City Transformer wygląda trochę jak zabudowany wózek elektryczny, z którego uwielbiają korzystać brytyjscy emeryci. Jest jednak czymś więcej, bo ma klimatyzowaną kabinę i funkcję, za którą daliby się pokroić mieszkańcy zatłoczonych metropolii – zmniejszaną na żądanie szerokość pojazdu. Po naciśnięciu przycisku City Transformer zwęża się ze 140 cm do zaledwie 100 cm. I tu właśnie Triggo wychodzi na prowadzenie.

City Transformer? Triggo górą!

W mieście liczy się przecież każdy centymetr i to dlatego powstają takie projekty. Ten, kto ma mniejsze auto, ten jest królem, bo wciśnie się tam, gdzie nie zmieszczą się inni. A zaprezentowane dużo wcześniej Triggo wjedzie w taką lukę, która pokona City Transformera – w trybie manewrowym (do 35 km/h) polski pojazd ma zaledwie 86 cm szerokości (to aż 14 cm różnicy!). W trybie drogowym, w którym można poruszać się z wyższymi prędkościami (maksymalnie 90 km/h), rozstaw kół wzrasta do 148 cm.

Izraelskie autko ma za to większą baterię. Dzięki niej zamiast 100 km (jak Triggo), będzie mogło przejechać prawie dwukrotnie dłuższy dystans – 180 km. Inaczej też obmyślono zakres prędkości w poszczególnych trybach. City Transformem w trybie parkingowym "pędzić" można nawet 40 km/h. Prędkość maksymalna? Taka sama jak w Triggo. I co tu teraz wybrać?

Polskie autko ma trafić do produkcji seryjnej w drugiej połowie 2022 r. Cena? Wciąż nie zapadły w tej kwestii kluczowe decyzje, ale z dużym prawdopodobieństwem Triggo będzie tańsze od City Transformera. Izraelczycy żądają za swój produkt aż 16 tys. euro, czyli w przeliczeniu 73,5 tys. zł! Regulowany rozstaw kół to niezły bajer, ale kto zapłaci za niego aż tyle?