- Zmiany widać na pierwszy rzut oka: światła do jazdy dziennej, reflektory LED, inny kształt zderzak
- Trailhawk ma wyższy prześwit niż zwykłe wersje, a do tego wydajniejszy napęd 4x4
- Największą zaletą Renegade’a zostaje styl – albo go kochasz, albo omijasz
Jeep Renegade to ogólnie dość ciekawy przypadek. To bowiem pierwszy model amerykańskiej marki montowany poza USA (Melfi, Włochy). To też pierwszy Jeep mający w sobie coś z crossovera i jedyny mały SUV, który w terenie da radę dotrzymać kroku modelowi Grand Cherokee. Nie wierzycie? To wybierzcie hardcorową wersję Trailhawk i wjedziecie wszędzie tam, gdzie niemal wszyscy inni konkurenci utkną.
Jeżeli do tego dodamy ów zabawkowo-bojowy wygląd oraz kompaktowe rozmiary, to okaże się, że mamy receptę na sukces. Najlepiej sprzedającym się modelem marki w Europie jest właśnie Renegade, a od debiutu rynkowego w 2014 r. do klientów trafiło już 800 tys. sztuk.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Teraz jednak koncern FCA uznał, że czas na zmiany. Decyzję o modernizacji pomogło Włochom zapewne podjąć wprowadzenie nowych norm czystości spalin, gdyż tych – co jasne – dotychczasowe silniki spełnić nie mogły. Gruntowne zmiany obejmą więc całą paletę, bo od teraz każda jednostka montowana pod maską Renegade’a spełnia normę Euro 6d.
Znikają w związku z tym wszystkie dostępne do tej pory silniki benzynowe (czyli prosto i bez wielkich komplikacji już było!), a w ich miejsce pojawi się nowa rodzina motorów z turbo: 1.0 R3/120 KM oraz 1.3 R4/150 i 180 KM. Wszystkie jednostki mają w pełni aluminiową konstrukcję, są wyposażone w: bezpośredni wtrysk paliwa, układ Multiair III (zoptymalizowane elektrohydrauliczne sterowanie zaworami) i filtr cząstek stałych (GPF). Dobra wiadomość jest taka, że silniki 1.0 i 1.3 Turbo powstają w Polsce (FCA Power Train w Bielsku-Białej) i trafią też do wielu innych modeli koncernu FCA (za chwilę – do odświeżonego technicznego brata Renegade’a, czyli Fiata 500X).
Diesle? Tu status quo tylko z pozoru. Obie dostępne jednostki mają nadal pojemność 1.6 i 2.0, ale od teraz dostają m.in. układ selektywnej katalitycznej redukcji tlenków azotu (SCR), co z kolei będzie oznaczało konieczność uzupełniania płynu AdBlue. Moc bez zmian, czyli tak, jak dotąd, możecie liczyć na odmiany 120 (1.6), 140 i 170 KM (2.0). Pewne zamieszanie panuje natomiast w przypadku skrzyń biegów, bo choć dostępne są aż trzy – manualna i dwusprzęgłowa 6b oraz klasyczny „automat” 9b – to nie każda z nich może być łączona z każdym silnikiem i rodzajem napędu. I tak np. wersja 1.0 ma tylko napęd 4x2 i skrzynię ręczną, a topowy diesel – układ 4x4 i „automat” 9b. Dziwi trochę to, że najmniejszy silnik występuje tylko z „manualem”, bo jest na tyle dychawiczny, że nadaje się głównie do miasta, a tu dobrze spisałby się „automat”.
Jednak to niejedyny kłopot. Skrzynie dwusprzęgłowe i automatyczne są bowiem dziwnie ospałe i to głównie z tego powodu wydaje się, że np. odmiana 1.3T/150 KM jest sporo wolniejsza, niż mogłaby być, gdyby nieco poprawiono oprogramowanie skrzyni. Poza tym zmodernizowany Renegade jeździ podobnie jak stary – zawieszenie jest dość sztywne i zapewnia poprawne prowadzenie w szybkich zakrętach, ale już w kombinacji z 19-calowymi kołami i oponami run flat trochę denerwuje brakiem komfortu. Nasza rada – wybierzcie maksymalnie „18-ki”. Nieco lepiej wygląda kwestia ekonomiki, bo dotychczas Renegade 1.4 Turbo Multiair palił jak smok – teraz spalanie ma być niższe.
Postęp widać też w kabinie. Mamy więc... prawie nowe multimedia („prawie”, bo ekran 8,4 cala był dostępny już od początku 2018 r.!) i systemy wspomagające. Teraz z obrotomierza zniknęła „plama błota” – widać po prostu czerwone pole. Mam także wrażenie, że Jeep poprawił plastiki i wykonanie, bo choć do premium nadal daleko, to już jest bardzo przyzwoicie. Wnętrze okazuje się nieźle wyciszone od szumu opon i pracy silnika, ale na autostradzie do uszu podróżnych dociera szum powietrza opływającego wielkie lusterka boczne.
Jeep renegade - naszym zdaniem
Trailhawk to jest to! Największą zaletą Renegade’a zostaje styl – albo go kochasz, albo omijasz. Ja to kupuję. Gdybym jednak miał wyłożyć pieniądze, to w salonie zamówiłbym żółtego Trailhawka, bo ma to „coś”.
Auto Świat
Auto Świat
Auto Świat
Auto Świat
Auto Świat
Auto Świat
Auto Świat
Auto Świat
Auto Świat
Auto Świat
Auto Świat
Auto Świat
Auto Świat
Auto Świat
Auto Świat