ręki.

W sumie niewiele trzeba, by zwykłe
auto miejskie zaczęło ciekawie 
wyglądać. Inna sprawa, że atrakcyjne drobiazgi są drogie Foto: Auto Świat
W sumie niewiele trzeba, by zwykłe auto miejskie zaczęło ciekawie wyglądać. Inna sprawa, że atrakcyjne drobiazgi są drogie

Jeśli komuś przeszkadzają prostota i ergonomia deski rozdzielczej, to może zamówić nawigację, która będzie też służyć jako wyświetlacz komputera pokładowego czy dodatkowych zegarów. Nawigację tę można zdjąć i przewozić w schowku. Niestety, jeśli ją kupicie, będzie to jej ulubione miejsce. Urządzenie to sprawia wrażenie przestarzałego, wolno działa, ma bardzo przeciętny ekran.

W tylnym rzędzie przewidziano miejsca dla dwóch pasażerów, co w sumie jest dobrym wyborem. Dwie osoby nie będą narzekać na ciasnotę, ale nie mogą liczyć na taki komfort, jak jadący z przodu. Powodem jest ograniczona przestrzeń na nogi.

Seat Mii by Mango nie tylko ładnie wygląda i jest wygodny (dla jadących z przodu), lecz także dobrze jeździ. Pojazd wyposażony w 15-calowe koła o obniżonym profilu okazuje się sztywny, ale można powiedzieć, że jest komfortowy jak na tę klasę auta. Na zakrętach ma się wrażenie kierowania gokartem i trudno czasem oprzeć się pokusie przejechania łuku z lekkim uślizgiem.

Prosta, skromna i ergonomicznie dopracowana deska rozdzielcza poza kilkoma szczegółami jest taka sama jak w Skodzie Citigo i VW up!-ie  Foto: Auto Świat
Prosta, skromna i ergonomicznie dopracowana deska rozdzielcza poza kilkoma szczegółami jest taka sama jak w Skodzie Citigo i VW up!-ie

Silnik Seata Mii pomimo zaledwie 3 cylindrów ma przyzwoitą kulturę pracy, choć po dłuższym postoju w korku potrafi wpaść w wyczuwalne wibracje. Za to mocy mu nie brakuje – tak małe auta miejskie, jak Mii, nie muszą być ani szybsze, ani zrywniejsze.

Co do zużycia paliwa, to dane producenta należy uznać za zdecydowanie zbyt optymistyczne, chociaż jeśli unika się bardzo krótkich tras, w mieście spalanie nie przekracza 6,5 l/100 km. Poza miastem wynik ten można łatwo obniżyć.

Czyżby Seat Mii by Mango całkiem nie miał wad? No cóż, nie do końca, choć tak naprawdę brakuje drobiazgów. W sytuacji gdy miejski samochodzik kosztuje ponad 50 000 zł, zaczynamy wymagać: oświetlenia bagażnika (i w ogóle jakiegoś jego wykończenia), dopracowania tylnej półki, lepszego oświetlenia wnętrza. Ale tak czy inaczej, Mii to przyjemne auto, choć nietanie.