W tym przypadku proca, którą posłużył się bibilijny Dawid, nie przyda się – Jimny nie da rady się nią posłużyć a Daily nie ma słabych miejsc.

Zresztą auta rywalizują w różnych segmentach i tak naprawdę nie muszą się obawiać, że powodzenie konkurenta przyczyni się do własnej porażki. Za to obydwa auta – każde na swój sposób – są bardzo dzielne w terenie i nadają się zarówno do pracy, jak i rekreacyjnej jazdy off-road.

Większe zainteresowanie – choćby z racji mniejszej popularności – wzbudza Iveco Daily 4x4. Myli się ten, kto sądzi, że to tylko dostawczak z dołożonym napędem 4x4. Co prawda, nawet zwykły furgon wyposażony jest w ramę nośną, ale jest ona wykonana z profili otwartych o grubości 3 mm, zaś w odmianie 4x4 – z 5-milimetrowych profili zamkniętych.

Obydwa mosty sztywne współpracują tu z resorami piórowymi. Prawdziwe perełki odnajdziemy również w układzie napędowym: stale napędzane są (poprzez centralny mechanizm różnicowy) wszystkie koła, kierowca ma do dyspozycji blokady wszystkich trzech dyferencjałów!

Pomyślano o drobiazgach: włączając blokady dezaktywujemy system ABS, zaś przycisk na desce rozdzielczej pozwala wyłączyć wentylator chłodnicy (przejazd przez bród). Jeszcze mało? Przygotowano dwa reduktory: drogowy oraz terenowy (o dużym przełożeniu).

W naprawdę trudnym terenie użyć można obydwu. Do dyspozycji mamy więc jedyne… 24 biegi do przodu i 4 do tyłu! Dodajmy, że ingerencja elektroniki jest ograniczona – np. blokady dyferencjałów nie wyłączają się automatycznie. Przewidziano możliwość montażu przystawki odbioru mocy (np. do napędu mechanicznej wyciągarki) ze skrzyni biegów oraz ze skrzyni rozdzielczej.

Jimny może pochwalić się solidną techniką: też ma ramę i dwa sztywne mosty, które jednak pracują ze sprężynami śrubowymi. W układzie napędowym znajdziemy tylko prosty układ dołączający na sztywno przednią oś. Nie ma blokad czy choćby elektroniki wspomagającej trakcję.

Mimo to Jimny doskonale daje sobie radę. Jazdę rozpoczęliśmy w mieście. Zabudowa Daily znacząco utrudnia manewrowanie, to bardzo szeroki samochód, nie pozwalający na sprawną jazdę nawet dla kierowcy wiedzącego o co chodzi w manewrowaniu na lusterka.

Po prostu za autem nic nie widać, więc nawet cofnięcie o pół metra wiąże się z możliwością uszkodzenia innego pojazdu. Przeszkadza też duża średnica zawracania. Jimny zaś przeciwnie – zręcznie przeciska się przez centrum, doskanale widzimy narożniki karoserii, dzięki czemu dojeżdżamy „na styk”.

Proporcje odwracają się, gdy musimy coś przewieźć. Bagażnik Jimnego jest symboliczny, a na tylnej kanapie podróżujemy wygodnie tylko przez kilkadziesiąt km. Daily oferuje miejsca dla 7 osób (na tylnej, szerokiej ławce mało wygodne) oraz imponującą przestrzeń ładunkową.

Zawdzięczamy to powiększonemu rozstawowi osi (3400 mm zamiast 3050), który jest standardem dla podwójnej kabiny. Bez kłopotu Daily weźmie na pokład ekipę remontową wraz ze sprzętem. Dostępne są dwie wersje „wagowe”: o dopuszczalnej masie całkowitej 3490 kg oraz 5500 kg.

Jedyna różnica między nimi to dodatkowe pióra w tylnych resorach. Nasza wersja 35S17 ma tak dużą masę własną, że ładowność pozostaje symboliczna – to ukłon w stronę posiadaczy prawa jazdy kategorii B, dodatkowo pozwalający obejść się bez tachografu. Bez obaw o trwałość mechaniczną można więc… przeładować auto.

Znaczące różnice znajdziemy w układach napędowych. Benzynowy silniczek Jimnego, szczególnie w połączeniu z pożerającym moc starym „automatem” nie nada mu dobrej dynamiki. Można liczyć co najwyżej na sprawne przemieszczanie się.

Delikatne obchodzenie się z pedałem gazu daje szansę na przyzwoite spalanie – w okolicy 7 l/100 km. Jednostka Iveco, mimo że zmaga się ze sporą masą, nie sprawia zawodu – jest potwornie mocna w całym zakresie obrotów. Inna sprawa, że wysokie nadwozie nie poprawia aerodynamiki i zużycie paliwa na spokojnie pokonywanej trasie przekracza 12 l/100 km.

Auta łączy zamiłowanie do terenu – pokonywane na asfalcie kilometry to w obydwu przypadkach tylko strata czasu. Na naszych przeszkodach pierwsze poddało się… Daily!

Wybraliśmy drogę pod gałęziami, którą Suzuki łatwo pokonało, zaś w wysokim Daily szkoda było porysować lakier. W wielu przypadkach Suzuki musiało jednak uznać wyższość wielkiego konkurenta. Tak było w rozległej błotnej kałuży, którą Daily pokonywało niemal niezauważając przeszkody (w Suzuki zabrakło prześwitu oraz trakcji).

Podobnie stało się na stromym, nierównym podjeździe – mocarny diesel Daily wsparty blokadami i reduktorami wjeżdżał do połowy wzniesienia na wolnych obrotach(!), szczyt osiągał zaś po lekkim dodaniu gazu. I tu Suzuki zabrakło prześwitu, bardziej agresywny atak mógłby zakończyć się uszkodzeniem. Suzuki wykazało jednak jeszcze wiele zalet – mimo porażki na kilku próbach dojechało wszędzie tam, gdzie Iveco.

Czasem po prostu nieco inną drogą, którą – z racji niedużych gabarytów – łatwo znaleźć. Zaś uwolnienie go z błota zajęło Daily dosłownie kilka sekund, podczas gdy uwięzione Iveco (nieopatrznie stanęliśmy w poprzek głębokich kolein zawieszając się na podwoziu) staje się dużym (dosłownie) kłopotem… Daily jest nieporównywalnie droższe niż Jimny, ale kto potrzebuje takiego auta, nie powinien żałować decyzji. W wielu przypadkach Jimny w zupełności wystarczy.

Podsumowanie - Nie ma co dyskutować – kto potrzebuje przetransportować na miejsce awarii ekipę remontową wraz z ciężkim sprzętem już zapewne złożył zamówienie na Daily 4x4. Kto zaś na co dzień porusza się po mieście, a w wekeend wypada w teren, nawet nie zainteresuje się monsterem, za to doceni zalety Jimnego.

Każde z tych aut ma swojego odbiorcę – zarówno w kręgach profesjonalnych, jak i rekreacyjnych. Bardziej niż porównanie konkretnych walorów chodziło nam o pokazanie terenowych możliwości Dawida i Goliata. Okazuje się, że obydwaj są bardzo mocni i to głównie od umiejętności kierowcy zależy wykorzystanie potencjału „zaklętego” tak w Jimnym, jak i Daily. Auta wymagają odpowiedniego podejścia, ale warte są uwagi – bo to mistrzowskie konstrukcje, oczywiście każda w swojej klasie!