Zabawna historia. Hybrydy ładowane z gniazdka były reklamowane jako pojazdy nie niemal idealne, a podawane przez producentów średnie zużycie paliwa w przypadku takich modeli rzucało wręcz na kolana. No bo jak inaczej zareagować, gdy widzimy, że 400-konny wóz spala np. 2,1 l/100 km. Pięknie! Problem w tym, że to mocno, bardzo mocno naciągany wynik. Uzyskany w laboratorium, po pełnym naładowaniu baterii, na niewielkim dystansie i w pomiarowym cyklu, w którym takie hybrydy wypadają doskonale. Skutek? Sporo zakupów flotowych w krajach, które uzależniały wysokość podatków od homologacyjnej emisji dwutlenku węgla (a więc średniego spalania). Problem w tym, że mało który menedżer jeżdżący na co dzień hybrydą typu plug-in zadawał sobie trudu, by podłączać ją do prądu. W konsekwencji, te obciążone bateriami auta paliły jeszcze więcej niż ich spalinowe odpowiedniki, a księgowi zachodzili w głowę, dlaczego koszty paliwa rosną, mimo że kupiono superoszczędne auta. Ten przydługi wstęp był konieczny, bowiem jedną zalet Mercedesa E 300de jest to, że nawet ignorancja właściciela nie sprawi, że będzie wciągać paliwo jak czarna dziura kosmiczne śmieci.
Mercedes E 300de – wydajność über alles
Połączenie silnika na prąd z dieslem – jak się okazuje – ma sens. Mercedes zrobił to tak, by połączyć wszystko, co najlepsze z dwóch światów, a zatem małe zużycie paliwa charakterystyczne dla jednostek na olej napędowy z dobrą dynamiką, jaką na trasie daje ten rodzaj silnika. Tam, gdzie diesel jest w niełasce, w miastach, można zaś skorzystać z napędu elektrycznego. Teoretyczny zasięg „na prądzie” to około 50 km, co zwykle wystarczy, by pojechać do pracy i wrócić do domu. O ile będziemy pamiętać, by wyjąć kabel i, we własnym garażu, wpiąć naszego plugina na te kilka godzin. Tak konkretnie: litowo-jonowe akumulatory mają pojemność 13,5 kWh i można je naładować w około 1,5 godziny używając 7,2-kilowatowej ładowarki i w jakieś pięć godzin ze zwykłego gniazdka 230 V.
Oczywiście nie ma cudów, Mercedes E 300de, gdy już bateria się skończy, nie stanie się mistrzem oszczędzania, choćby dlatego, że cały zestaw hybrydowy zwiększa masę o 345 kg – E 220d (czyli po prostu limuzyna z dieslem) waży 1715 kg, a E 300de – aż 2060 kg. Jednak w przypadku silnika na olej napędowy nie ma mowy o równie dużym wzroście zużycia paliwa, jak to się dzieje z Mitsubishi Outlanderem PHEV albo modelami Volvo w wersjach T8. Na trasie 6 l/100 km to wartość realna nawet, gdy ruszymy spod domu z wyładowaną baterią. Nieźle, jak na tak ciężką limuzynę.
Jeszcze lepiej jest w mieście. Jeżeli zrezygnujemy z trybu w stu procentach elektrycznego, w którym siłą rzeczy w ogóle nie zużywamy oleju napędowego, to Mercedes E 300de zachowuje się jak zwykła hybryda. W konsekwencji, prowadząc auto z napędem o łącznej mocy 306 KM (194 KM diesel i 122 KM elektryczny), mogę w mieście cieszyć się z zużyciem oleju napędowego na poziomie 5 l/100 km! To bardzo miłe.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Mercedes E 300de – osiągi silnika V6, ale…
Bardzo cenię też to, jak pięknie hybrydowa klasa E rozpędza się do setki i – na drodze szybkiego ruchu – do większych prędkości. Tam, gdzie dieslowi brakuje momentu obrotowego, wkracza silnik na prąd i uzupełnia braki. Ma czym, bo dysponuje momentem 440 Nm i od wciśnięcia gazu. Do tego dochodzi 400 Nm diesla. Toż to prawdziwa rakieta, a w praktyce – mistrz wyprzedzania i to, jak już wcześniej wspomniałem, bardzo oszczędnego wyprzedzania.
Szkoda tylko, że pod maską ta realnie jest zaledwie 2-litrowy diesel, a nie silnik V6. Dlaczego żałuję, skoro osiągi są w porządku, a apetyt na paliwo znikomy? Otóż, w takiej limuzynie, jak klasa E aż się prosi, by w trakcie rozpędzania słyszeć aksamitny klang sześciu cylindrów, nawet dieslowskich. Niestety, tu słyszmy mocno stłumiony klekot jednostki o czterech cylindrach. Plusem jest to, że – jak w E 220d – silnik ten należy do najlepiej dopracowanych i wyciszonych. Muszę jeszcze wspomnieć, że oprócz wyboru między rodzajem napędu (hybryda, elektryczny, zachowywanie energii w bateriach i ładowanie baterii), mam też możliwość ustawienia trybu Comfort, Sport i Sport+. W zasadzie nie korzystałem z tych dwóch ostatnich. Po co? Zwłaszcza w takim aucie, jak klasa E.
Mercedes E 300de – wnętrze godne limuzyny
Mercedes klasy E, w odróżnieniu od BMW serii 5, jakoś zupełnie nie kusi do przyjęcia sportowego stylu jazdy. Wygodne fotele, stonowane otoczenie kierowcy, miękko przełączający biegi automat – wszystko to skłania do spokoju i czerpania przyjemności z jazdy. Poczucia komfortu nie mąci nawet fakt, że zawieszenie w hybrydzie nieco usztywniono, aby skompensować większą masę auta. Klasa E, nawet w tej wersji, to nadal najbardziej komfortowe auto w segmencie. I pakowne, bo 400 litrów bagażnika to nadal sporo, mimo że o 140 litrów mniej niż w zwykłej klasie E. Cóż, baterie trzeba było gdzieś zmieścić, a platforma Mercedesa klasy E nie jest zbudowana z myślą o napędzie hybrydowym.
W sumie, wystawiłem Mercedesowi E 300de laurkę. I naprawdę nie widzę w nim istotnych wad. Może oprócz ceny, bo 270 600 zł to jednak mnóstwo pieniędzy, nawet jak na auto tej klasy. Przecież E 220d, też całkiem przyjemne w prowadzeniu, można mieć o 100 tys. zł taniej.
Mercedes E 300de – dane techniczne:
| Pojemność skokowa i rodzaj silnika | 1950 cm3, R4, turbodiesel |
| Moc | 306 KM, diesel: 194 KM przy 3800 obr./min, elektr: 122 KM |
| Moment obrotowy | diesel: 400 Nm, elektr.: 440 Nm |
| Skrzynia biegów i napęd | 9-biegowy automat, napęd na tył |
| Prędkość maksymalna | 250 km/h |
| Przyspieszenie 0-100 km/h | 5,9 s |
| Średnie zużycie paliwa | 5,5-5,8 l/100 km (WLTP) |
| Masa własna | 2060 kg |
| Cena | od 270 600 zł |
Auto Świat
Auto Świat
Auto Świat
Auto Świat
Auto Świat
Auto Świat
Auto Świat
Auto Świat
Auto Świat
Auto Świat
Auto Świat
Auto Świat
Auto Świat
Auto Świat
Auto Świat
Auto Świat
Auto Świat
Auto Świat