Audi A5 cabrio, BMW 335i cabrio oraz Mercedes E 350 CGI cabrio łączą w sobie ducha wolności kabrioletu, komfort luksusowej limuzyny i osiągi sportowego coupé. Niektóre z nich mogą się nawet pochwalić modułem zapachowym rozpylającym kwiecistą woń, brakiem zawirowań powietrza przy otwartym dachu i dreszczykiem emocji dostarczanym kierowcy podczas dynamicznego pokonywania zakrętu.

Przyjrzyjmy się im bliżej. Zaczniemy od Mercedesa, bo to on ma ambicję, żeby żeby „odpędzić” wiatr od pasażerów. Choć pod blachą E 350 tkwi technika z klasy C (podobnie jak miało to miejsce w poprzedniku), to właśnie ten model wyznacza nową jakość wśród kabrioletów. Zamontowano w nim bowiem pionierski system zwany Aircap. Jest to sterowany elektrycznie element aerodynamiczny umieszczony nad przednią szybą, który w połączeniu z podniesionymi szybami bocznymi zapewnia jazdę z otwartym dachem niemal bez zawirowań w kabinie. Czy to jednak nie jest krok ku zaprzeczeniu całej idei kabrioletu?

Tę kwestię pozostawiamy do rozważenia, bowiem Aircap to niejedyny wynalazek, który ma czynić podróż kabrioletem znośną. O klimat we wnętrzu dba także tradycyjne ogrzewanie i również (opcjonalnie) podgrzewane siedzenia oraz umieszczony w fotelach nawiew na szyję (dostępny za dopłatą w Mercedesie i Audi), tworzący efekt „ciepłego szala”. Nawet podczas chłodnych dni pozwala to na jazdę z otwartym dachem bez obaw o zdrowie. BMW nie oferuje takiego rozwiązania, za to za dopłatą dostępne jest ogrzewanie kierownicy. Uważacie, że to dla mięczaków? Zatem pewnie nie spodoba się wam też twardy, składany dach w BMW. Gdy jest zamknięty, zwiększa sztywność karoserii, ale – paradoksalnie – materiałowe dachy Audi i Mercedesa równie skutecznie izolują od zewnętrznego hałasu.

Przejdźmy teraz do „striptizu”, czyli tego, co najciekawsze w kabrioletach z elektrycznie sterowanym dachem. Audi jest w tej dziedzinie mistrzem – już po 20 sekundach dach chowa się w bagażniku. Co więcej, w razie nagłego deszczu można go szybko rozłożyć, podróżując z prędkością do 50 km/h. Mercedes potrafi wykonać tę samą sztuczkę do prędkości 40 km/h, ale trwa to o 6 sekund dłużej. BMW osiąga niezły wynik 23 sekund, jednak mechanizm składania dachu uruchomimy tylko podczas postoju.

Pod maskami naszej trójki pracują jednostki sześciocylindrowe, rozwijające moc od 265 do 306 KM. W tej stawce szczególnie wyróżnia się BMW – poranne uruchomienie jego silnika potrafi obudzić wszystkich sąsiadów. Silniki Audi i Mercedesa nastawione są raczej na komfort i niestety, nie wywołują gęsiej skórki, tak jak czyni to BMW. Jego gang jest bliski mruczeniu widlastej ósemki, ale jednocześnie spokojna jazda nie stanowi wyzwania dla kierowcy. 306 wszechstronnych rumaków równie chętnie podróżuje bulwarowym stępem, jak i szaleńczym galopem.

Podczas dynamicznej jazdy dwusprzęgłowy „automat” doskonale dogaduje się z silnikiem i przełącza biegi dokładnie wtedy, kiedy trzeba. Przy spokojniejszym stylu prowadzenia harmonię zakłócają szarpnięcia towarzyszące zmianie biegów i ruszaniu. Szkoda, bowiem BMW to wzór komfortu w naszym porównaniu. Choć trudno w to uwierzyć, nawet Mercedes nie tłumi nierówności tak dobrze, jak „trójka”. Układ kierowniczy BMW jest całkowicie podporządkowany sportowemu charakterowi auta. Przyjemność precyzyjnego skręcania na serpentynach przypłacamy większym wysiłkiem podczas manewrowania na parkingu. Pot na czole kierowcy może wywołać także całkiem wyraźny uślizg kół tylnych, które mimo elektronicznego „kagańca” w postaci ESP lubią przez chwilę podążać własnym szlakiem.Mercedes to samochód zbudowany trochę pod gust amerykańskiego odbiorcy. Samochód pewnie przyspiesza, ale bez przesadnej dynamiki i „turbokopnięcia”. Reakcja na gaz jest raczej ospała, a silnik pracuje tak cicho, jakby go w ogóle nie było. Automatyczna skrzynia i V6 są dobrze do siebie dopasowane i wzorowo płynnie współdziałają.

Układ kierowniczy również skalibrowano z myślą o leniwej jeździe. Komfort resorowania wcale nie jest tak wysoki, jak można by się tego spodziewać, widząc znaczek umieszczony na masce. Amortyzatory słabo wybierają nierówności jezdni, ale za to niemal bezgłośnie pracują. Karoserię Mercedesa charakteryzuje wysoka sztywność, nawet podczas jazdy z otwartym dachem.

Audi nie może się pochwalić tak mocnym nadwoziem. Jego V6 pilnie reaguje na nacisk prawej stopy, choć dopiero od 4000 obrotów pokazuje pazur. Skrzynia z podwójnym sprzęgłem pracuje łagodniej niż jej odpowiednik w BMW, tylko czasem „automat” wykazuje chwile zawahania. Mimo kilkudziesięciu koni mechanicznych mniej subiektywna różnica na niekorzyść Audi wydaje się mniejsza od tej na papierze.Dobrą dynamikę jazdy zapewnia seryjny napęd quattro oraz sportowy dyferencjał z blokadą, dzięki któremu moc jest błyskawicznie rozdzielana na odpowiednie koła i A5 zachowuje się przy wyjściu z zakrętu prawie jak „tylnonapędowiec”, cały czas pozostając jednak bezpieczne jak „czteronapędowiec”. Dopracowany system 4x4 czyni z Audi prawdziwego wirtuoza łuków i świetny kabriolet... na zimę!

PODSUMOWANIE - Trzy marki, trzy stereotypy. Mercedes: komfort. BMW: dynamika. Audi: gdzieś pomiędzy jednym a drugim. Czy to, że taki podział funkcjonuje od dawna, oznacza, że będzie trwał wiecznie? Nasze porównanie pokazuje, że różnice nie są już tak wyraźne. BMW pozostaje sportowcem, ale nauczyło się komfortu i nie ukrywamy, że jego resorowanie okazało się jedną z największych niespodzianek. Audi pod względem prowadzenia zbliża się do BMW, a wspomaganie układu kierowniczego nie jest tak bezkompromisowo męskie, jak w bawarskim kabriolecie. A Mercedes? Wygrywa, ale życzylibyśmy sobie więcej konsekwencji w przekładaniu dynamicznego wizerunku na temperament napędu.