• Kię Stonic 1.0 T-GDI poddaliśmy ciężkiej próbie na dystansie 100 tys. km po to, aby dokładnie ją poznać i jak najlepiej ocenić jej jakość, trwałość oraz niezawodność.
  • Mały, wysilony benzyniak R3 z turbodoładowaniem – to nie brzmi najlepiej. Jednak pomiary cylindrów nie wykazały odchyłek od tolerancji dla nowych części.
  • Samochód zawsze był gotowy do jazdy, ale drobne problemy się pojawiły. Jeden z nich zakończył się wymianą sprzęgła.

Niektóre samochody działają na wyobraźnię dziennikarza motoryzacyjnego bardziej niż inne. Weźmy na przykład sportowe maszyny z silnikami od ośmiu cylindrów w górę (no dobrze, dziś, w czasach downsizingu, oczy świecą nam się już i przy sześciu cylindrach!) albo luksusowe limuzyny z listą wyposażenia dodatkowego długą jak historia wyborów korespondencyjnych w Polsce. To jest coś! A mały crossover z trzycylindrowym silnikiem 1.0 i manualną skrzynią? Cóż, w takim wypadku szeroki uśmiech zazwyczaj znika, a w jego miejsce pojawia się niepewna mina, którą najczęściej mamy przed wizytą u dentysty... Nie należy się więc dziwić, że gdy w lipcu 2018 r. do „egzaminu dojrzałości” na dystansie 100 tys. km przystąpiła Kia Stonic, entuzjazm testujących, przynajmniej początkowo, utrzymywał się raczej na umiarkowanym poziomie. Tym bardziej że był to jeszcze wówczas samochód z krótkim stażem rynkowym, niewywołujący jakichś wielkich emocji.

Kia Stonic – wyważony crossover

Ale to miało szybko się zmienić. Już początkowe strony dziennika testowego pełne są pochwał, którymi obdarowano koreańskiego crossovera. I tak, jeden z redaktorów zauważył: Design Stonica nie jest wcale przesadzony, a kabina – jak na ten segment – okazuje się naprawdę komfortowa. Idźmy dalej: Zaskakująco dobry mały crossover, który zapewnia wysoki komfort podróżowania i odznacza się dobrą zwrotnością. Entuzjazm udzielił się też innym testującym: Ten maluch daje naprawdę dużo frajdy. Dźwięk silnika może nie powala, ale za to motor bardzo harmonijnie rozwija moc. To się nazywa idealny początek. Brawo, Kia!

Potem musieliśmy z pochwałami na chwilę przystopować, gdyż Kia zaliczyła bliskie spotkanie z ciężarówką i musiała na jakiś czas trafić do warsztatu blacharsko-lakierniczego. Na szczęście uszkodzenia karoserii zostały naprawione i Stonic opuścił lakiernię niemal jak nowy. Co oznaczało, że wpisy w dzienniku testowym znów zaczęły wpadać jeden za drugim – na koniec okazało się, że zapełniono w sumie 30 stron dziennika (!), na co złożyło się 27 obszernych wpisów.

Wróćmy jednak do samego testu. Po naprawie blacharskiej miało się okazać, że i dalsza jego część będzie niemal usłana różami. Stonic to bowiem auto trafione w punkt, jeśli chodzi o wymiary zewnętrzne i wewnętrzne – ilość miejsca w środku jest naprawdę dobra jak na crossovera plasowanego na pograniczu segmentów B i C. Pochwały należą się też m.in. za wygodne zajmowanie miejsc w pierwszym rzędzie siedzeń (szeroka wnęka, wygodna wysokość), do tego fanów zaczęło z czasem przybywać i trzycylindrowemu silnikowi (chwalony m.in. za niskie spalanie). Ale biada temu, kto postanowił głębiej wcisnąć pedał gazu – wtedy apetyt małego silnika zapierał nam dech w piersiach. No dobrze, a jakieś wady? Owszem, zawieszenie kiepsko filtruje krótkie nierówności poprzeczne i wstrząsy swobodnie trafiają do kabiny. Chyba miało być „sportowo”, a wyszło co najwyżej średnio.

Kia Stonic – bogate wyposażenie

Uśmiech wracał na twarze testujących jednak dość szybko, m.in. dzięki bogatemu wyposażeniu naszego egzemplarza. Na pokładzie mieliśmy więc do dyspozycji m.in.: podgrzewaną kierownicę, zestaw głośnomówiący, podgrzewane fotele, nawigację, kamerę cofania i automatyczną klimatyzację. Do tego Kia zapakowała nam na drogę kilku (nad)gorliwych asystentów: system utrzymania pasa, ostrzeganie przed kolizją podczas wyjeżdżania tyłem z miejsca parkingowego, automatyczne światła drogowe i układ rozpoznający zmęczenie kierowcy. Jak na ten segment pojazdów to dość solidnie, prawda? Niestety, nie wszystko złoto co się świeci, bo np. nerwowo szarpiący za kierownicę system utrzymania pasa należało jak najszybciej wyłączyć, by nie narazić siebie i pasażerów na poważny rozstrój nerwów. Nawigacja? Wielu testujących korzystało z aplikacji na smartfona, zaś pokładowy układ sprawdza się tylko wtedy, gdy ma dostęp do internetu i może omijać korki. Gdy nie ma połączenia, lepiej go nie używać, bo wjechanie w najgorsze zatory masz w zasadzie jak w banku.

Pewne jest także to, że Kia – w odróżnieniu od wielu europejskich producentów – zaleca serwis co 15 tys. km lub raz w roku (dotyczy to większości modeli). Z jednej strony mamy więc dbałość o silnik i mechanikę, z drugiej – dość duże, jak na tak małe auto, wydatki na serwis. W sumie przez dwa lata pojawiliśmy się na przeglądzie 6 razy, co kosztowało 4979 zł. Niemało. Po 76 tys. km Stonic zaliczył jeden nieplanowany pobyt u dilera – dwa pierwsze biegi haczyły i zgrzytały już na tyle mocno, że mechanicy podjęli decyzję o wymianie sprzęgła. Po tym wszystkie biegi już do końca testu wchodziły jak w masło. Poza tym ze spraw eksploatacyjnych warto odnotować jedynie wymianę przednich klocków hamulcowych (583 zł).

Kia Stonic – bez niespodzianek

Końcowy demontaż miał miejsce po przebiegu 100 594 km. Prawdę mówiąc, już sam dojazd do warsztatu okazał się stresujący, gdyż wskaźnik temperatury płynu chłodzącego zaczął się niebezpiecznie wychylać w stronę czerwonego pola. Wykonany z kiepskiego plastiku zbiorniczek wyrównawczy nie ułatwia odczytu poziomu płynu – gdy się w końcu udało, stwierdziliśmy spory ubytek i spadek poniżej minimum. Czujnik poziomu? Nic z tego, Koreańczycy postanowili na nim zaoszczędzić. Jak się później okazało, za wyciek była odpowiedzialna pompa wody – płyn musiał tędy ubywać przez dłuższy czas. Kia twierdzi jednak, że to akurat jednostkowy przypadek i w normalnej sytuacji pompa kwalifikowałaby się do wymiany w ramach 7-letniej gwarancji (warunek – przebieg do 150 tys. km). Poza tą drobną wpadką demontaż wypadł bez większych zastrzeżeń.

Na koniec Stonic dostaje od nas piątkę i 15 pkt karnych. Mogło być lepiej, ale i tak zdążyliśmy to auto pokochać – najlepszym dowodem jest wpis jednej z koleżanek, opatrzony na dodatek dorysowanym obok serduszkiem: Wspaniały samochód nie tylko do miasta, lecz także na długie trasy!

Kia Stonic – dane techniczne

Silnik Kia Stonic 1.0 T-GDI
Rodzaj t.benz. R3/12
Pojemność silnika 998 cm3
Napęd rozrządu łańcuch
Średnica cylindra x skok tłoka 71 x 84 mm
Moc maksymalna 120 KM/6000 obr./min
Maks. moment obrotowy 172 Nm/1500 obr./min
Prędkość maksymalna 185 km/h
Skrzynia biegów man. 6
Napęd przedni
Nadwozie/podwozie Kia Stonic 1.0 T-GDI
Długość/szerokość/wysokość 4140/1760/1520 mm
Rozstaw osi 2580 mm
Masa własna/ładown. (rzeczywista) 1178/462 kg
Hamulce: przód/tył tarczowe wentyl./tarczowe
Pojemność zbiornika paliwa 45 l
Pojemność bagażnika 352-1155 l
Ogumienie (testowe) 205/55 R 17 V

Ka Stonic – koszty

Koszty Kia Stonic 1.0 T-GDI
Przejechane kilometry 100 594 km
Ubezpieczenie 5380 zł
7565 l benzyny (4,52 zł za litr) 34 194 zł
0,5 l oleju na dolewkę 26 zł
Opony letnie: 1 kpl. Continental Pr.Cont. 2 205/55 R 17 V 2280 zł
Opony zimowe: 1 kpl. Pirelli Sottozero 3 205/55 R 17 V 2240 zł
Przegląd po 15 000 km 648 zł
Przegląd po 30 000 km 873 zł
Przegląd po 45 000 km 694 zł
Przegląd po 60 000 km 920 zł
Przegląd po 75 000 km 659 zł
Przegląd po 90 000 km 1185 zł
Cena Stonica 1.0 T-GDI XL (2018 r.) 76 990 zł
Obecna wartość auta testowego 59 500 zł
Utrata wartości 17 490 zł
Koszty po 100 594 km 49 682 zł
Koszt 1 km 0,49 zł
Koszt 1 km z utratą wartości 0,67 zł

Kia Stonic – naszym zdaniem

To jest po prostu dobry samochód! Owszem, pewne problemy wystąpiły i nie można ich pominąć, ale ogólny odbiór Stonica podczas testu był naprawdę pozytywny. Auto idealnie wpisuje się w obecną modę, jest nowoczesne i przyjemne w codziennej eksploatacji. Silnik, owszem, mógłby trochę mniej palić przy dynamicznej jeździe, ale właśnie takie są uroki downsizingu.