Samochody elektryczne przeżywają obecnie prawdziwy boom. Trend ten nie ominął również japońskiego Nissana – firma zaprezentowała niedawno pierwszy wielkoseryjny pojazd skonstruowany od podstaw z myślą o napędzie elektrycznym. Leaf (liść) już z wyglądu nie jest autem przeciętnym. Jego nadwozie od razu rzuca się w oczy, wnętrzu także nie brakuje charakteru. Wyjątkowe w jego przypadku nie są jednak walory estetyczne, lecz coś zupełnie innego.

Jazda Leafem kierowcom samochodów z konwencjonalnym napędem dostarcza absolutnie nowych, obcych dotąd doznań akustycznych. Dźwięki silnika elektrycznego przypominają odgłosy drukarki, która ustawia się w tryb gotowości, natomiast hamowanie – szmer wydawany przez głośniki niskotonowe. Pokładowy system audio słychać tak dobrze, jakbyśmy siedzieli w dużym salonie. Do uszu pasażerów docierają jedynie szumy powietrza opływającego nadwozie oraz dźwięki wytwarzane przez opony i elementy zawieszenia. I nic poza tym.

Leaf jest również pierwszym tego typu pojazdem, który (może poza ograniczonym zasięgiem) nie zmusza kierowcy do żadnych wyrzeczeń. Wręcz przeciwnie: dzięki sporej dawce momentu obrotowego (280 Nm) dostępnego od samego dołu 4-drzwiowy kompakt elektryczny wychodzi zwycięsko z niejednego sprintu spod świateł. Szybsza jazda autostradą także nie stanowi problemu – motor elektryczny o mocy 109 KM w zupełności do tego wystarcza.

Z jednym tylko zastrzeżeniem: gdy kierowca ma ciężką nogę, zasięg maleje w okamgnieniu. Podczas gdy przy jeździe mieszanej prądu starczy nam na 160 km, to przy dynamicznej będzie trzeba podłączyć Leafa do sieci już po 75 km. Z tym akurat nie powinno być większego problemu, bo można to zrobić choćby we własnym garażu. Pełne ładowanie trwa osiem godzin. Poza domem właściciele Leafa będą zdani na publiczne stacje szybkiego ładowania.

W pół godziny akumulatory zgromadzą 80 procent energii. (W Polsce pierwszą stację szybkiego ładowania uruchomiło RWE w Warszawie w kwietniu 2010 roku. Docelowo ma ich być 130). Szybkie ładowanie 400-woltowym prądem ma jednak negatywny skutek – znacząco skraca żywotność baterii.

Jeżdżący niemal bezszelestnie Leaf według licznika rozpędza się do 155 km/h. Dzięki nisko położonemu środkowi ciężkości samochód, jak na nowoczesny kompakt przystało, zapewnia stabilne prowadzenie i przyzwoity komfort resorowania. Zastrzeżenia można mieć do układu kierowniczego, który mógłby być bardziej precyzyjny, oraz do układu hamulcowego, w którego działanie „wtrąca się” system rekuperacyjny (odzyskiwanie energii podczas hamowania). Leaf ma także tryb oszczędnościowy Eco, w którym zachowuje się tak, jakby ktoś zaaplikował mu tabletkę nasenną.

Największymi zaletami elektrycznego Nissana mają być niskie koszty utrzymania, w tym wydatki serwisowe – niższe o 15 procent niż przy konwencjonalnym napędzie, oraz społeczne poparcie dla samochodów ekologicznych. Leafy z pełnym wyposażeniem (klimatyzacja, nawigacja satelitarna, system audio) mają kosztować w Niemczech ok. 34 tys. euro (135 tys. zł). Porównywalnie wyposażona

Toyota Prius jest tańsza od Nissana o niemal 20 tys. zł. Benzynowo-elektryczna hybryda emituje jednak do atmosfery więcej dwutlenku węgla. Leaf jeszcze w tym roku wejdzie do sprzedaży w Portugalii, Wielkiej Brytanii oraz Holandii – w tych krajach zakup samochodów ekologicznych premiowany jest ulgami podatkowymi. W niemieckich salonach sprzedaży auto ma się pojawić dopiero pod koniec 2011 roku.

Polskie przedstawicielstwo Nissana nie podało na razie informacji, czy Leaf będzie sprzedawany w naszym kraju. Jeśli znajdzie się w ofercie, jego cena powinna być zbliżona do ceny na rynku niemieckim – podobnie jak nasi zachodni sąsiedzi, nie mamy żadnego programu dopłat do aut ekologicznych. Kolejną przeszkodą na drodze do sukcesu w naszym kraju jest brak infrastruktury stacji szybkiego ładowania, przez co tankowanie Leafa (przynajmniej na razie) będzie dla niektórych zbyt czasochłonne.

Klienci, którzy nie chcą czekać na elektrycznego Nissana, mogą już teraz zdecydować się na jeden z pojazdów elektrycznych mniej znanych producentów lub pokusić o przerobienie samochodu z konwencjonalnym napędem na elektryczny. Nabywcy z bardzo grubym portfelem mają do dyspozycji elektryczną Teslę Roadster, napędzaną motorem generującym moc 215 kW (292 KM) i 400 Nm momentu obrotowego. Sprint do „setki” zajmuje jej tylko 3,9 s, a prędkość maksymalna wynosi 212 km/h. Ceny w Niemczech zaczynają się od 108 tys. euro (ok. 430 tys. zł).

Jeszcze ciekawiej zrobi się pod koniec 2010 roku, kiedy na rynku zadebiutują „trojaczki” Mitsubishi, Peugeota i Citroëna (i-MiEV, iOn oraz C-Zero). Ważące 1120 kg elektryczne pojazdy miejskie będą napędzane motorem o mocy 47 kW (64 KM), który ma je rozpędzać do 130 km/h. Samochody te po pełnym naładowaniu będą mogły przejechać do 150 km. Ceny mają się zaczynać od około 35 tys. euro (140 tys. zł). W wielu krajach auta będzie można leasingować. Rata miesięczna ma wynosić ok. 1600 zł.