Wbrew nazwie, która najwyraźniej przyjęła się w Polsce, "fotoradar akustyczny" nie ma nic wspólnego z technologią radarową. Tego typu urządzenia łączą kamerę wideo (najczęściej kamerę nagrywającą obraz w trybie 360 stopni) oraz zestaw mikrofonów o różnej charakterystyce; gdy w przestrzeni pojawi się obiekt wytwarzający dźwięk o natężeniu przekraczającym określone parametry, urządzenie przypisuje hałas do tego obiektu — np. pędzącego motocykla — i rejestruje go. Taki zapis może być podstawą do ukarania kierowcy czy właściciela samochodu lub motocykla na takiej samej zasadzie jak zdjęcie ze wskazaniem przekroczenia dozwolonej prędkości. Ma się rozumieć, że "fotoradar akustyczny" musi wykorzystywać technologię ANPR, czyli automatyczne odczytywanie numerów rejestracyjnych, aby lokalizowanie właściciela pojazdu i dostarczanie mandatów odbywało się automatycznie.
Dyskusja o fotoradarach akustycznych trwa nie od dziś
Warszawskie stowarzyszenie Miasto Jest Nasze walczy o montaż fotoradarów akustycznych już od dobrych dwóch lat; z inspiracji stowarzyszenia pod koniec 2024 r. do Ministerstwa Infrastruktury trafiła interpelacja poselska posła Franciszka Sterczewskiego, który dopytywał, czy resort planuje wykorzystanie takich urządzeń i ewentualne dostosowanie prawa, aby było to możliwe.
Odpowiedź, która nadeszła, była zapewne rozczarowująca dla pomysłodawców wykorzystania tej technologii. W skrócie: "to nie takie proste". Jednak po blisko dwóch latach przedstawiciele Ministerstwa Infrastruktury nie mówią już o problemach, ale zapowiadają zajęcie się tematem na poważnie.
Czy fotoradary akustyczne gdziekolwiek już działają?
Viginoiz
Urządzenie mierzące głośność przejeżdżających pojazdów
Pionierem w wykorzystaniu technologii wykrywania "mobilnego hałasu" są miasta amerykańskie, np. New York City, gdzie urządzenia te przetestowano, skalibrowano, a następnie ustawiono limit 85 decybeli; gdy ktoś przejedzie w zasięgu kamery, wytwarzając hałas przekraczający limit, dostaje zaproszenie do zapłaty dość ekstremalnej kary — 800 dol.; kolejne wykroczenia tego typu karane są jeszcze surowiej — do 2500 dol. System zainstalowany na terenie czterech dzielnic miasta w krótkim czasie wygenerował 1600 wezwań do sądu i mandaty na łączną kwotę przekraczającą 2 mln dol. Inwestycja szybko się zwróciła. Oczywiście, urzędnicy tłumaczą, że nie chodzi o dochody, a o zdrowie mieszkańców — rocznie rejestruje się w tym mieście ponad 700 tys. skarg na różne źródła hałasu.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Podobnie w Paryżu system już działa — za przekroczenie dozwolonego progu hałasu, który także wynosi 85 decybeli, właściciel motocykla czy samochodu może dostać grzywnę w wysokości 135 euro.
"Fotoradary akustyczne" testowane są w Londynie, a także w Berlinie. Ich wprowadzenie nie jest jednak łatwe.
Czy jest szansa na szybkie wprowadzenie fotoradarów akustycznych w Polsce?
Problemów, jakie stoją przed tego rodzaju technologią, jest więcej niż można sobie na szybko wyobrazić.
Jeśli chodzi o normy związane z emisją hałasu przez samochody, które to normy są w teorii egzekwowane podczas obowiązkowych badań technicznych, to dotyczą one emisji dźwięku przez pojazdy na postoju. Nie do końca wiadomo, jaki — zgodnie z przepisami — jest poziom dźwięku pojazdu znajdującego się w ruchu.
W teorii przekroczenie dopuszczalnego poziomu hałasu wcale nie musi być oczywiście powiązane ze sprawnością samochodu czy motocykla — można mieć sprawny pojazd i korzystać z niego w ten sposób, że emituje on nadmierny poziom hałasu. I odwrotnie: można mieć założony głośny wydech, ale jeździć tak, że nie jest to uciążliwe. Niewątpliwie trzeba zacząć od przepisów, które precyzyjnie to regulują. Najłatwiej chyba byłoby skopiować przepisy obowiązujące już w innych krajach, ale nie jest to proste.
Nie ma przepisów metrologicznych dotyczących urządzeń, które miałyby służyć do pomiaru hałasu przejeżdżających samochodów. Trzeba stworzyć je od nowa.
Ale być może największą barierą jest przestarzały system informatyczny, z którego korzysta CANARD (Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym), który jest dostosowany do przetwarzania wykroczeń związanych z prędkością oraz przejazdem na czerwonym świetle — tyle. Nie każdy wie, że w stałej ofercie firm oferujących urządzenia do automatycznego wykrywania wykroczeń (chodzi głównie o fotoradary) jest sprzęt, który potrafi o wiele więcej niż system CANARD-u byłby w stanie przetworzyć, gdyby w ogóle pozwalały na to przepisy, a nie pozwalają. Nowoczesne fotoradary, których jest coraz więcej na polskich drogach, potrafią rejestrować niedozwolone wyprzedzanie np. na przejściu dla pieszych, korzystanie z telefonu podczas jazdy, jazdę bez zapiętych pasów, jazdę "na zderzaku", niedozwolone korzystanie z pasa dla autobusów, skręcanie z niewłaściwego pasa ruchu — i wiele innych. CANARD nie wykorzystuje jednak w pełni możliwości fotoradarów, które ma, ani nie zabiega o bardziej nowoczesny sprzęt. Powód jest prosty: i tak nie ma do czego go podłączyć, a nawet gdyby system informatyczny mógł to "przyjąć", to nie ma na to odpowiednich przepisów (tak naprawdę przepisów nie ma, bo są zbędne – i tak nie ma jak ich wykorzystać; skoro nie ma przepisów, to nie trzeba się do nich dostosowywać – takie to "sprzężenie zwrotne"). Problemy te są doskonale znane od wielu lat — obecnej, poprzedniej i jeszcze poprzedniej władzy.
A gdzie w takim razie są "fotoradary akustyczne"? No cóż... są na końcu kolejki. To oznacza, że — niestety — motocykliści, którzy w środku nocy jadą przez miasto "pełną bombą" i budzą mieszkańców, w kontekście hałasu swoich motocykli jeszcze długo pozostaną całkowicie bezkarni.