• Europejska agencja ds. bezpieczeństwa transportu (ETSC) apeluje o jeden unijny standard badań, by na drogach było mniej kierowców stwarzających zagrożenie
  • Wiek kierowcy nie musi być kluczowym czynnikiem, od którego zależy, czy zachowa on prawo jazdy
  • Choroba kierowcy to aż 16 proc. przyczyn śmiertelnych wypadków w Finlandii - zwykle wskazywano choroby serca lub nadciśnienie
  • Monitorowanie samopoczucia kierowcy i tętna prowadzą już niektórzy producenci samochodów
  • Więcej takich tekstów znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

Jedno nie ulega wątpliwości – trzeba zmienić obecny system badań kierowców oraz osób dopiero starających się o prawo jazdy. Do takich wniosków doszli urzędnicy z europejskiej agencji ds. bezpieczeństwa transportu (ETSC), którzy apelują o ustandaryzowanie badań w całej Unii Europejskiej i częstsze kontrole, by mieć większą pewność, że wciąż jesteśmy zdolni do prowadzenia samochodu.

Wbrew pozorom nic nie jest takie oczywiste, jak mogłoby się wydawać. Regularne okresowe badania naszego stanu zdrowia wcale nie oznaczają, że to najstarsi kierowcy powinni mieć największy powód do zmartwień. W raporcie wskazano bowiem, że są znacznie ważniejsze czynniki niż wiek, które należy brać pod uwagę podczas oceny kierującego. I to one w postaci stosownych adnotacji w prawie jazdy mogą się pojawić w przyszłości.

Młody imprezowicz kontra sędziwy senior za kierownicą

Autorzy publikacji nie mają wątpliwości, że zdrowy kierowca jest lepszy od schorowanego, a najstarsi kierujący wcale nie muszą być gorsi od znacznie młodszych. Sędziwy senior, dbający o zdrowie, stanowi bowiem mniejsze zagrożenie niż trzydziestolatek, który nie oszczędza się na imprezach, chętnie sięgając po substancje psychoaktywne. Co więcej, to senior może warunkowo zachować prawo jazdy nawet w dość sędziwym wieku, „aby umożliwić osobom narażonym na niewielkie ryzyko kontynuowanie jazdy w określonych okolicznościach” – czytamy w podsumowaniu raportu.

Oczywiście, wszelkie uproszczenia mogą się okazać brzemienne w skutkach (czyli niełatwo będzie zachować uprawnienia). Stąd autorzy raportu podkreślają potrzebę dalszych badań i wskazują Finlandię jako dobry przykład. Kraj na północy Europy prowadzi dość dokładne kontrole wypadków ze skutkiem śmiertelnym. Po analizie zdarzeń z lat 2014-2018 uznano, że aż w 16 proc. przypadków to choroba była bezpośrednią przyczyną tragedii. Spośród 141 wypadków okazało się, że aż 119 dotyczyło chorób serca lub problemów z nadciśnieniem.

ADHD, kiepski wzrok albo pozostałości po hucznej imprezie

Skoro zatem stan zdrowia będzie mieć coraz większe znaczenie, by zachować uprawnienia do prowadzenia samochodu pozostaje jeszcze jedno – na co zwrócą uwagę lekarze? Lista potencjalnych schorzeń (i nie tylko) jest dość długa. Znajdziemy na niej m.in. cukrzycę, słaby wzrok, niepełnosprawność narządów ruchu, choroby neurologiczne, stosowanie określonych leków, choroby nerek i układu krążenia, zespół bezdechu sennego (oraz inne kłopoty z układem oddechowym), problemy z metabolizmem. Na tym jednak nie koniec. Wspomina się także o depresji i zespole nadpobudliwości (ADHD jest doskonale znane szczególnie rodzicom dzieci w wieku szkolnym).

Nie zapomniano o tzw. minimalnych standardach sprawności fizycznej i psychicznej. Jeśli zatem ledwo wdrapujemy się po schodach, zmagając się z otyłością, to z pewnością w przyszłości możemy liczyć się z ograniczeniami co do prowadzenia samochodu. Równie dobrze jednak młoda i w pełni sprawna osoba zwróci na siebie uwagę podczas badań, gdy okaże się, że nadużywa alkoholu albo chętnie sięga po różne środki odurzające. O stosowne przedłużenie uprawnień może być wówczas trudno, jeśli spełnią się prognozy o lepszą i bardziej drobiazgową weryfikację kierujących.

Zmiany wcześniej lub później

A kiedy doczekamy się poważnych zmian? Choć zbliżamy się krok po kroku do nowego jednolitego systemu badania wszystkich kierowców w całej Unii Europejskiej, to jednak zapewne potrzeba co najmniej kilku lat zanim zakończą się konsultacje, przygotowany zostanie odpowiedni akt prawny, a następnie zostanie on zatwierdzony i wdrożony w poszczególnych krajach.

Od tego nie ma jednak już odwrotu, tym bardziej, że sami producenci samochodów nie kryją planów wobec układów monitorujących kierowców. Jeden z projektów realizuje Mercedes z Garminem, by kontrolować tętno i poziom stresu kierowcy. Wówczas może się okazać, że w razie wątpliwości co do naszego samopoczucia czy istotnych parametrów życiowych, to nasze auto okaże się prawdziwym nadzorcą i nawet o krótkiej przejażdżce trzeba będzie zapomnieć.