• Steve Jenny testował około 95 proc. samochodów, które wyjechały z fabryki i przejechał autami Bugatti ok. 350 tys. km
  • Testy odbywają się na starannie dobranych drogach publicznych, a także na torze. Firma musi być pewna, że każde auto jest idealnie złożone i bezpieczne
  • Mimo 17 lat stażu i jazdy cały czas tymi samymi samochodami kierowca testowy cieszy się z każdego dnia w pracy. Kto by się nie cieszył?
  • Więcej takich informacji znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

Oczywiście taka “przejażdżka” nie polega na słuchaniu muzyki, podziwianiu widoków i oddaniu się przyjemności z jazdy, choć zarówno dobry słuch, jak i wzrok bardzo się przydadzą. Jenny sprawdza, czy samochód spełnia wysokie standardy jakości, tak by właściciel każdego egzemplarza był bezpieczny i mógł cieszyć się każdym przejechanym kilometrem.

Testuje Bugatti od 17 lat

Kierowca pracuje tam już od 2004 r., kiedy to został zatrudniony do stworzenia działu kontroli jakości, który miał sprawdzać każdego Veyrona wyjeżdżającego z fabryki. Francuz prowadził mniej więcej 95 proc. wyprodukowanych Bugatti, więc prowadził prawie każdego Veyrona, Divo i Chirona, a w sumie przebył nimi ok. 350 tys. km.

Steve Jenny testował prawie każde Bugatti, które wyjechało z fabryki Foto: Bugatti
Steve Jenny testował prawie każde Bugatti, które wyjechało z fabryki

Poza jazdą do Steve’a należy też sprawdzenie elektroniki, czy samochody mają prawidłowe wyposażenie i spełniają wymogi homologacyjne danego kraju. W tym celu pierwsze, co robi Jenny, to sprawdzenie, w jaki rejon świata trafi samochód. Jeśli kontrola się powiedzie, kierowca uruchamia 8-litrowy silnik W16 i wyrusza w podróż testową. Do wyboru ma cztery trasy: letnią, przejściową, zimową i analityczną. „To jak Cztery pory roku Antonio Vivaldiego. Każda trasa ma swoje wyjątkowe chwile, ale wszystkie idealnie do siebie pasują” – wyjaśnia.

Dalsza część tekstu pod materiałem wideo:

Testy na ulicy i na torze

Długość trasy to ok. 350 km, to właśnie wtedy kierowca wykorzystuje swój wzrok, słuch oraz wyczucie, aby sprawdzić, czy wszystkie elementy są dobrze przytwierdzone i nie skrzypią. Ma na to ok. pięciu godzin, bowiem właśnie tyle trwa przejechanie całej trasy. Ponadto drogi są poprowadzone w taki sposób, aby wiodły przez brukowaną nawierzchnię. To także test solidności wykonania całego auta.

Na tym praca Steve’a jednak się nie kończy. Sprawdza on także, jak samochód zachowuje się podczas szybkiej jazdy. W tym celu każde auto zabiera na zamknięty pas startowy. Tam supersportowe samochody przechodzą różne testy funkcjonalne przy prędkościach przekraczających 300 km/h. Kontrola startu, uruchamianie hamulców aerodynamicznych, szybka zmiana pasa, gwałtowne hamowanie z prędkością 200 km/h, pełne hamowanie i kontrola ESP - są to najważniejsze testy, ponieważ właśnie od tych elementów zależy życie użytkowników tych aut.

Steve Jenny testował prawie każde Bugatti, które wyjechało z fabryki Foto: Bugatti
Steve Jenny testował prawie każde Bugatti, które wyjechało z fabryki

Dopiero później Jenny wraca do mechaników i weryfikuje swoje notatki. Jeśli samochód spełnia wszystkie kryteria, jest oddawany do serwisu. W aucie wymieniany jest olej (w silniku, jak i skrzyni biegów), koła, a także osłony podwozia.

Jeśli myślicie, że to koniec, jesteście w błędzie! Auto znów wyjeżdża na finalny test, już krótszy, ale co najmniej 50-kilometrowy. Każde Bugatti pokonuje w ten sposób od 350 do 750 km. Dzięki tym testom właściciel może być pewien swojego samochodu w każdych warunkach.

Praca, która się nie nudzi

Czy jest to wymarzona praca? Dla fana motoryzacji chyba tak. Steve Jenny przejechał zapewne największą liczbą Bugatti na świecie i pokonał nimi sporą ilość kilometrów. Czy jednak taka praca nie nudzi się kierowcy? "Nie. Każdy dzień jest wyjątkowy, a jazda tymi niesamowitymi samochodami jest dla mnie źródłem ciągłej radości” - powiedział Steve.

Ładowanie formularza...