• Nowa wersja Mercedesa CLS to nie jest prawdziwa hybryda, ale prąd się przydaje - w razie potrzeby dodaje mocy
  • Choć CLS jest ładniejszy od klasy E, to jednak ma ciaśniejsze wnętrze i mniejszy bagażnik
  • Choć CLS 53 firmuje AMG, to jednak ten model nie prowadzi się tak sportowo, jak inne samochody z tym logo - jest bardziej komfortowy

Już dawno zostałem wyleczony z poglądów, że hybrydy generalnie są do niczego. Nie są. Toyota Prius sprawdza się w mieście, a w supersamochodach doskonale sprawują się układy, które dzięki elektrycznym silnikom dorzucają mnóstwo momentu obrotowego i poprawiają osiągi. W Mercedesie-AMG CLS 53 technologie hybrydowe mają zastosowanie właśnie takie, jak w najmocniejszych autach. I to mnie bardzo cieszy.

Mercedes-AMG CLS 53 – moc z prądu

Czas szybko leci. Wydawało mi się, że tak niedawno zachwycałem się pomysłem Mercedesa, który wypuścił na rynek model CLS – limuzynę-cuoupe. A teraz? Mamy już trzecią generację auta z szybami bocznymi bez ramek, ale z czworgiem drzwi i, to akurat nowość, z miejscami dla pięciu podróżnych. Niektórzy twierdzą, że to po prostu ładniejsza wersja klasy E i pewnie mają rację. Teraz, dzięki wersji CLS 53, jest to także najciekawszy wariant klasy E.

Co w nim takiego interesującego? To napęd. Aby wyjaśnić jego funkcjonowanie potrzebny byłby dyplom stosownego wydziału politechniki, nie będę zatem wnikał w szczegóły, które poznałem podczas długiej rozmowy z przedstawicielem Mercedesa i z których – szczerze mówiąc – nie wszystko zrozumiałem. Wyjaśniam: nie mam wspomnianego dyplomu. Wiem jednak, jak to działa z punktu widzenia kierowcy. Otóż pod maską mamy 3-litrową, 6-cylindrową „rzędówkę” ułożoną wzdłużnie, którą wyposażono oczywiście w turbodoładowanie. Wbrew obowiązującym trendom jest to tylko jedna turbina i to na dodatek duża. W teorii zatem powinniśmy mieć gigantyczną turbodziurę, jak w słynnym Fiacie Uno 1.4 Turbo, który po wciśnięciu gazu ruszał jak 126p, by po chwili wystrzelić niczym Ferrari. W CLS-ie 53 tak nie jest, a tajemnica tkwi w dodatkowym „wiatraku”, który podaje silnikowi zwiększone dawki powietrza, zanim właściwa turbina napędzana spalinami nabierze prędkości. Tyle że kompresor ten napędzany jest elektrycznie, wykorzystując 48-voltową instalację, a nie za pomocą paska. Co więcej w odwodzie mamy jeszcze powiększony alternator umieszczony między silnikiem spalinowym, a skrzynią biegów. Gdy wciśniemy gaz do oporu, potrafi on przez kilka sekund dostarczyć dodatkowych 21 KM oraz aż 250 Nm momentu obrotowego. Pomaga więc w zwiększaniu prędkości podczas wyprzedzania. Cóż, sporo tu technologicznej magii, ale wszystko – gdy już siedzimy za kierownicą – działa naprawdę doskonale.

Mercedes-AMG CLS 53 – to prawdziwe AMG, ale...

Dobrze wiem, że obecny szef AMG nie pozwala, by to trzyliterowe logo pojawiło się na byle jakim samochodzie. Legenda mówi, że osobiście sprawdza na torze wyścigowym i na zwykłych drogach każdy model i sugeruje zmiany, bez których nie zgodzi się na jego wprowadzenie do sprzedaży. Jak dotąd, jego gust także i mnie odpowiada. CLS 53 jeździ wyśmienicie, co w części jest zasługą pneumatycznego zawieszenia, które zmienia Mercedesa z wygodnej limuzyny o dynamicznej sylwetce w auto o sportowym zacięciu, którym da się, przynajmniej teoretycznie, dobrze bawić na torze wyścigowym.

W porównaniu z wozami AMG z liczbą 63 i silnikiem V8 pod maską, są jednak różnice. Zauważyłem, że 53 jest jednak bardziej komfortowe, mniej ostre. I choć standardowo napęd w ogromnej części przekazywany jest na tylne koła, a przednie włączają się dopiero, gdy zostanie wykryty poślizg. Tyle, że w odróżnieniu od E 63, w CLS-ie 53 nie ma możliwości wybrania „drift-mode”, czyli trybu, w którym elektronika przestaje nas nadzorować, a cały moment obrotowy przekazywany jest na tył. Szkoda. Odnoszę też wrażenie, że choć większość modeli AMG jest głośna, czasem nawet brutalna, to ten zdaje się nieco inny: skromniejszy, mniej krzykliwy, ponieważ 3-litrowy silnik nie ma tak rasowego klangu. Z drugiej strony dużą frajdę sprawia fakt, że mimo, iż jest to jednostka turbo, to jednak jej maksymalne obroty to 7000 obr./min!

Mercedes-AMG CLS 53 – wnętrze klasy premium

Osiągi to jedno, ale komfort i jakość też są ważne. Jak jest w Mercedesie? Bardzo dobrze. Kabina CLS-a jest obszerna, a z tyłu – w odróżnieniu od modeli poprzednich generacji – są miejsca dla trzech osób. Pamiętajmy jednak, że w CLS-ie przestrzeni nad głową jest mniej niż w klasie E, a bagażnik ma mniejszą objętość. Jeśli jednak ktoś potrzebuje porządnej limuzyny, w której da się przewieźć konkursowego psa w klatce, to ma przecież wybór: może kupić klasę E w wersji kombi. W typowych, codziennych zastosowaniach CLS jest jednak bez zarzutu. Szczególnie z punktu widzenia osób jadących z przodu, na bardzo wygodnych fotelach, które można ustawiać na mnóstwo sposobów. W opcji są też masaż, wentylacja i ogrzewanie.

Nie mam też zastrzeżeń pod adresem pokładowych multimediów. Technologii jest tu sporo: mamy 12,3-calowy ekran zamiast wskaźników i drugi o tym samym rozmiarze na centralnej konsoli. Wygląda to ładnie i nowocześnie, a przy tym – jeśli ktoś ma konserwatywny gust – może ustawić sobie grafikę wskaźników tak, by wyglądały one jak analogowe. Trudno dostrzec różnicę. Oczywiście wszystkie materiały otaczające kierowcę i pasażerów są w porządku i to nawet te ukryte, np. w dolnych partiach środkowej konsoli. Nie mam zastrzeżeń.

Nie całkiem podobają mi się tylko ambientowe podświetlenia wokół kabiny: nawiewów, bocznych listew na drzwiach, detali na kokpicie. Można zmieniać kolor diodowego światła i najwyraźniej klienci to doceniają. Ja jakoś nie potrafię zrozumieć, po co taki gadżet w samochodzie, a moje skojarzenia są chyba zupełnie nie po myśli projektantów Mercedesa.

Mercedes-AMG CLS 53 – czy warto go kupić?

Tak jak kiedyś pisałem, że Arteon to ładniejszy (i droższy) Passat, tak i Mercedes CLS to po prostu ładniejsza klasa E. Owszem, CLS jest nieco mniej praktyczny niż zwykła limuzyna bądź kombi, ale moim zdaniem wygląd jest w tym przypadku bardzo mocnym argumentem. A wersja AMG z „hybrydowym” napędem? Cóż, to naprawdę Mercedes-AMG, godny logo tej sportowej marki. Technologiczne zaawansowanie napędu w tym przypadku nie przysparza problemów, lecz sprawia, że auto jest szybsze i bardziej oszczędne.

Mercedes-AMG CLS 53 – dane techniczne:

Pojemność skokowa i rodzaj silnika 2999 cm3, R6, turbo benz. + kompr. elektr.
Moc 435 KM przy 6100 obr./min + 22 KM (EQ Boost)
Moment obrotowy 520 Nm przy 1800-5800 obr./min + 250 Nm (EQ Boost)
Skrzynia biegów i napęd 9-biegowa automatyczna, napęd 4x4
Prędkość maksymalna 250 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 4,5 s
Średnie zużycie paliwa 8,7 l/100 km (producent)
Masa własna 1980 kg
Cena od 448 tys. zł