- Ferrari 296 GTS nie ma V12, ani nawet V8. Mało tego, jest hybrydą, którą da się jeździć w trybie czysto elektrycznym. Czy to w ogóle jeszcze Ferrari?
- To auto jasno komunikuje, o co w nim chodzi: zbiornik paliwa jest większy od bagażnika
- Można śmiało powiedzieć, że 296 GTS to samochód dla młodszych ludzi: średnia wieku klientów Ferrari na świecie to jedynie 37 lat
- Materiał promocyjny. Został tak oznaczony ze względu na obowiązujące przepisy. Wyjazd na prezentację był opłacony przez producenta, ale nie miał on wglądu w publikowany tekst
- Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu
Ferrari 296 GTS w ogóle nie jest twardo zawieszone. Twarda to jest Dacia Bigster.
Mało tego, samochód, który dostałem do testów, wcale nie był czerwony. Nawet zaciski tarcz hamulcowych miał czarne. "Tyle mojego, że chociaż silnik uruchomię wielkim czerwonym przyciskiem" pomyślałem w duchu. Nic z tego. "Starter" nie tylko nie był czerwony — nawet nie był przyciskiem. Prawdę mówiąc, ledwo go odnalazłem.
Poznaj kontekst z AI
Przeczytaj także: Nie Ferrari i nie Bugatti. To chińskie auto jest najszybszym seryjnym samochodem na świecie
Jak się siedzi w Ferrari 296 GTS?
To już nie te czasy, kiedy Ferrari miały odpychająco tanio wyglądające dźwigienki kierunkowskazów i wycieraczek (jak choćby Testarossa z 1984 r. czy F40 z 1987 r.). Ferrari 296 GTS w ogóle nie ma żadnych dźwigienek: kierunkowskazy i wycieraczki obsługuje się przyciskami. Po to, aby nawet jednego palca nie oderwać od kierownicy.
Przeczytaj także: Byłem w fabryce Ferrari. Poznałem Romeo i Julię, zostałem świadkiem na ślubie
Ferrari 296 GTS to nie SUV. Nie wsiada się do niego za łatwo, ale jak na auto mające 119,1 cm wysokości i tak jest nieźle.
W środku czeka jeden z najwygodniejszych foteli, jaki montuje się dziś w samochodach — na dodatek tapicerowany jedną z najlepszych skór używanych w motoryzacji. Jakość wykonania w ogóle stoi na najwyższym poziomie.
Ferrari 296 GTS to nie SUV. Siedzisz w nim nisko, wręcz groteskowo nisko. Czy to problem? Żaden, przyzwyczajasz się do tego nadspodziewanie szybko. Nadspodziewanie dobra jest też widoczność we wstecznym lusterku. Żeby jeszcze tak dużo odbijały boczne lustra...
Ferrari 296 GTS to jedno z tych nielicznych aut, którego zbiornik paliwa jest pojemniejszy od bagażnika. Bak ma 65 l, wnęka za jedyną parą foteli — zaledwie 49 l. Przynajmniej wiadomo, o co w tym chodzi.
A skoro chodzi o przyjemność z jazdy, to pora uruchomić silnik. Tylko czym?
Jak się jeździ Ferrari 296 GTS?
Odpowiedź znajduje się nie tyle na kierownicy, ile w kierownicy. Naprawdę trudno uwierzyć, że skarbiec z 830 KM otwiera coś tak niepozornego, jak delikatnie podświetlony sensor dotykowy tuż nad dolnym ramieniem kierownicy. Przynajmniej podświetlenie jest czerwone.
Przeczytaj także: Pojeździłem 830-konnym Ferrari za blisko 2 mln zł. Byłem pewien, że będzie bolało. Poległy stereotypy
Od 1973 r. wszyscy poprzednicy Ferrari 296 GTS dostawali V8 — nawet jeśli miało ono czasem pojemność niecałych dwóch litrów (jak np. 155-konne 208 GTS z 1980 r.). 296 GTS musi się jednak zadowolić sześcioma cylindrami, ma za to turbodoładowanie i dodatkowy silnik. Elektryczny. Tak, Ferrari 296 GTS to hybryda. Można nawet nią przejechać do 25 km na samym prądzie.
Już 3-litrowa jednostka generuje 663 KM, a cały układ hybrydowy — 830 KM. Przyspieszenie od 0 do 100 km na godz. zajmuje 2,9 s.
Ferrari 296 GTS nie jest więc dynamiczne. Dynamiczna to jest Toyota Camry. Zresztą też hybryda.
Bo "dynamiczne" wcale nie oddaje istoty rzeczy. Nawet jej nie muska. Samochód rwie do przodu jak szalony — w żadnym innym znanym mi aucie nie odczuwa się przyspieszenia tak intensywnie i dogłębnie, wręcz do poziomu tkanek i kości. Wrażenia podkręca oszałamiający dźwięk silnika. Podczas normalnej jazdy jest dość powściągliwy i grzeczniutki, ale kiedy mocniej przyspieszysz, to słyszysz wręcz czystą grozę. Brakuje mi przy tym więcej basowych nut, silnik wygrywa swoje melodie na wyższych tonach. Nic dziwnego, że V6 podczas konstruowania dostało nicka "piccolo V12", czyli "małe V12".
Największa zaleta Ferrari 296 GTS tkwi jednak gdzie indziej: samochód daje więcej radości z prowadzenia niż cokolwiek innego na tej planecie — i to także podczas spokojnej jazdy. Szalenie precyzyjny układ kierowniczy to czysta rozkosz — podobnie jak pokonywanie zakrętów. W życiu bym nie pomyślał, że to Ferrari ma "aż" 456,5 cm długości i waży przeszło półtorej tony. Podobnie jak 119 cm wysokości nie jest problemem przy wsiadaniu, tak 1540 kg w zakrętach. Lepiej jednak nie szarżować.
Zaskakuje też zawieszenie. Wcale nie okazuje się tak twarde, jakbym się spodziewał. To taka przyjemna sprężystość, która nigdy nie męczy. Ferrari 296 GTS jest wręcz komfortowe.