Nowy Harley-Davidson Sportster jest motocyklem, który wzbudza jeszcze więcej uwagi niż jego chromowani, starsi bracia - choć jest bratem co najwyżej przyrodnim. Nie sposób przejść obok niego obojętnie, a na jego widok i dźwięk ludzie zatrzymują się na chodnikach. Ktoś powie, że to motocykl rodem z "Mad Maxa", inni będą mieli skojarzenia z jednośladowym batmobilem. Oba te porównania są jak najbardziej na miejscu, bo Harley-Davidson zaprojektował pojazd z iście filmowym rozmachem.

Sportster już na pierwszy rzut oka wydaje się być silny, nieokiełznany, może nawet odrobinę przerysowany. Na ten efekt składa się cała gama stylistycznych elementów, które nadają motocyklowi charakteru. Tak naprawdę trudno jest szukać w nim elementów, które moglibyśmy uznać za klasyczne – z nietypową, owalną przednią lampą na czele. Niektórym sylwetka nowego Sportstera S może nieco przypominać budzącego przed laty kontrowersje model V-Rod. O ile jednak wtedy V-Rod był kompletnym szaleństwem stylistycznym i odejściem od tradycji, tak dziś Sportster S jak najbardziej trafia w swoje czasy.

Harley-Davidson Sportster S - szalony dla rozważnych

Obsługa motocykla jest prosta i raczej intuicyjna (włącznie z umieszczeniem przełącznika kierunkowskazów po lewej stronie, a nie po obu). Motocyklem jeździ się bardzo dobrze i łatwo się go prowadzi – z jednym zastrzeżeniem. Warunkiem jest, że kierowca zapanuje nad manetką. Moc w połączeniu z lekkością i pewnością prowadzenia może wpędzić nas w kłopoty i wymaga od kierującego szczególnej rozwagi i pewnego doświadczenia. Ten sprzęt po prostu kusi.

Kiedy odbierałem motocykl do testów usłyszałem: "Lepiej zacznij jeździć na normalnym trybie jazdy". Była to trafna uwaga, bo już na tzw. normalnym trybie nowy Sportster S generuje naprawdę duże emocje. Na tyle duże, że przez pierwsze dwa dni jazdy nawet nie pomyślałem o zmianie na tryb sportowy. A gdy już to zrobiłem ani na chwilę nie wróciłem do poprzedniej opcji. Ten sportowy charakter dobrze koresponduje z pozycją za kierownicą, która jest raczej agresywna niż wygodna. Motocykl nie będzie sprawiał problemu niższym motocyklistom – siedzenie zostało umieszczone na wysokości 755 mm, co pozwala bez problemu postawić pewnie całą stopę na asfalcie.

Sportster S zachowuje się jak rasowy, sportowy motocykl, który ukrywa się w skórze przesterydowanego krążownika. Radość z jazdy na nim jest ogromna i nie wynika z rozwijania dużych prędkości - zupełnie nie do tego jest stworzony. W tym motocyklu można zakochać się za jego przyśpieszenie, ale nie polecałbym go do szybkiej jazdy. Sportster sprawia wrażenie przyklejonego do asfaltu, w czym bez wątpienia pomagają również systemy bezpieczeństwa – cornering ABS i kontrola trakcji. Na komfort jazdy wpływa także zawieszenie Showa - widelec upside-down z przodu oraz tylny, regulowany za pomocą łatwo dostępnego pokrętła.

Harley-Davidson Sportster S - stylistyka kosztem komfortu?

Zanim wsiądzie się na Sportstera, w głowie może pojawić się kilka obaw. Pierwsza, bardzo uzasadniona, dotyczy wydechu. Jestem pewny, że to właśnie on będzie jedną z najczęściej krytykowanych i customizowanych elementów tego motocykla. Obawy dotyczą wysokości poprowadzenia rur tuż pod udem kierowcy. W praktyce jednak ten problem w zasadzie nie istnieje. Osłona wydechu została zaprojektowana w taki sposób, że na prawej nodze czuć co najwyżej ciepło i to raczej podczas jazdy po mieście - na światłach. Nie jest to jednak w żaden sposób uciążliwe dla kierowcy. Pytanie, jak byłoby z komfortem podróży pasażera. Motocykl oferowany jest jako solówka, ale istnieje możliwość rozbudowania go o miejsce i podnóżki dla drugiej osoby.

Drugim znakiem zapytania, który pojawi się w głowie po ujrzeniu tego motocykla, jest przednia, bardzo gruba opona. I rzeczywiście, wymaga ona chwili przyzwyczajenia - i tak naprawdę tylko tego. Sportster S, jak sama nazwa wskazuje, to motocykl sportowy, a dedykowana dla Harleya-Davidsona opona Dunlop ma to jeszcze bardziej podkreślać.

Trzecim, najmniej istotnym dla samego prowadzenia elementem, który budzi pewną wątpliwość, jest plastik pod motocyklem. To element, o którego istnieniu trzeba będzie po prostu pamiętać, bo inaczej jego żywotność może być stosunkowo krótka.

Ładowanie formularza...

Harley-Davidson Sportster S - powrót do przyszłości

Decydując się na Sportstera S, w standardzie dostaniemy między innymi tempomat, czytelny, czterocalowy ekran oraz kluczyk zbliżeniowy. Testowany przez nas motocykl wyposażony był w opcjonalne, centralnie umieszczanie podnóżki dla kierowcy, co bardzo pozytywnie wpływa na panowanie nad motocyklem i sprawia, że czujemy się trochę jak na cafe racerze. Wartościowym dodatkiem może być również łatwo demontowalna szyba. Jej brak daje się we znaki, choć dla niektórych oczywiście podkreślać to może żywiołowy charakter motocykla, który w zamyśle projektantów ma dawać prawdziwą radość z jazdy.

Absolutnie rewolucyjnym i najważniejszym elementem Sportstera jest oczywiście jego serce ze zmiennymi fazami rozrządu. Mowa o nowym, chłodzonym cieczą silniku Revolution Max 1250T o pojemności 1250 cm3 (121 KM mocy i 125 Nm momentu obrotowego). Ten sam motor, choć tu w przekonstruowanej wersji, napędza turystyczną Pan Americę.

Motocykl nie posiada klasycznej ramy, którą zastąpiono elementami przykręcanymi do silnika – jest on integralną częścią konstrukcji dość sztywnego podwozia. Brak tradycyjnej ramy skutkuje między innymi stosunkowo niską wagą motocykla – 228 kilogramów.

Harley-Davidson zrobił coś zupełnie odwrotnego niż choćby opisywany przeze mnie kilka tygodni temu model R18 od BMW. O ile bawarski producent dokonał odważnego pivotu w stronę klasyki (z doskonałym wręcz skutkiem), tak jego amerykański konkurent postawił na strategię dokładnie odwrotną – także z sukcesem. Mimo tej diametralnej różnicy filozofii projektowania, obie marki osiągnęły podobny efekt – zaskoczenie i powiew świeżości na pełnym klonów i banalnych rozwiązań rynku.