• Realny zasięg elektrycznego, dostawczego Volkswagena to tylko około 130 km
  • Poza niewielkim zasięgiem, wersja na prąd ma takie same walory praktyczne jak odmiany z silnikami spalinowymi
  • Koszt zakupu auta elektrycznego to nadal problem – bez finansowych zachęt i preferencji jazda elektrykiem może się nie opłacać

”Auto dostawcze o maksymalnym zasięgu takim, jakby jechało na rezerwie? Przecież to kpina!” - to wciąż najczęstsze komentarze w kwestii elektrycznych dostawczaków. Tyle że nie do końca uzasadnione. Nie każdy samochód użytkowy pokonuje codziennie długie trasy, bo są zastosowania w których około 100 km zasięgu powinno w zupełności wystarczyć. Zwykle tyle jeżdżą po mieście kurierzy i listonosze. rozwożący przesyłki. Takie przebiegi robią też dostawcy dowożący pieczywo lub prasę do punktów handlowych, czy też zaopatrzenie do punktów gastronomicznych.

Przy takich zastosowaniach problem z ładowaniem baterii auta elektrycznego schodzi na drugi plan. Nie trzeba nawet przesadnie dużo inwestować w infrastrukturę. Jeśli auto jeździ w ciągu dnia tylko kilka godzin, a później wraca do „bazy”, to może być ładowane choćby przez całą noc ze zwykłego, trójfazowego gniazda. W ostateczności nawet z gniazda 230 V, choć wtedy nocy na ładowanie może nie wystarczyć. Oczywiście, są też wygodniejsze rozwiązania, np. montaż wallboxa, czyli ładowarki montowanej na ścianie garażu, o mocy 7 kW. O ile nasze przyłącze elektryczne ma wystarczający zapas mocy, to ładowanie trwa nieco ponad pięć godzin. Najszybszą dostępną opcją jest skorzystanie z szybkiej ładowarki – e-Crafter obsługuje ładowanie w standardzie CCS (Combined Charging System) , dzięki czemu z mocnej ładowarki da się naładować jego akumulatory do 80 proc. w czasie zaledwie ok. 45 minut.

Volkswagen e-Crafter - jak jeździ?

Skoro już ustaliliśmy, że e–Crafter do niektórych zastosowań może być przydatny, sprawdźmy jak jeździ. Ciekawostka na początek: żeby móc ruszyć z miejsca, trzeba w tym aucie zapiąć pasy. Bezpieczeństwo przede wszystkim! Ma to sens, bo akurat w tym aucie, przez to, że na postoju silnika nie słychać, można czasem zapomnieć, że mamy auto gotowe do jazdy, czekające tylko na wciśnięcie pedału gazu.

Na pierwszy rzut oka kabina i wszystkie elementy obsługi są takie same, jak w przypadku standardowego Craftera z silnikiem spalinowym i automatyczną skrzynią biegów. Minimalnie różnią się tylko zegary (wskaźnik poziomu naładowania baterii zamiast wskaźnika poziomu paliwa), a na wyświetlaczu systemu multimedialnego można wywołać parametry związane z ładowaniem, zużyciem energii... Obsługa, jak to w autach spod znaku Volkswagena, jest całkowicie intuicyjna i napęd elektryczny w niczym tego nie zmienia.

Volkswagen e-Crafter - wygodniejszy od diesla

Auto rusza i jedzie bardzo cicho, tylko przy ostrzejszym przyspieszaniu i wysokich prędkościach słychać charakterystyczny świst – w końcu to elektryk! Przyspiesza bardzo płynnie i dynamicznie, ogólnie jeździ dużo przyjemniej niż w wersji z silnikiem wysokoprężnym, choć napęd elektryczny nie jest wcale przesadnie mocny – silnik EEM85, w zasadzie ten sam, co np. w elektrycznym Volkswagenie Golfie – ma 136 KM mocy i 290 Nm momentu obrotowego. Co ważne, moc można naprawdę precyzyjnie dawkować, dzięki czemu manewrowanie nie sprawia najmniejszych problemów.

W ruchu miejskim, jak to w autach elektrycznych, bardzo wygodne jest też to, że do lekkiego przyhamowania nie trzeba wcale naciskać pedału hamulca. Wystarczy zdjąć nogę z pedału gazu, żeby auto zaczęło wyraźnie zwalniać, odzyskując (rekuperując) przy tym energię. Co ciekawe, producent zdecydował się na ograniczenie prędkości maksymalnej do 90 km/h. W mieście to żaden problem, ale wyjeżdżając na miejską obwodnicę, bo przecież do dalszych tras to auto i tak się nie nadaje, trzeba się ustawić na prawym pasie i poruszać się razem z ciężarówkami.

Volkswagen e-Crafter - preferencje dla aut elektrycznych

Na pocieszenie: to co stracicie na obwodnicach, wlokąc się z tirami, w dużych miastach z łatwością nadrobicie na buspasach – zgodnie z ustawą o elektromobilności i paliwach alternatywnych auta w pełni elektryczne mogą jeździć pasami dla autobusów i jest to, jak na razie, jeden z większych bonusów, na jaki mogą liczyć nabywcy elektrycznego Craftera. Gdyby auto było mniejsze, można by jeszcze za darmo parkować w strefach płatnego parkowania – niestety, pojazdów o dmc powyżej 2500 kg i tak nie można zostawiać na chodnikach, więc możliwości skorzystania z tych preferencji są znikome. Oczywiście, da się e-Crafterem legalnie jeździć też po strefach czystego transportu, ale to ważne na razie tylko dla firm zlokalizowanych w Krakowie i okolicach.

Volkswagen e-Crafter - akumulatory pod podłogą „paki”

A co z możliwościami transportowymi e-Craftera? W porównaniu z wersją z silnikiem spalinowym, auto ma minimalnie mniejszą powierzchnię ładunkową. „Elektryk” jest dostępny w wersji 2H2L, w kabinie są trzy miejsca, a „paka” mieści 10,7 m3, a nie 11,3 m. Różnica wynika z wyższej o 10 cm podłogi w aucie elektrycznym – pod podłogą umieszczone zostały akumulatory. Teoretycznie maksymalna ładowność auta to 1720 kg, tyle że zapewne większość użytkowników wybierze wersję zarejestrowaną z DMC wynoszącym 3500 kg, ładowność wynosi ok. 1000 kg.

Volkswagen e-Crafter - czy jazda się opłaca?

Za elektrycznego Craftera trzeba zapłacić 275 568 zł netto – cena jest więc zaporowa, bo za taką kwotę można spokojnie kupić dwa nieźle wyposażone Craftery napędzane silnikami Diesla. Koszty eksploatacji? Tu jest już lepiej – przynajmniej w teorii koszty serwisu „elektryka” powinny być znacznie niższe niż wersji z silnikiem spalinowym. Auto ma 2-letnią gwarancję fabryczną, ale akumulatory objęto gwarancją 8-letnią (do przebiegu 160 tys. km), w tym czasie producent gwarantuje też, że zachowają one 70 proc. pierwotnej pojemności. Na przejechanie 100 km zużywa ok. 25 kWh. Jak to się ma do zużycia oleju napędowego przez porównywalne auto wyposażone w silnik diesla.

To zależy, według jakiej taryfy rozliczany jest prąd – dla odbiorców domowych cena energii wraz z opłatami przesyłowymi to ok. 0,55 zł/kwh, więc na 100 km trzeba wydać niespełna 14 zł, czyli tyle, co za 2,7 litra oleju napędowego. Oczywiście, wciąż da się znaleźć nawet darmowe ładowarki, ale na dłuższą metę nie ma co na to liczyć – wraz z ze wzrostem popularności aut elektrycznych liczba firm chętnych na fundowanie darmowego prądu będzie malała. Skrajny przypadek: na stacjach najpopularniejszej sieci płatnych stacji ładowania, klienci, którzy nie mają wykupionego abonamentu muszą płacić nawet 2,69 zł/ kWh, a to oznacza, że koszt prądu na przejechanie 100 km e-Crafterem wynosi ok. 67 zł – to tak, jakby jeździć autem z silnikiem spalinowym zużywającym ponad 13 l/100 km.

Volkswagen e-Crafter - dane techniczne:

Moc silnika 136 KM
Maks. moment obrotowy 290 Nm
Pojemność akumulatora 35,8 kWh (akumulator litowo-jonowy)
Zasięg 173 km (wg. normy NEDC), realny ok. 135 km
Prędkość maksymalna 90 km/h
Zużycie energii 21,5 kWh/100 km (24,5 kWh w teście)
Ładowność 1000 kg
Cena 275 568 zł (netto)