•  Boczne zderzenie ze słupem to kolizja z prędkością 60 km/h (Zoe i Leaf) oraz 75 km/h (tylko Leaf).
  • W czołowym zderzeniu ze słupem Nissan Leaf rozpędził się aż do 84 km/h
  • "Nasze testy potwierdzają, że nikt nie musi czuć się mniej bezpieczny w samochodzie elektrycznym niż w samochodzie konwencjonalnym” – czytamy w oświadczeniu Dekry

Oto jak wygląda kolizja samochodu elektrycznego z drzewem przy większej prędkości. Na zdjęciach, jak i filmach, jest bardzo widowiskowo. Oczywiście, nie o to jednak chodziło. Kilka egzemplarzy Renault Zoe i Nissana Leaf rozbito po to, by sprawdzić jak auta elektryczne zachowują się w bardzo trudnych próbach i czy przypadkiem nie zmienią się w kule ognia.

Kula ognia czy eksplozja?

Eksplozji czy pożaru akumulatorów nie było, mimo że samochody rozpędzono do wyższych prędkości w porównaniu ze standardowymi testami. Boczne zderzenie ze słupem to kolizja z prędkością 60 km/h (Zoe i Leaf) oraz 75 km/h (tylko Leaf). Na tym nie koniec. Kolejny egzemplarz Nissana Leaf rozpędził się aż do 84 km/h, by efektownie uderzyć centralnie przodem w słup imitujący drzewo.

Nietrudno zgadnąć, że deformacje nadwozia były dość znaczące. Mocno ucierpiały także akumulatory, co najlepiej widać na zdjęciu spodniej części Nissana. Pierwsze wnioski po teście? „Nasze testy potwierdzają, że nikt nie musi czuć się mniej bezpieczny w samochodzie elektrycznym niż w samochodzie konwencjonalnym” – czytamy w oświadczeniu Dekra. Eksperci uznali, że poziom bezpieczeństwa samochodów z napędem i elektrycznym jest bardzo zbliżony.

Cudów nie ma i w przypadku bocznego uderzenia karoseria z baterią w podłodze stanowi zaskakująco marną barierę i ochronę dla podróżujących (nie brakowało bowiem głosów, że pakiet baterii ma wpływ na wzmocnienie struktury karoserii). Eksperci Dekra uznali, że szanse na przetrwanie są bardzo małe, szczególnie biorąc pod uwagę sporą prędkość. Niemniej podkreślono, że w przypadku bocznego uderzenia rodzaj napędu nie ma znaczenia.

Nowa broń dla strażaków - lanca

Przy okazji testów zderzeniowych sprawdzono coś jeszcze. To nowe rozwiązanie dla strażaków – lanca gaśnicza. Zaprojektowano ją tak, by włożyć końcówkę bezpośrednio do obudowy akumulatora, a tym samym zmniejszyć ryzyko rozprzestrzeniania się ognia na inne ogniwa. Nikt bowiem nie wyklucza ryzyka pożaru uszkodzonych baterii.

Otwartą kwestią wciąż pozostaje jedno – jak długo po wypadku uszkodzone baterie mogą stanowić zagrożenie. Wciąż bowiem istnieje ryzyko, że wrak usunięty z miejsca wypadku może się zapalić po pewnym czasie. To akurat przede wszystkim zmartwienie złomowisk, warsztatów i ubezpieczycieli, a nie podróżujących autami elektrycznymi.

Nie zapominajmy przy tym, że zwykły samochód z tradycyjnym spalinowym napędem także może się zapalić w trakcie wypadku. A źródeł zagrożeń jest również sporo, począwszy od zbiornika z paliwem (szczególnie gaz i benzyna,) a skończywszy na układzie klimatyzacji.