Nowe Clio osadzone na zmodyfikowanej platformie CMF-B, którą dzieli z Nissanem Micra ma być, jak obiecuje producent, najbardziej zaawansowanym technologicznie samochodem w swojej klasie. Wygląd zewnętrzny nie będzie rewolucją, a jedynie ewolucją bardzo udanego designu, który mimo upływu lat wcale się nie zestarzał. Pozostaną ukryte w tylnych drzwiach klamki, a ukształtowanie karoserii będzie jeszcze wyraźniej nawiązywało do większego Megane.

Renault ma świadomość, że warunkiem skutecznej rywalizacji z konkurencją jest poprawa jakości wykonania wnętrza. Dlatego 70 proc. czasu, który został zainwestowany w opracowanie nowego modelu poświęcono właśnie wnętrzu. W najnowszym wcieleniu twarde, nieprzyjemne w dotyku plastiki zostały usunięte z pola widzenia kierowcy. Pojawił się też większy (9,3 cala) centralny wyświetlacz. Jak podkreślają inżynierowie Renault, obsługa ma być znacznie łatwiejsza i szybsza niż w obecnej generacji. Dzięki nowemu menu, kierowca będzie mógł sprawnie zawiadywać samochodem, nawet podczas podróży autostradą z dużą prędkością. 

Pod maską znajdą się silniki benzynowe o pojemności od 1 do 1,3 l oraz diesel 1.5 o mocy 115 KM. Wiadomo też, że w najbliższym czasie nie pojawi się elektryczna wersja Clio. Renault ma przecież w ofercie malucha na prąd o nazwie Zoe, który okazał się najlepiej sprzedającym się samochodem elektrycznym w Europie w 2017 roku. Ale w 2020 roku możemy się spodziewać wersji RS. Jeszcze nie wiadomo, czy z silnikiem 1.6, czy też 1.8 z Megane RS. 

Mimo, że w segmencie samochodów miejskich systemy autonomicznej jazdy nie są naturalnym wyposażeniem, nowe Clio będzie oferowało drugi poziom jazdy autonomicznej, który obejmuje możliwość prowadzenia bez trzymania rąk na kierownicy (wciąż niedozwoloną) oraz automatyczne parkowanie. Jeżeli Renault rzeczywiście poprawi jakość wykończenia i wyciszenie wnętrza oraz multimedia Clio może pozostać jedną z ciekawszych propozycji w klasie miejskich samochodów.