„Królowa lawet”. „Służbowe auto dla dyrektora niższego szczebla”. Takie pogardliwe określenia, które poniekąd zasłużenie przykleiły się do starszych modeli Insigni, a także doświadczenia ze starszymi rodzinnymi modelami Opla sprawiają, że do testu tego samochodu trudno podejść bez pewnej dozy uprzedzeń.

A tymczasem auto okazuje się niemałą niespodzianką: po pierwsze, w porównaniu do konkurencji wycenione jest dość wysoko, a po drugie, ta dość wysoka (jeśli nie bierzemy pod uwagę rabatów) cena jest poparta bardzo przyzwoitą jakością wykonania i przestronnością wnętrza, która nasuwa skojarzenia z autami z jeszcze wyższego segmentu. No i, po trzecie, aktualna Insignia nie tyko jest autem komfortowym, ale też bardzo poprawnie jeździ.

Opel Insignia 2.0 T Business Elegance - pokaż kotku, co masz w środku!

Najnowszy model Insignii jest dłuższy od poprzednika, ma też większy rozstaw osi, czego efektem jest imponująca – jak na segment D – ilość miejsca dla pasażerów tylnej kanapy. To, co przede wszystkim trzeba pochwalić, to jakość fotela kierowcy. Na fotelu AGR siedzi się wzorcowo, wygodnie także podczas długich tras. Fotel AGR, to trzeba zaznaczyć, nie jest seryjnym wyposażeniem każdej z wersji Insignii. W testowanej wersji Business Elegance dostajemy go bez dopłaty, no chyba, że chcemy, aby był też podgrzewany – wtedy trzeba albo dopłacić za tapicerkę z Alcantary, albo za ogrzewanie. Tym bardziej płatna jest funkcja masażu – w pakiecie z podgrzewaną kierownicą i podgrzewaną szybą przednią to wyjdzie 4800 zł.

Co przedniej części kabiny i deski rozdzielczej, to na plus można zaliczyć przestrzeń (miejsca jest tu dość dla każdego) i jakość wykonania (trudno się do czegoś przyczepić), a na minus – nieco mdłe wzornictwo i rozwiązania z minionej epoki – np. częściowo wirtualny kokpit. Chodzi o drobiazg – główny, środkowy zegar jest wyświetlany, ale skrajne wskaźniki są analogowe. Ogranicza to możliwości „komponowania” wyglądu zegarów, no i w pewnych warunkach oświetleniowych granica pomiędzy wyświetlaczem a plastikiem jest aż nazbyt widoczna. Drobiazg, a jednak w tej klasie aut jest to spory zgrzyt.

Ogólnie: wnętrze nie każdego porwie wyglądem, niejeden fan nowoczesnego minimalizmu będzie przerażony natłokiem analogowych włączników, ale jakość wykonania i oferowany komfort jest tu na najwyższym poziomie.

Opel Insignia 2.0 T Business Elegance - co mamy pod maską?

Benzynowy 2-litrowy silnik w Insignii oferowany jest w dwóch wersjach: 170-konnej i 200-konnej, testowy egzemplarz ma mocniejszą wersję napędu. 9-biegowy klasyczny automat jest standardem. Alternatywą tego układu napędowego są: mały diesel (1.5/122 KM) i „duży” diesel 2.0/174 KM. Zaletą „dużego” diesla jest możliwość połączenia go i z automatem, i z napędem na cztery koła, tyle że wówczas trzeba się liczyć z ceną do zapłaty na poziomie 180 tys. zł. 2-litrowy 200-konny benzyniak jest w tym towarzystwie najszybszy – i faktycznie Insignia 2.0/200 KM jest autem dynamicznym. Mocy i momentu (przy rozsądnych oczekiwaniach) nie zabraknie ani w mieście, ani poza miastem podczas wyprzedzania, ani na autostradzie. Zmiana biegów następuje szybko i płynnie. To, co może irytować, to natężenie dźwięku: trudno mówić o hałasie, raczej o niedostatkach wygłuszenia kabiny. Zużycie paliwa: w typowym ruchu miejskim jednak „mocne dziesięć”, a przy ciężkiej nodze kierowcy nawet 12 l/100 km – takiego poziomu spalania trzeba się spodziewać. W trasie Insignia spala zdecydowanie mniej – od ok. 7 l/100 km w górę.

Opel Insignia 2.0 T Business Elegance - komfortowe zawieszenie

Testowy egzemplarz wyposażony w zawieszenie adaptacyjne dał się poznać także od dobrej strony w kwestii komfortu resorowania: właśnie komfort jest najmocniejszą stroną tego zawieszenia, ale radzi sobie ono także podczas szybkiej jazdy. I znów: nie ma mowy o wybitnie sportowym prowadzeniu, co najwyżej o komforcie albo komforcie ze zwiększoną sztywnością dopasowaną do szybszej jazdy.

Opel Insignia 2.0 T Business Elegance - ponad 160 tys. zł i co za to masz?

Prawie najwyższa wersja wyposażeniowa Business Elegance w połączeniu z 200-konnym silnikiem 2.0T i automatyczną skrzynią biegów wyceniona została na prawie 166 tys. zł – a przecież to jeszcze nie wszystko. Owszem, ta wersja oznacza bogate wyposażenie (w tym reflektory LED-owe w rozbudowanej wersji), a jednak cennik skonfigurowano tak, abyśmy zechcieli jeszcze dopłacić za „oczywiste oczywistości”: a to podgrzewanie foteli, a to tapicerka, a to lakier... podwyższyć wyjściową cenę i tak już dobrze wyposażonej Insignii o kilkanaście tysięcy zł – nic prostszego! Dla porównania: 190-konny VW Passat ze skrzynią DSG w wersji Elegance zaczyna się od ok. 140 tys. zł. Ale: DSG to jednak nie jest prawdziwy automat, za wyposażenie e opcjonalne w VW też dopłacimy niemało, no i jednak auta te nie są do końca porównywalne.

Reasumując...

Jeśli ktoś nastawia się na komfortowe auto rodzinne lub biznesowe i nie przeszkadza mu, że „Insignia to tylko Opel”, ten samochód może być całkiem udanym wyborem. Jeździ lepiej niż wygląda i jest wygodniejszy niż wygląda.

Opel Insignia 2.0 T Business Elegance – dane techniczne

Pojemność skokowa i rodzaj silnika 1998 cm3, R4, benzyna, turbo
Moc silnika spalinowego 200 KM/4250-6000 obr./min.
Moment obrotowy 350 Nm przy 1500-4000 obr./min
Skrzynia biegów i napęd 9-biegowa automatyczna, napęd na przód
Prędkość maksymalna/elektr. 235 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 7,7 s
Średnie testowe zużycie paliwa 9,8 l/100 km
Masa własna 1430-1635 kg
Cena (2.0/200 KM A9 wersja Business Elegance) od 165 700 zł