Tym razem Mercedes wystawia przeciwko Audi A3 i BMW serii 1 nowy kompakt o zaskakująco nietypowym charakterze. Trzeba przyznać, że tak radykalnie zmienionego samochodu z gwiazdą jak nowa Klasa A jeszcze nie było.

W tym czasie Audi nie mogło nadążyć z obsługą klientów zainteresowanych A3 – młodych, modnych mieszkańców dużych miast. To wymarzona grupa docelowa producentów aut, o którą teraz próbuje zawalczyć nowa, lepsza i inna klasa A.

Czego pragną wspomniani klienci? Ciekawego designu – tego akurat Mercedes A 180 ma bardzo dużo. Z zewnątrz, jak i wewnątrz samochód prezentuje się niezwykle atrakcyjnie. Zainteresowani jego sylwetką przechodnie nie dowierzali, kiedy im mówiliśmy, że to nowy Mercedes klasy A. Widać, że styliści mieli duże pole do popisu i dali radę.

Mercedes A 180: multimedia na kołach

Skoro młodemu mieszczuchowi już podoba się wygląd auta, to w następnej kolejności wcale nie zajrzy pod maskę (zrobi to później), lecz najpierw zastanowi się, gdzie może podłączyć swojego iPhone’a, który nie tylko pozwala mu kontaktować się ze światem, lecz także jest skarbnicą multimediów. Marketingowcy o tym wiedzą. Cytując jednego z nich: „Mercedes klasy A to dołożenie kół do iPhone’a”. Na pokładzie naszego auta testowego znalazł się najdroższy z dostępnych systemów Comand Online. Potrafi odtwarzać multimedia z płyt DVD, urządzeń z Bluetoothem, pendrive’ów, kart pamięci SD, przez gniazdo jack i z iPhone’a, a działa to wszystko świetnie. Dźwięk i obsługa także stoją na wysokim poziomie.

Gorzej z dostępem do internetu i aplikacjami sieciowymi. Miał być Facebook, Twitter i lokalna pogoda, a zamiast tego ekran komunikował błąd połączenia. Typ podłączonego smartfona nie miał tu znaczenia. Może to tylko kwestia oprogramowania, ale rozczarowanie było duże. Należy jednak przyznać, że przebywanie w kabinie Mercedesa klasy A jest nadzwyczaj przyjemne. Oko cieszą wysmakowane detale, kierowca i pasażerowie spoczywają na wygodnych fotelach, klimatyzacja delikatnie reguluje temperaturę...

Mercedes A 180: chce się jechać, zatem ruszamy

Podstawowy, 122-konny benzyniak Mercedesa to nowa konstrukcja, pierwszy taki silnik z bezpośrednim wtryskiem, doładowaniem i systemem zmiennych faz rozrządu. Niestety, w połączeniu z opcjonalną 7-stopniową skrzynią reakcja tej jednostki na gaz jest bardzo ospała. Biegi są przełączane płynnie, choć nie tak błyskawicznie, jak można by się spodziewać po przekładni z dwoma sprzęgłami. Podczas hamowania skrzynia 7G-DCT redukuje biegi i wyczuwalne jest wtedy szarpanie. Lepsze wrażenie robią przekładnie DSG oferowane przez Volkswagena.

Mercedes A 180 preferuje spokojne podróżowanie i delikatne operowanie pedałem gazu. Owszem, daje się przekonać do dynamicznej jazdy, ale wtedy lepiej wziąć sprawę w swoje ręce i zmieniać biegi przy użyciu manetek. Tryb sportowy skrzyni można sobie darować, podobnie jak wybór usportowionego zawieszenia z listy opcji, gdyż bazowe (określane przez Mercedesa jako komfortowe) okazuje się wystarczająco sprężyste, by opanowywać auto na ciasnych zakrętach, ale też na tyle miękkie, by podróż po zaniedbanych drogach nie stała się męką. Jak na klasę premium układ jezdny mógłby ciszej pracować.

Podręcznikowo działa za to układ start-stop. Czas potrzebny do ponownego uruchomienia silnika jest tak krótki, że kierowca akurat zdąży przełożyć nogę z pedału hamulca na gaz. Niestety, obserwując spalanie, trudno uwierzyć, że działanie tego układu znacząco wpływa na zmniejszenie zużycia paliwa. W mieście realne jest 10 l/100 km, poza nim – o 2-3 l mniej. Pod warunkiem że nigdy nie dociskamy gazu. W przeciwnym wypadku należy doliczyć po 2 l do każdej z wartości.

Mercedes A 180: jest drogi, ale za to bezpieczny

Przy cenie wyjściowej blisko 90 tys. zł (plus 9 tys. zł za skrzynię 7G-DCT) można oczekiwać bogatego wyposażenia. Oprócz takich oczywistości jak pełna elektryka, manualna klimatyzacja i radio, Mercedes A 180 seryjnie jest wyposażony w układ ostrzegający o kolizji (Collision Prevention Assist) i system monitorujący uwagę kierowcy (Attention Assist). O ile ten drugi nigdy nie miał nic do powiedzenia, o tyle pierwszy działał dość rozsądnie. Zestaw „stróży” można rozszerzyć o asystenta martwego pola i czujnik pasa ruchu. Ale zamiast tego lepiej dopłacić do ksenonów.