W poprzednim odcinku cyklu o klimatyzacji pisałem o tym, jak z niej korzystać, aby cieszyć się maksymalnym komfortem. Tym razem tematem wiodącym nie będzie to, jak dogodzić pasażerom, ani też nie to, jak eksploatować klimatyzację, aby służyła długo i niezawodnie. Opowiem za to o kilku prostych rzeczach, które mogą poprawić bezpieczeństwo czynne na tyle, żeby pozwolić uniknąć kolizji lub nawet wypadku w codziennym ruchu drogowym, a zwłaszcza podczas długiej podróży lub opadów deszczu.

1. Dbaj o filtr kabinowy układu wentylacji.

Kiedy filtr powietrza silnika samochodu solidnie się zabrudzi, auto potrafi stracić moc. Ale nie jest to proces nagły, tylko ciągły. Moc spada z każdym miesiącem jazdy, jednak tak nieznacznie, że kierowca nie jest w stanie tego wyczuć. W efekcie po kilku latach auto może mieć o kilka koni mechanicznych mniej, a jego właściciel nic o tym nie wie.

Podobnie dzieje się w przypadku filtra kabinowego, który ma za zadanie wyłapywać zanieczyszczenia z powietrza, zanim trafi ono do płuc pasażerów samochodu. Filtr ten z czasem gromadzi zanieczyszczenia i zaczyna stawiać coraz większy opór. Coraz większa część wydajności dmuchawy wentylacji jest marnowana na przepychanie powietrza przez filtr kabinowy.

Efekt to coraz słabszy nadmuch. Ale – tak, jak w przypadku filtra powietrza, zasysanego przez silnik samochodu – pogorszenie wentylacji nie następuje nagle i kierowcy trudno je zauważyć. Jeżeli zobaczysz, że niskie biegi dmuchawy, których wcześniej z powodzeniem używałeś, stały się zbyt słabe i od jakiegoś czasu coraz częściej musisz używać wysokich prędkości pracy wentylatora, to możesz być niemal pewien – lub pewna – że filtr kabinowy kwalifikuje się do wymiany.

Regularna wymiana filtra kabinowego jest szczególnie ważna w autach bez klimatyzacji, bowiem ruch powietrza jest w nich jedynym czynnikiem, zapobiegającym parowaniu szyb. Przy zapchanym filtrze kabinowym wydajność wymiany powietrza w kabinie drastycznie spada i szyby zaczynają parować.

W aucie z klimatyzacją można skorzystać z osuszającego działania „klimy” i dłużej ignorować objawy zatkanego filtra kabinowego, dlatego z reguły to właśnie w samochodach wyposażonych w klimatyzację ich właściciele decydują się na wymianę filtra kabinowego, kiedy jego zabrudzenie bywa naprawdę ekstremalne. Tak duże, że czasem trudno go wymontować z gniazda.

Jaki wpływ może mieć stan filtra kabinowego na bezpieczeństwo czynne (czyli aspekty, pozwalające uniknąć kolizji lub wypadku)? Ogromny. Chodzi przecież o widoczność, ale nie tylko. To, że w aucie bez klimatyzacji przy zatkanym filtrze kabinowym będą łatwo parować szyby, jest oczywiste. Ale nawet w aucie z „klimą” z zabrudzonym filtrem kabinowym wiąże się pewna pułapka.

Foto: Auto Świat
Filtr kabinowy układu wentylacji

Kiedy taki filtr mocno się zabrudzi, wydajność nawiewu spada. Kierowca zauważa to, choćby zbliżając dłoń do dysz nawiewu w kokpicie. Ale przecież wystarczy włączyć zamknięty obieg powietrza (choć nie dzieje się to w każdym modelu samochodu), aby – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – nadmuch odzyskał swoją moc!

Powód jest prosty: jeżeli miejsce zasysania powietrza z kabiny do dmuchawy wentylacji zlokalizowano za filtrem kabinowym, to po włączeniu obiegu zamkniętego filtr zostaje wyłączony z obiegu, nie stawia więc oporu. Kierowca, chcąc uzyskać mocny nawiew, pozostawia włączony obieg zamknięty wentylacji, zamykając dopływ tlenu do kabiny. A niedotleniony umysł jest kiepskim, a przede wszystkim powolnym, doradcą.

Pozostaje jeszcze odpowiedzieć na pytanie: jak często wymieniać filtr kabinowy? W dużym uproszczeniu można przyjąć, że przy każdym przeglądzie auta, przewidzianym przez producenta. W autach po gwarancji, serwisowanych poza ASO, przełoży się to zapewne na wymianę filtra kabinowego przy każdej wymianie oleju w silniku, lub częściej.

„Lub częściej” – a to dlaczego? Czy nie można tego jednoznacznie napisać? Niespecjalnie. Szybkość, z jaką filtr kabinowy gromadzi zanieczyszczenia oraz ich wpływ na wydajność wentylacji, zależą od wielu czynników. Jakich? Pierwszy, najbardziej oczywisty, to stopień zapylenia powietrza na zewnątrz auta. Jeżeli dużo jeździsz po bezdrożach, gdzie z drogi non stop podbijany jest pył, to filtr może się kwalifikować do wymiany nawet po kilku miesiącach eksploatacji.

Drugim ważnym czynnikiem jest to, jak mocnego nadmuchu używasz podczas codziennej jazdy. Jeśli często używasz wysokich biegów dmuchawy, to filtr musi oczyścić większą ilość zasysanego do kabiny powietrza i szybciej się zabrudzi. A ponieważ w autach bez klimatyzacji zazwyczaj używamy znacznie mocniejszego nadmuchu, to właśnie w nich filtr kabinowy zanieczyści się najszybciej.

Wpływ zanieczyszczenia filtra kabinowego na wydajność nawiewu zależy także od tego, czy producent auta umieścił taki filtr przed, czy za dmuchawą. Jeżeli przed – wtedy filtr z reguły dostępny jest pod maską – to spadek wydajności nadmuchu będzie odczuwalny już przy niewielkim zanieczyszczeniu filtra kabinowego.

Kabina samochodu wymaga ciągłej wentylacji

Dlaczego? Dlatego, że każdy wentylator, niezależnie od jego konstrukcji, jest w stanie wytworzyć mniejszą „siłę” stronie ssącej, niż po stronie tłoczącej. Dlatego, jeżeli filtr kabinowy zamontowano za dmuchawą, to jego zabrudzenie będzie w mniejszym stopniu wpływało na wydajność wentylacji w aucie. To jednak wcale nie oznacza, że trzeba go rzadziej wymieniać. Nieprzesadnie zabrudzony filtr kabinowy daje się w miarę bezproblemowo wymontować, a taki mocno zapuszczony już niekoniecznie.

Kolejnym elementem układanki, wpływającym nie tylko na przepustowość, lecz także na trwałość filtra, jest wilgoć. W niektórych modelach aut umieszczony w podszybiu filtr kabinowy nie jest dostatecznie dobrze chroniony przed wodą. A woda i brud to wyjątkowo niekorzystna mikstura – zarówno z punktu widzenia zdrowia pasażerów, jak i wydajności wentylacji.

Jaki jest więc złoty środek? Jeżeli masz w aucie klimatyzację, a szczególnie wtedy, gdy jest to auto z rynku wtórnego po gwarancji, to dobrym pomysłem jest jeżdżenie raz w roku na przegląd klimatyzacji. Jeżeli trafisz na uczciwy i fachowy warsztat, to oprócz sprawdzenia układu mechanik zaproponuje Ci także wymianę filtra kabinowego, jeżeli będzie on zanieczyszczony. Wydasz niewielkie pieniądze, a zyskasz dobrą widoczność i świeże powietrze w kabinie.

2. Pamiętaj o tym, że potrzebujesz tlenu.

Ta uwaga będzie bardzo krótka, niemniej powtarzam ją przy każdej okazji. Pamiętaj, że zamknięty obieg powietrza to rozwiązanie doraźne. Ma Cię uchronić przed wdychaniem spalin z jadącej z przodu kopcącej ciężarówki lub autobusu albo np. dymu z wypalanych traw. Kiedy tylko wyjedziesz ze „strefy smrodu”, zawsze pamiętaj o przełączeniu wentylacji na zasysanie powietrza z zewnątrz. W ten sposób zapewnisz stałą wymianę powietrza w kabinie (zakładając, że masz zamknięte okna) i ilość tlenu niezbędną do tego, aby z odpowiednim refleksem reagować na zmiany sytuacji na drodze.

Foto: Igor Kohutnicki / Auto Świat
Zamknięty obieg powietrza odcina dopływ tlenu do kabiny. Dlatego używaj go doraźnie i jak najkrócej.

Jeżeli podczas dłuższej podróży poczujesz się senny – lub senna – albo np. zaczną Cię szczypać oczy, to zanim wypijesz kawę, sprawdź, czy nie jest włączona recyrkulacja powietrza w kabinie. Bo daje ona dokładnie takie objawy. Jest to szczególnie ważne, jeżeli wieziesz w aucie komplet pasażerów – przecież każdy z nich zużywa tlen. Zamknięty obieg powietrza łatwo włączyć i równie łatwo o tym chwilę potem zapomnieć.

W zasadzie tutaj mógłbym postawić kropkę, jednak dorzucę coś jeszcze dla tych najbardziej fanatycznych zwolenników używania klimatyzacji łącznie z zamkniętym obiegiem powietrza w kabinie. Wyobraź sobie, że jedziecie we dwoje na weekendowy wypad za miasto. Jak zwykle włączasz „klimę” i recyrkulację powietrza w kabinie, bo wtedy „lepiej chłodzi”.

Delektujesz się przyjemnym, orzeźwiającym, „świeżym” powietrzem, które leci z dysz w kokpicie. Tylko czy na pewno wiesz, skąd to powietrze się bierze? Najczęściej jest ono zasysane tuż nad stopami pasażera przedniego fotela Twojego samochodu. Cokolwiek te stopy produkują, z pewnością nie jest to tlen.

3. Nigdy nie wyłączaj klimatyzacji podczas deszczu.

Ta informacja zapewne nie przyda się doświadczonym kierowcom, którzy już kiedyś zetknęli się z sytuacją, jaką opiszę za chwilę i dobrze ją zapamiętali. Ale tym mniej doświadczonym – może się przydać. Oto i proste przesłanie.

Jeżeli jedziesz samochodem z włączoną klimatyzacją i zacznie padać deszcz, to pod żadnym pozorem tej klimatyzacji nie wyłączaj. Robi Ci się chłodno? Nie ma problemu, włącz ogrzewanie w manualnej „klimie” lub podnieś temperaturę w „klimatroniku”, pamiętając, aby zamknąć nawiew na nogi (dlaczego to ważne, dowiesz się z pierwszej części cyklu o klimatyzacji).

Foto: Auto Świat
Jeżeli wyłączysz klimatyzację w trakcie lub zaraz po deszczu, natychmiast zaparują szyby w Twoim samochodzie.

Tylko nie wyłączaj klimatyzacji, jeszcze długo po tym, jak przestanie padać. Dlaczego? Podczas deszczu i zaraz po nim powietrze jest bardzo wilgotne. Kiedy masz włączoną klimatyzację, zostaje ono osuszone. Szyby nie parują. Ale gdy wyłączysz „klimę”, stanie się coś, co w ekstremalnym przypadku może nawet uniemożliwić Ci dalszą bezpieczną jazdę. Powietrze wpadające do kabiny przestanie już być osuszane.

To nie wszystko – do wilgoci, zawartej już w powietrzu z powodu opadów deszczu dołączy jeszcze wilgoć zgromadzona w parowniku klimatyzacji, która zacznie być uwalniana po wyłączeniu kompresora. Efekt to totalnie zaparowane szyby, po których wręcz ścieka woda. I nie mówimy tu o zjawisku, które wymaga cierpliwości, by je zaobserwować – to się dzieje naprawdę szybko. I może zaskoczyć kierowcę w najmniej oczekiwanym momencie.

Klimatyzacja w aucie to wspaniałe urządzenie, które nie tylko dba o Twój komfort, lecz także poprawia bezpieczeństwo jazdy. Ogranicza zmęczenie, poprawia refleks w upalne dni. Dlatego warto być jej świadomym użytkownikiem. Jeżeli macie pytania, sugestie lub własne doświadczenia z klimatyzacją w aucie, którymi chcecie się podzielić ze światem – to jak zwykle zapraszam do komentowania.