• Pierwszy Mercedes-Maybach Klasy S zadebiutował w 2015 roku, od tego czasu sprzedano ok. 60 tys. sztuk
  • Główne rynki zbytu to: Chiny, Korea Południowa, Niemcy, Rosja i USA
  • By obniżyć poziom hałasu, w kabinie zastosowano nową izolację i głośniki niskotonowe do emitowania dźwięku w przeciwfazie, za dopłatą opony ze specjalnym wyciszeniem z pianki
  • Więcej takich tekstów znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

Nie każdemu Klasa S nawet z dłuższym rozstawem osi może się podobać. Dla tych, którzy oczekują jeszcze więcej i nie sprawdzają ofert konkurencji, pozostaje już tylko jedno w salonie z gwiazdą: Mercedes-Maybach Klasy S. Jest nie tylko jeszcze bardziej ekskluzywny (upchano tak dużo szlachetnych materiałów, jak to tylko możliwe), ale i wyraźnie większy. Rozstaw osi powiększono bowiem o kolejne 18 cm w porównaniu z długą wersją Mercedesa Klasy S. A to z pewnością docenią szczególnie klienci w Azji. W końcu Chiny to jeden z najważniejszych rynków dla marki.

Prócz Chin Maybach szczególnie ceniony jest jeszcze w kilku innych krajach świata. Klientów nie brakuje bowiem także w Korei Południowej, Niemczech, Rosji oraz w USA. Tylko w zeszłym roku Daimlerowi udało się sprzedać ok 12 tys. egzemplarzy dotychczasowego modelu. Od chwili premiery w 2015 roku skusiło się łącznie 60 tys. nabywców. Nie dziwi zatem, że tuż po premierze Klasy S nie mogło zabraknąć kolejnej odmiany Maybacha. W pierwszej kolejności trafi ona m.in. do Chin i USA, gdzie pierwsi klienci będą mogli odebrać auta już w kwietniu przyszłego roku. Europa musi poczekać do lata.

Mercedes-Maybach Klasy S - dodatkowe 20 KM mocy

Na co zatem pozostaje czekać? Przede wszystkim na ogromną limuzynę o długości niemal 5,5 m i szerokości 1,9 m, którą poznamy nie tylko po charakterystycznym logo na nadwoziu. Samochód zyskał także jeszcze szersze tylne drzwi (w opcji sterowanie elektryczne) i dodatkowe okienka w tylnych słupkach. Z mniej szlachetnego pierwowzoru przejęto jedynie paletę silników wraz ze wspomaganiem elektrycznym (funkcja boost oznacza dodatkowe 20 KM i łatwiejszą jazdę w trybie żeglowania), które przydaje się także do pracy klimatyzacji (działa skutecznie również po wyłączeniu silnika przez start/stop i w trybie żeglowania).

Jakże nie wspomnieć o luksusie? Pasażerowie z tyłu mogą zatem liczyć na jeszcze bardziej komfortowe fotele ze zwiększoną regulacją podpórki nóg i funkcją rozkładania aż do pozycji do leżenia czy snu. Dodano masaż łydek oraz ogrzewanie ramion i karku i automatyczne podawanie pasa bezpieczeństwa (aktywujące się na podstawie analizy gestów i ruchu ciała). Zadbano także o efektywniejsze wygłuszenie (grubsze izolowane szyby i pianki absorbujące w nadkolach) z aktywnym tłumieniem hałasu przy użyciu głośników niskotonowych Burmester (pracują w przeciwfazie, by maskować niepożądane szumy) oraz opcjonalnym zestawem opon z wbudowanymi piankowymi tłumikami (piankowe klocki przyklejane do wewnętrznej części opony). Nawet oświetlenie dostosowano do potrzeb wymagającej klienteli. Mogą bowiem zmienić nie tylko jasność czy tryb (do pracy czy do wypoczynku) ale nawet rozmiar i kierunek wiązki świetlnej.

Mercedes-Maybach Klasy S - nawet miliarderzy muszą dopłacić za większe bezpieczeństwo

Interesująca jest lista opcji w reprezentacyjnej limuzynie. Klienci muszą zatem dopłacić m.in. za elektrycznie sterowane tylne drzwi, przednie reflektory LED (aż 1,3 mln mikroluster) z funkcją projekcji na drodze znaków ostrzegawczych i symboli, dodatkowe ekrany w kabinie (łącznie może być ich aż 5), pakiet First Class z drewnianym wykończeniem, cyfrowego asystenta wnętrza dla osób z tyłu (śledzi gesty rąk, kierunek spojrzenia i mowę ciała) czy adaptacyjne zawieszenie z instalacją elektryczną 48V i kamerami do skanowania nawierzchni. Dopłacić trzeba także do podwyższonego poziomu bezpieczeństwa. W opcji jest bowiem tylna poduszka aktywowana by zmniejszyć obciążenie głowy i szyi.

Nie zabrakło także płatnych dodatków, które ułatwią życie szoferowi. By łatwiej zawracać kolosem, trzeba dopłacić do skrętnej tylnej osi, dzięki której średnicę zawracania skrócono prawie o 2 metry (zamiast 13,1 m jest 11,2 m). Zawsze coś, nieprawdaż?