• Nowy Ghost jest o prawie 15 cm dłuższy od poprzednika
  • To mniejsza z dwóch limuzyn Rolls-Royce'a, stworzona z myślą także o tych właścicielach, którzy sami chcą zasiadać za kierownicą
  • Cena nowego Ghosta zaczyna się od 250 000 euro netto – bez akcyzy i podatku VAT
  • Więcej takich historii znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

Rolls-Royce lubuje się nie tylko w niełatwych do wymówienia nazwach modeli, lecz także w nieprzetłumaczalnych słowach, określających wyjątkowe cechy swoich aut. W oryginalnym brzmieniu idealnie oddają istotę rzeczy – waftability, effortlessness – z przetłumaczeniem i trafieniem w sedno bywa już nieco trudniej.

Nowy termin do przyswojenia i przekładu brzmi: post-opulence. Tym hasłem Rolls-Royce określił filozofię, która przyświecała projektantom przy tworzeniu nowego Ghosta. W uproszczeniu, za post-opulence kryje się minimalizm i oszczędność formy, to przeciwieństwo „miernokracji premium”. Jak miałoby to wyglądać w przypadku marki, która uchodzi za samochodowy szczyt doskonałości i symbol najwyższego luksusu? Wybrałem się na polską premierę nowego Rolls-Royce'a Ghosta, by to zbadać.

Dla przypomnienia: Ghost to ta nieco mniejsza z limuzyn Rolls-Royce'a. Ta, którą bez poczucia wstydu właściciel może też użytkować bez szofera. Przy czym mniejsza oczywiście nie znaczy mała: 5,55 m długości mierzy nowy Ghost, o blisko 15 cm więcej od swojego poprzednika, który utrzymał się na rynku przez prawie 11 lat.

Na zdjęciach nowy Ghost nie wygląda na tak ogromne auto. Na żywo, na pierwszy rzut oka – też nie. I chyba właśnie o to też chodziło projektantom. Ten wóz ma prezencję, ale forma faktycznie jest mniej przytłaczająca niż w większym Phantomie czy SUV-ie Cullinanie. Rozmiar czuć tak naprawdę dopiero, kiedy trzeba obejść to auto dookoła, albo... zmieścić je w kadrze zdjęcia, gdy nie ma się dość „odejścia” od fotografowanego obiektu.

Grill był tradycyjnie wzorowany na Panteonie w Rzymie, wciąż potężny, jednak estetycznie wyraźnie trzyma dystans do tego w Phantomie i ma inne proporcje – jest szerszy i niższy. W nocy pionowe lamele rozświetlają białe diody... Zaraz, a ten minimalizm? Towarzyszący mi ekspert Rolls-Royce'a ze zrozumieniem wskazuje na matowione wewnętrzne strony listewek: „dzięki temu odbijają mniej światła”. Czyli grill ma być widoczny, ale nie bić po oczach nadmiernymi refleksami.

Nowy Rolls-Royce Ghost – lepiej mu w ciemnej kolorystyce

Podziwiamy egzemplarz w jasnej szarości, kolorze nietypowym dla tej marki i o tyle nieszczęśliwym dla nowego Ghosta, że w moim odczuciu za bardzo odznacza się tu dolna część przedniego zderzaka z kratką z czarnego plastiku. Pierwsze oficjalne zdjęcia nowego Ghosta również prezentowały jasne auto, i też mnie to drażniło. Zdecydowanie korzystniej prezentuje się stojący vis-a-vis egzemplarz w zniewalającej, bardzo ciemnej zieleni, gdzie wspominany czarny element nie rzucał się tak bardzo w oczy.

Sylwetka Ghosta rzeczywiście jest bardzo oszczędna w zdobienia i czysta. Wrażenie robi brak widocznych łączeń między dachem a bocznymi elementami nadwozia. Podobno ten efekt wymaga jednoczesnej pracy 4 rzemieślników – dwóch spawa, dwóch chłodzi. Do tego profile aluminiowych blach zaprojektowano w taki sposób, by pomieścić wystarczająco dużo materiałów izolujących hałas (w sumie jest tego około 100 kg), a same panele progowe mają kształt i wymiary dopasowane do zakresu częstotliwości głośników – w ten sposób pełnią rolę komór rezonansowych, czyli samochód staje się... głośnikiem niskotonowym. Musiałem się dwa razy dopytać mojego rozmówcy, by pojąć, że faktycznie tak jest.

W ogóle wyciszenie to ciekawe zagadnienie w Ghoście. Akustycznie dopracowywano tutaj nawet... wał napędowy. Auto mogło być jeszcze cichsze w środku, ale klienci, którym jeszcze na etapie prac konstrukcyjnych pokazano prototyp, uznali że... jest zbyt ciche. Podczas jazdy Rolls-Royce ma szeleścić, „mówić” szeptem – inżynierowie, projektując wygłuszenia, musieli znaleźć taki zakres częstotliwości dźwięku, który byłby relaksujący, ale nie... niepokojąco niemy dla ludzkiego ucha.

Nowy Rolls-Royce Ghost – ach, te dywaniki...

Nim zajmę miejsce na tylnej kanapie, nie mogę sobie odmówić przyjemności przeczesania dłonią jasnych dywaników z grubej i aksamitnie miękkiej wełny jagnięcej. Jakaż to musi być przyjemność zatopić w tym stopy... Ale czy jest to zgodne z „post opulence”? Chyba nie. I chyba na pewno klienci Rollsa urządziliby protest pod siedzibą firmy, gdyby ta w imię tej czy innej filozofii postanowiła zaprzestać strzyżenia specjalnie hodowanych w USA małych owiec i tkania dywaników. Stałbym tam razem z nimi! Rolls-Royce jest jednak marką, która uważnie słucha sugestii swoich klientów.

Rozsiadam się na nieopisanie wygodnym fotelu i przyciskiem domykam elektrycznie sterowane drzwi. Z eleganckim kliknięciem wpadają w zamek, a ja słyszę... ciszę, choć wokół auta stoją rozmawiający ze sobą ludzie. Więc faktycznie podczas jazdy mogą tu być słyszalne tylko odgłosy generowane przez samochód, dochodzące do uszu podróżujących w precyzyjnie skomponowanej częstotliwości i natężeniu.

Naciskam przycisk i z przedniego fotela elektrycznie odchyla się najpierw stoliczek, wykończony matowym fornirem, a za nim dotykowy ekran systemu info-rozrywki. Nad głową mam słynną podsufitkę z maleńkimi diodami, przypominającą rozgwieżdżone niebo. Nowym „bajerem” tego marzycielskiego gadżetu jest funkcja spadających gwiazd. Cudne!

Nowy Rolls-Royce Ghost – czego życzy klient?

Jakie życzenia mogą mieć ludzie, których stać na limuzynę za ok. 1,7 mln złotych? Z takich mniejszych pragnień to klienci Rolls-Royce'a podobno zgłaszali potrzebę drugiego poziomu chłodzenia w pokładowej lodówce, by w zależności od pory roku móc delektować się w podróży odpowiednio schłodzonym szampanem lub czymś mocniejszym, bardziej zmrożonym. Odwracam się przez lewę ramię, otwieram klapkę i... faktycznie – jest para kryształowych kieliszków i chłodziarka z guziczkiem pozwalającym wybierać między dwoma trybami pracy.

Nie wiem, czy nazwałbym to, co mnie otacza minimalizmem, ale rzeczywiście: wszelkie guziki do uprzyjemniania sobie spędzanego tu czasu poukrywano dość dyskretnie, a skóra, którą wykończono niemal wszystkie dające się dotknąć elementy, zachwyca gładkością, i jest niemal pozbawiona szwów. Na ogromnym płacie zdobiącym boczek drzwi znajduje się pięknie wytłoczona Spirit of Ecstasy – mój ulubiony detal w kabinie.

Nowy Rolls-Royce Ghost – jak na chmurce

W ogóle nie mam ochoty się stąd ruszać. Siedzę jak na chmurce, głowę opieram o miękki niczym obłoczek jasiek na zagłówku. Obowiązkowo muszę jednak zrobić to, co podobno czynią właściciele Ghostów – usiąść za kierownicą. Ciągnę za klamkę dwukrotnie i póki jej nie puszczę, drzwi samoczynnie się odchylają. Żyroskopy wykrywają, czy auto nie stoi na pochyłości i odpowiednio regulują moc silnika w mechanizmie. W drzwiach ukryto także słynne parasole.

Deska rozdzielcza Ghosta zachowała wszystkie kluczowe cechy Rolls-Royce'a: metalowe kratki nawiewów z opornie przesuwającymi się szpilkami do regulacji przepływu powietrza, poziome pierścienie na module klimatyzacji (i brak wyświetlacza tegoż) czy panel sterowania światłami ze stojącym przełącznikiem i pierścieniem do regulacji podświetlenia zegarów.

Chrom, drewno i skóra ścielą się gęsto, a zamiast analogowych zegarów są 3 pierścienie nałożone na ekran wyświetlający... tarcze zegarów i wskazówki! Czy da się tu coś innego wyświetlić, skonfigurować, zamienić kliknięciem wskaźnik rezerwy mocy na obrotomierz? Otóż nie. To po co wirtualne zegary? Jak się dowiaduję chodziło o to, by zwiększyć pole do wyświetlania komunikatów ostrzegawczych systemów asystujących. Ale przecież nad zestawem wirtualnych zegarów znajduje się jeszcze head-up, który też może dostarczać piktogramy nie do przeoczenia...

Nowy Rolls-Royce Ghost – czy te wirtualne zegary naprawdę muszą tu być?

W moim odczuciu wirtualne zegary są jedyną rzeczą, która zmieniła się tu na niekorzyść, ale z resztą jest mi niepokojąco bardzo po drodze. Multimediami steruje się najlepszym pod słońcem rozwiązaniem z BMW, czyli wielofunkcyjnym pokrętłem, ale można też dotykowo na ekranie. Jest nawet specjalne menu do zarządzania pozycją figurki Spirit of Ecstasy na masce. Obok monitora znajduje się misternie podświetlony napis GHOST na rozgwieżdżonym tle. Podobno osiągnięcie takiego efektu iluminacji wymagało od konstruktorów kokpitu Ghosta jakichś niesamowitych rozwiązań. Ja się zastanawiam, czy w nocy te 850 mikrogwiazdek nie razi w oczy...

Jeszcze bardziej interesowałoby mnie jednak, jak ten postprzepychowy cud techniki jeździ. Mimo niesprzyjających okoliczności dla ogromnych silników spalinowych, Rolls-Royce'owi udało się nie tylko utrzymać pod maską podwójnie doładowane V12, ale też zwiększyć jego pojemność do 6,75 l, a moc do 571 KM. 850 Nm momentu obrotowego jest dostępne już od 1600 obr./min. Czy przy takich parametrach ktoś potrzebuje elektrycznego Rollsa? Prędzej niż później to też nastąpi, tymczasem Rolls-Royce podkreśla, że to ich pierwsza limuzyna z napędem na 4 koła (bo tak życzyli sobie klienci udający się Ghostem m.in. zimą na narty), oraz pierwszy model w historii marki ze skrętnymi tylnymi kołami.

Nowy Rolls-Royce Ghost – system zawieszenia „Planar”

Układ jezdny ma zapewniać nowy poziom stabilności prowadzenia oraz komfortu, porównywalnego z... lotem na dywanie. Pneumatyczne, adaptacyjne zawieszenie automatycznie reguluje swoje nastawy, m.in. na podstawie informacji, które dostarczają kamery skanujące drogę przed samochodem, ale też stylu jazdy kierowcy i danych z nawigacji. Samodzielnie niczego tu nie zmienimy, nie przewidziano zdefiniowanych trybów pracy. Dla dodatkowej poprawy komfortu, przy mocowaniu górnych wahaczy przedniej osi znalazły się amortyzatory niwelujące drgania. Rolls-Royce'owe hasło do zapamiętania: Planar – tak nazywa się innowacyjny system zawieszenia Ghosta. Czyli ma być idealnie... płasko.

Po pewnym czasie głaskania wyrafinowanych elementów wnętrza, zachwycania się tym kunsztem wykonania, zaczynam odczuwać... przebodźcowanie. Post opulence? Być może w wymiarze estetycznym. Rolls-Royce to wciąż Rolls-Royce, który umożliwia przeżywanie czegoś, czego nie doświadczysz w żadnym innym samochodzie – i to zanim przejedziesz choćby metr.