• Odbiór nowego samochodu: papierologia, ale i niespodzianki
  • Masz nowy samochód – wiesz gdzie i jak szybko nim jeżdżą

Volkswagen Home to raczej butik niż salon samochodowy, choć można tu kupić auto. We wnętrzu jest przestrzeń na trzy samochody, z reguły wyeksponowane są nowe modele. Oprócz samochodów jest miejsce na kilka rowerów sygnowanych logo VW oraz dwa pojazdy w rozmiarze mini. Na ścianach próbki lakierów i tkanin tapicerskich. No i prawdziwy mech, który rośnie. Podobno mech nie jest wymagający i wystarczy mu odpowiednia wilgotność powietrza, nie jest ona jednak szczególna, w każdym razie mikroklimat nie jest wyczuwalny. W takim miejscu, unikatowym jak na polskie, a właściwie także europejskie warunki (Volkswagen Home to lokalny polski projekt) można skonfigurować i zamówić auto, umówić się na jazdę próbną. My umówiliśmy się na odbiór fabrycznie nowego Passata przeznaczonego do testu długodystansowego.

Odbiór nowego auta to dość stresująca procedura – podobno przeciętny klient woli jeździć niż odbierać samochód, kojarząc tę procedurę jako uciążliwą papierologię. I w sumie tak jest – podpisujemy na słowo podsuwane formularze, kto by to czytał, zwłaszcza że auto już czeka. Dowiadujemy się jednak o aplikacji Car-Net, która pozwala właścicielowi na łączenie się z autem za pomocą komórki: można zdalnie sprawdzić położenie auta, stan paliwa, przebieg, upewnić się, że drzwi są zamknięte. Trzeba zacząć od zalogowania się do systemu, w czym pracownicy butiku VW chętnie pomogą. Pomoc okazuje się wskazana, bo niby rzecz prosta, ale występuje złośliwość rzeczy martwych: system się wiesza. Za trzecim podejściem udaje się zapisać do bazy danych, otrzymujemy kod aktywacyjny, którym trzeba przedstawić się autu, i już możemy iść do samochodu, po drodze testując salonowe pojazdy w wersji mini przygotowane dla najmłodszych.

Passat Variant 2.0 TDI stoi przed salonem podobno w dokładnie takim stanie, w jakim nowe samochody są normalnie wydawane klientom. Trochę nabłyszczony pozafabrycznie chyba jest, zwłaszcza opony. Pierwszy kontakt jest nieco zaskakujący, zwłaszcza gdy auto konfiguruje się zdalnie bez oglądania próbek lakieru i tapicerki: hmm... taki ciemny lakier, prawie czarny! A tapicerka... ale jasna... A te fotele to myśleliśmy, że będą trochę inne! I jeszcze jedno wrażenie: po odbiór samochodu przyjechaliśmy Skodą Octavią w najbardziej ekskluzywnej wersji o wartości zbliżonej do ceny naszego Passata, i nikt z nas nie ma wątpliwości: wybór Octavii w tej cenie to nie byłby dobry interes, Passat jest większy, o wiele lepiej wykończony, bardziej komfortowy.

Doświadczenie podpowiada, że auto należy dokładnie obejrzeć pod kątem obić, otarć i drobnych usterek powstających w transporcie, ale nasz Passat wydaje się „czysty”.

Jeszcze nie jedziemy. Sympatyczna pani pokazuje, gdzie w systemie wpisać hasło, które pozwoli na zdalny kontakt z samochodem. To ważne, można potem w komórce ustawić np. powiadomienia o prędkości, wszelkie przekroczenia ponad ustalony limit, np. 150 km/h, będą gromadzone w pamięci urządzenia; potem żona, syn czy córka może się zdziwić pytaniem: dlaczego tak szybko jeździsz, skoro umawialiśmy się, że masz uważać? Nie wypieraj się, wiem wszystko! Można też sprawdzić, gdzie żona, syn czy córka bywają, choć system zaleca, by osoby poddane takiej kontroli uprzedzić o niej, a w razie niezgody na śledzenie zabrać kluczyki. Nawiasem mówiąc, skoro my, użytkownicy, za pomocą komórki możemy tak zgrabnie śledzić własny samochód, to do jakich danych ma dostęp producent tego pojazdu? Przecież system zapisuje każde otwarcie drzwi i każde uruchomienie radia!

Dowiadujemy się jeszcze o licznych funkcjach pojazdu, miła pani jest gotowa pomóc, ale skraca też procedurę, bo to w sumie nie pierwszy Volkswagen w naszych rękach z podobnym systemem multimedialnym i go po prostu znamy. Żegnamy się zatem i ruszamy – 6-miesięczny test długodystansowy Volkswagena Passata kombi 2.0 TDI/150 KM DSG uznajemy za rozpoczęty.

PS: Pierwsze kilometry przejechane fabrycznie nowym samochodem, na którym nie ma ani jednej rysy, są dość stresujące. Po kilkudziesięciu kilometrach, gdy następuje „wjeżdżenie się” w samochód, na ekranie pojawiają się pierwsze odciski palców, a na karoserii odrobina kurzu, robi się zdecydowanie przyjemniej.

Volkswagen Passat 2.0 TDI 150 KM DSG – dane techniczne:

Pojemność skokowa i rodzaj silnika 1968 cm3, R4, turbodiesel
Moc 150 KM
Moment obrotowy 340 Nm przy 1750-3000 obr./min
Skrzynia biegów i napęd 7-biegowy automat DSG, napęd na przód
Prędkość maksymalna 216 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 8,9 s
Średnie zużycie paliwa 4,6 l/100 km (producent)
Masa własna 1654 Kg
Cena od 114 390 zł, 151 590 zł (wersja Highline), 175 530 zł (auto testowe)