Nissan GT-R zadebiutował w 2007 r. i wkrótce dorobił się przydomku Godzilla. Japoński potwór pod względem osiągów i ceny korzystnie wyróżniał się na tle konkurencji. Za te pieniądze – w Stanach od ok. 70 tys. dolarów, w Europie ok. 80 tys. euro – trudno byłoby znaleźć samochód o podobnych przyspieszeniach (2,8 s do „setki”), uzyskujący choćby zbliżone czasy na Nordschleife (7:26,7 min w przypadku pierwszego GT-R).

Pierwsza odmiana Nismo, nazwana na cześć działu Nissana odpowiedzialnego za przygotowanie samochodów do startów w zawodach sportowych, pojawiła się już w 2014 r. Obecnie prezentowany Nissan GT-R Nismo jest jego ewolucją.

Pod względem technicznym wielkich zmian nie ma – Nismo napędzane jest 600-konnym 3,8-litrowym V6 twin turbo z turbosprężarkami takimi jak w samochodach z wyścigów GT3. Jak to w przypadku takich maszyn bywa, za każdy składany ręcznie silnik odpowiedzialny jest nazwany z imienia i nazwiska technik, o czym informuje stosowna tabliczka certyfikacyjna.

Unowocześniony Nissan GT-R Nismo otrzymał hamulce Brembo z karbonowo-ceramicznymi tarczami o średnicy 410 mm z przodu i 390 mm z tyłu, największymi, jakie kiedykolwiek zamontowano w japońskim samochodzie sportowym.

Elementem wyróżniającym edycję specjalną jest maska silnika wykonana z włókna węglowego pokrytego przezroczystą powłoką. Rezygnacja z klasycznego lakierowania eksponuje misterny splot włókna węglowego i pozwala zaoszczędzić na masie – wprawdzie tylko 100 g, ale w supersportowych samochodach każdy gram się liczy. Poza tym edycja specjalna ma zaprojektowane dla niej 20-calowe, kute felgi aluminiowe z czerwonym akcentem, pasujących do detali nadwozia.

Oba warianty Nissana GT-R otrzymały nowe logo, które zadebiutowało w nowym SUV-ie Ariya – umieszczono je na pokrywie bagażnika i nakładkach na piasty kół. Zarówno zwykła wersja, jak i edycja specjalna występują w zarezerwowanym dla Nismo kolorze stalowej szarości.