• Lexus LF-Z Electrified korzysta z układu jezdnego Direct4 i ma układ kierowniczy steer-by-wire
  • Koncepcyjny model ma zwiastować nie tylko przyszłość designu marki, lecz także wrażeń z jazdy – kierowca ma czuć i panować nad pojazdem niczym jeździec nad koniem
  • LF-Z Electrified jest częścią złożonej strategii zmniejszania wpływu na środowisko przez firmę jak i klientów
  • Więcej takich tekstów znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

Lexus LF-Z to koncepcyjny model wykorzystujący nową platformę dedykowaną modelom elektrycznym. Ma dawać wyobrażenie o tym dokąd będzie zmierzać japońska marka premium technicznie i stylistycznie. Długość nadwozia 4,88 m jest porównywalna z obecnie oferowanym Lexusem RX (4,89 m). LF-Z jest jednak od niego o 6 cm szerszy (1,96 m) i o 8,5 cm niższy (1,60 m), a rozstawem osi przerasta RXa aż o 16 cm (2,95 m). Styliści z japońskie studia designu Lexusa nadali koncepcyjnemu crossoverowi sylwetkę w stylu coupe. To zrozumiałe przy obecnych trendach – w takiej formie LF-Z mógłby konkurować np. z Audi e-tronem Sportback czy Jaguarem I-Pace.

Inna „moda”, którą podchwycili styliści Lexusa to szeroki, zachodzący na boki tylny pas świetlny – kształt jego zakończeń przywodzi na myśl BMW... Z tyłu nie znajdziemy znaczka Lexusa, lecz trójwymiarowy napis – coś, co również staje się coraz powszechniejsze, nie tylko w autach luksusowych. Przód wydaje się bardziej znajomy, choć też nie jest pozbawiony intrygujących detali. Uwagę zwracają cienkie LEDowe paski układające się w charakterystyczny kształt ostrych „haczyków”. Klepsydrowy grill – tym razem w wygładzonym wydaniu (jak to w elektrykach) i z zagadkowym słupkiem w dolnej części.

Patrząc z profilu wrażenie robią stosunkowo długa maska, niska, odcięta kolorystycznie kopuła dachu i bocznych szyb, ogromne koła i kontrastowe nakładki błotników. Te przednie mają za kołem ozdobny element przypominający grzebień, dający efekt rozmycia i dynamiki. Wzorem Ferrari czy np. starszych BMW (Z3, Z8) umieszczono tu też logo Lexusa. Oryginalny smaczek stanowi wyłaniający się z dachu statecznik zwieńczony trzecim światłem stop – ten element najciekawiej wygląda gdy patrzy się na LF-Z z góry, w bocznym profilu nieco ginie.

Lexus LF-Z Electrified – jakie ma akumulatory?

Akumulatory o pojemności 90 kWh znalazły się oczywiście w podłodze Lexusa LF-Z. Można je ładować z mocą do 150 kWh – to parametry dziś już oferowane chociażby przez wspomniane Audi e-tron, natomiast e-tron GT i Porsche Taycan (dzięki technice 800V) czy Tesla oferują więcej. Zapytałem się przedstawicieli Lexusa czy nie widzą potrzeby by dorównać rywalom w kwestii napięcia układu elektrycznego, który pozwala przy odpowiedniej infrastrukturze znacznie przyspieszyć ładowanie akumulatora. Pracujemy nad tym, chcielibyśmy mieć rozwiązania ułatwiające użytkownikom szybkie uzupełnianie zasięgu, by by pomogło spopularyzować tego typu napęd – usłyszałem od Takashiego Watanbego, naczelnego inżyniera elektrycznych Lexusów.

Hmn... a czy może chociaż akumulator ma elektrolit w formie stałej? Nad tym rozwiązaniem koncern (Toyota) przecież już od dłuższego czasu pracuje? Jeszcze nie teraz, i na razie nie możemy powiedzieć kiedy zadebiutuje pierwszy elektryk z tym rozwiązaniem – Powiedział mi Watanabe. Szkoda. Więc w czym przełom?

Lexus LF-Z Electrified – imponująco niskie zużycie

Imponująco prezentują się osiągi LF-Z: zasięg wg WLTP miałby sięgać aż 600 km. To by oznaczało, że średnie zużycie prądu wynosiłoby tylko ok. 15 kWh/100 km. Jak na ważącego 2100 kg crossovera z silnikami o łącznej mocy 400 kW (544 KM) i mającego rozpędzać się w 3,0 s od 0 do 100 km/h byłby to niesamowity wynik. Tego typu elektryki zużywają bowiem średnio ok. 25 kWh/100 km. Więc jak to osiągnięto? Czyżby Lexus odkrył patent na superoszczędne maszyny elektryczne? Pan Watanabe ujmuje to w ten sposób: Jednym z głównych czynników pozwalających obniżyć zużycie energii są opory – toczenia, aerodynamiczne, a także straty energii w poszczególnych komponentach układu elektrycznego. W LF-Z skupiliśmy się także na obniżeniu masy całej konstrukcji dążąc do znalezienia właściwego balansu między sztywnością, ciężarem jak i wpływem na środowisko użytych materiałów.

Widać, że rozwiązania w LF-Z są dla twórców jeszcze materią rozwojową i trudno jest wyciągnąć od nich konkrety – nawet w kwestii innowacyjnego układu jezdnego i napędowego, który ma dostarczać niespotykane dotąd w autach tej marki wrażenia z prowadzenia. Lexus nazywa swój nowy system Direct4. Wiemy o nim tyle, że pozwoli na w pełni swobodny rozkład momentu między osiami, a nawet – poszczególnymi kołami. Kierowca ma mieć wrażenie idealnego panowania nad mocą, poczucie bezpiecznej kontroli nad samochodem – niczym jeździec z koniem (gdzieś już to słyszeliśmy... Mazda...? Jinba Ittai...?). Lexus nazywa tę filozofię „Tazuna” czyli „panowanie” – i w tym duchu zaprojektowano też minimalistyczny kokpit skoncentrowany na kierowcy.

Lexus LF-Z Electrified – z prostokątną kierownicą

To skądinąd bardzo słuszne założenie i dobrze słyszeć, że Lexus planuje przywiązywać tak dużą wagę do poczucia zespolenia kierowcy z pojazdem. Trochę tylko niepokoi wizja układu kierowania: inżynierowie Lexusa proponują w LF-Z prostokątną kierownicę (ok, widzieliśmy już takie w konceptach, ale od czasów „Yoke” w nowej Tesli Model S okazuje się, że rzeczywiście mogą się pojawić też w autach seryjnych). Kierownica nie będzie połączona z przekładnią i kołami mechanicznie lecz... elektronicznie. Tak zwany „steer by wire” był już stosowany seryjnie m.in. w Infiniti Q50 i Q60, inni producenci też z tym rozwiązaniem eksperymentowali w prototypach, ale dotąd ostatecznie zawsze wygrywało rozwiązanie z klasyczną kolumną, jako dające najbardziej naturalne odczucia z prowadzenia. Inżynierowie Lexusa twierdzą, że są w stanie zestroić układ na tyle bezpośredni, by nie trzeba było nawet przy ostrych skrętach przekładać rąk na kierownicy, a jednocześnie pracujący w sposób nienerwowy. Trzymam kciuki, to bardzo ambitne przedsięwzięcie.

System Direct4 ma dawać pewniejsze, bardziej angażujące prowadzenie i też lepsze trzymanie w zakręcie, pozwalające osiągać wyższe prędkości na wyjściach gdy jedzie się dynamicznie. Czy to oznacza skrętną tylną oś, aktywne stabilizatory i inne „czary” stosowane już przez konkurencję? Tych szczegółów Lexus jeszcze nie chciał zdradzić, za to dowiedzieliśmy się, że firma buduje w Japonii swój nowy poligon doświadczalny, na którym ten układ i przyszłe modele będą doskonalone.

Lexus LF-Z Electrified – nowe centrum R&D z torem testowym inspirowanym... Nürburgringiem?

Shimoyama Technical Center to centrum badawczo-rozwojowe, które częściowo już działa, a w pełni zostanie ukończone w 2024 r. Docelowo znajdzie się tu aż 10 torów testowych, w tym jeden z krętą nitką o długości 5,3 km i różnicach wysokości rzędu 70 metrów! Mały Nürburgring? Lexus oficjalnie przyznaje tylko, że na legendarnym niemieckim torze wzorowane jest jedynie... zaplecze techniczne. Ale znając zamiłowanie prezesa koncernu Toyota, Akio Toyody, do motosportu i w szczególności słynnego obiektu położonego w górach Eifel, podobieństw może być więcej. Już od dłuższego czasu krążyły plotki o tym, że firma buduje sobie swoją miniaturę wymagającej i uwielbianej przez producentów samochodów Nordschleife. Ponadto przeprowadzą się tu też działy działy designu, sprzedaży i marketingu – wszystko, by zacieśnić współpracę poszczególnych dywizji i lepiej rozumieć wzajemne potrzeby.

W większym stopniu Lexus podkreśla wpływ budowy obiektu na naturalne środowisko – Shimoyama Technical Center ma działać w symbiozie z naturą i lokalną społecznością. Ponadto Lexus zobowiązuje się wspierać odbudowę i zachowanie okolicznych lasów oraz pól ryżowych. Takie podejście jest zgodne z duchem obecnych czasów i stanowi wkład w proces zmniejszania wpływu działalności firmy na środowisko. Lexus zapowiada, że do 2050 r. osiągnie pełną neutralność emisji CO2 dla całego cyklu życia samochodu – od zaprojektowania i produkcji poszczególnych podzespołów aż po zezłomowanie.

Lexus LF-Z Electrified – co z elektrykami wodorowymi?

W bliższej perspektywie – do 2025 r. – Lexus zapowiada debiut 20 nowych lub zmodernizowanych modeli, z czego 10 będzie miało napęd w pełni elektryczny (z baterią), hybrydowy lub hybrydowy plug-in. Te ładowane z gniazdka mają wówczas osiągnąć 50-procentowy udział w sprzedaży. Zaraz, a co z elektrykami zasilanymi wodorowymi ogniwami paliwowymi? Czy ta technologia intensywnie rozwijana przez Toyotę i już produkowana seryjnie, nie będzie na razie dostępna dla Lexusa? Przedstawiciele japońskiej marki premium zdradzili tylko, że też prowadzą badania nad autami z tą technologią, ale póki co nie określają terminu ich debiutu.

W porządku, to kiedy zobaczymy LF-Z na ulicy i na ile jest on bliski temu co trafi do produkcji? I tu się gorzko rozczarowałem – okazuje się bowiem, że LF-Z nie jest bezpośrednio związany z modelem szykowanym do produkcji, a jedynie „symbolem ewolucji marki i ruchu Lexus Electrified”! Myślałem, że czasy konceptów, które nie mają żadnej seryjnej przyszłości już mijają, i technologie (albo strategie działania) pozwalają (czy wręcz nakazują) wprowadzać do sprzedaży auta w niewiele zmienionej formie od fazy koncepcyjnej (patrz Jaguar I-Pace, Audi e-tron GT). Więc o ile Lexus nie pozwala sobie tu na kokieterię, to możemy liczyć tylko na to, że elementy LF-Z odnajdziemy w przyszłych modelach – ale nie jako całość w tej formie.

Lexus LF-Z Electrified – to jeszcze nie koniec silników spalinowych

Podczas gdy inne marki już ogłaszają konkretne terminy zakończenia produkcji aut z silnikami spalinowymi, czy zaprzestania ich rozwoju, Lexus nieco ostrożniej podchodzi do tego typu deklaracji. Silniki spalinowe w różnych formach pozostaną w naszej ofercie ze względu na zróżnicowane tempo adaptacji elektromobilności w poszczególnych regionach świata powiedział Hiroo Togashi, Brand Manager Lexusa podczas wirtualnej premiery koncepcyjnego LF-Z. Czy to znaczy, że np. przed wolnossącym V8 jeszcze długa kariera? Togashi konkretów odnośnie tej konstrukcji nie chciał zdradzić, ale należy się spodziewać, że dni tego wspaniałego silnika są na rynkach UE policzone. Na innych rynkach z mniej restrykcyjnymi normami emisji spalin – niekoniecznie. Za to ważnym ogniwem przyszłej oferty Lexusa pozostaną hybrydy – zarówno te klasyczne, będące sztandarowym napędem Lexusów, jak i plug-in, których dotąd w ofercie nie było w ogóle.