Camaro ZL1 wygląda bardzo groźnie. Auto wyróżnia się pakietem stylistycznym, poprawiającym chłodzenie i aerodynamikę samochodu. Najłatwiej zauważyć większy wlot powietrza do chłodnicy, mową maskę z wkładem w włókna węglowego, przez który odprowadzane jest ciepło z komory silnika, poszerzone tylne nadkola oraz tylne skrzydło. Nic nie jest tu na wyrost.

Camaro to amerykański muscle car. Pod maską pracuje wielki silnik V8 o pojemności 6,2 litra, który z pomocą doładowania generuje 640 KM. Moment obrotowy również robi wrażenie – wynosi 868 Nm. Silnik może występować z sześciostopniową, ręczną skrzynią biegów lub dziesięciostopniowym „automatem”, skalibrowana specjalnie dla tego modelu. Do 2018 roku ta przekładania trafi do ośmiu modeli koncernu General Motors.

Nowy model jest o 60 KM mocniejszy od poprzednika, do tego jego masa własna zmalała o 90 kg. Chevrolet podkreśla, że w przypadku Camaro ZL1 nie ma potrzeby zamawiania dodatkowego pakietu do jazdy po torze. Samochód już w seryjnym wydaniu jest do tego odpowiednio przygotowany.

Kontakt z asfaltem odbywa się poprzez wyczynowe opony Goodyear Eagle F1 Supercar, założone na 20-calowe obręcze kół z kutego aluminium. Za hamowanie odpowiada układ Brembo z sześciotłoczkowymi zaciskami z przodu. Modyfikacjom poddano układ aktywnego zawieszenia Magnetic Ride. Do wyposażenia standardowego wersji ZL1 należą: elektronicznie sterowany mechanizm różnicowy o ograniczonym poślizgu i system Launch Control.

Niestety nie znamy jeszcze oficjalnych osiągów nowego Chevroleta Camaro ZL1. Tajemnicą pozostaje również cena. Mówi się tylko, że ma być ona niższa od rywali. Największym jest Ford Mustang Shelby GT350R, który kosztuje od 61 295 dolarów. Auto trafi do sprzedaży w USA w tym roku.