Francja, lata 20. XX wieku. Urodzony w Turynie młody Henri-Teodore Pigozzi swoją biznesową karierę zaczął od skupowania złomu i wysyłania go do Włoch. Nieco później zajął się sprzedażą we Francji Fiatów. Niestety, kryzys z 1929 r. sprawił, że europejskie państwa zaczęły chronić swoje osłabione narodowe firmy i na towary przemysłowe z zagranicy, w tym samochody, nakładać wysokie cła. Aby je ominąć już w połowie lat 30. Pigozziemu udaje się uruchomić montownię włoskich aut na rynek francuski – dzięki temu sprzedawane we Francji samochody mogą być sporo tańsze i bardziej konkurencyjne. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że za Pigozzim tak naprawdę stał Fiat. Tak powstała marka SIMCA (Société Industrielle de Mécanique et Carosserie Automobile) – przedsiębiorstwo zajmujące się produkcją licencyjnych mechanicznych i karoseryjnych części samochodowych, z których powstawały gotowe pojazdy. Początkowo nazywały się one Simca-Fiat, a od 1938 r. po prostu Simca.

W 1936 r. we francuskiej fabryce Nanterre rozpoczęto produkować licencyjnego Fiata Topolino, którego nazwano Simca Cinq (czyli 5). Co ciekawe: kopia zaczęła zjeżdżać z francuskiej taśmy produkcyjnej 15 dni przed włoskim oryginałem. Auto kosztowało 9900 franków, co było wówczas wręcz dumpingową ceną (mniej więcej tyle przez 6 miesięcy zarabiał wykwalifikowany robotnik), więc samochód sprzedawał się doskonale. Rok później pojawiła się Simca 8 – licencyjna wersja Fiata Balilli, która też okazała się sukcesem. Co ciekawe, "ósemka" powstawała na tych samych tłocznikach co polskie i włoskie Fiaty – po wykonaniu partii poszyć dla Simki, tłoczniki wracały do Turynu lub Warszawy. Takie były początki firmy.

Simca Aronde 90A: "jaskółka" zmienia zasady gry

Po wojnie, która nie wyrządziła Simce większych szkód, wrócono do wytwarzania modeli 5 i 8, jednocześnie rozpoczęły się prace nad własnymi autami. W 1951 r. zaprezentowano dość awangardowy projekt Aronde, który... był bardzo podobny do Fiata 1400. Pierwsze auta były napędzane jeszcze silnikami konstrukcyjnie pamiętającymi Fiata 508. Choć osiągi nie były powalające, to nowoczesne i zgrabne nadwozie zwracało na siebie uwagę.

Dzięki temu Aronde wywarła ogromny wpływ na rozwój europejskiego rynku motoryzacyjnego. W 1952 r., w celach marketingowych, przeprowadzono jazdy na torze Linas-Monthlery. Samochód ustanowił tam pięć międzynarodowych rekordów. Najważniejsze z nich to przejechanie 25 tys. km ze średnią prędkością 117,609 km/h i 50 tys. km z prędkością 117,276 km/h. Z powodu urwanej półosi zespół nie dojechał do zamierzonych 100 000 km.

Dla świata motoryzacyjnego najbardziej znany jest rekord z 1957 r., gdy Simca Aronde A90 (seryjny numer 538.080, model Elysé 1300 w kolorze ciemnozielonym, wyposażonym w unowocześniony silnik Flash) prowadzona przez zakładowego kierowcę Michela Gauthiera pokonała dystans 102 879 km przy średniej prędkości 113 km/h. Aby wykorzystać ten sukces, Simca umieściła na tylnych klapach wszystkich swoich modeli z 1958 r. emblemat z kulą ziemską opasaną napisem "Record du Monde" (rekord świata).

Simca Aronde 90A: nie tylko rekordy

Dzięki rekordom Simca zyskała rozgłos, który udowodnił niezawodność samochodu. Właśnie w 1958 r. do naszego kraju zaczęto importować Simki Aronde, które poprzez talony i przydziały trafiały głównie do "zasłużonych" przedstawicieli ludu pracującego. Głównymi ich odbiorcami byli górnicy-przodownicy, wyróżniający się członkowie PZPR, a także artyści (czarny egzemplarz o numerze rejestracyjnym H79-053 posiadał uznany fotograf Warszawy Zbyszek Siemaszko). Nawiasem mówiąc: rekordy Simki udało się pobić dopiero w 1973 r. naszemu Fiatowi 125p.

Nasz egzemplarz to model Aronde 90A z 1958 r., czyli tzw. jaskółka, która zawojowała rynek aut popularnych nie tylko we Francji. Na podobnych zasadach co w Polsce auto było sprzedawane także w Czechosłowacji. To właśnie z Czech nasz egzemplarz został sprowadzony do Polski w 2004 r. Przed rokiem auto wzbogaciło zbiory Muzeum Techniki im. Władysława Drybsa.

Simca Aronde 90A: niezła, ale nie idealna

Samochód jest zachowany w bardzo dobrym stanie blacharskim i mechanicznym. Niestety, brak dostępności części znacząco wpływa na stan zachowania pojazdu pod kątem detali – do dziś poszukujemy np. napisu Simca na tylną klapę. Ten czterodrzwiowy sedan na dwóch kanapach mógł spokojnie pomieścić 4 dorosłe osoby. Zmodernizowany model Aronde 90A z nowoczesnym silnikiem Flash o pojemności 1290 ccm i mocy 48 KM rozpędzał auto do 135 km/h w 24 sekundy – dziś nie robi to żadnego wrażenia, ale pod koniec lat 50. auto uznawane było za bardzo żwawe. Oczywiście, silnik umieszczony jest z przodu i napędza tylne koła. Znakiem rozpoznawczym modelu Aronde jest charakterystyczna atrapa, która przypominała nieco wielki wąs.

W ogóle cały wóz należy uznać za małe dzieło sztuki. Na desce rozdzielczej uwagę przykuwa ogromny zegar, rozmiarem przypominający zegary ścienne. Poza nim na panelu deski nie znajdziemy żadnych przełączników (w tej wersji włączanie ogrzewania odbywało się ręcznie pod maską silnika), a jedynie stacyjkę po lewej stronie. Co ciekawe, oryginalny kluczyk przekręca się w niej także w lewą stronę.

Cała deska stylistycznie przywołuje najlepsze wzory z lat 50. Po prawej stronie umieszczono trzy klapki. Pod pierwszą znajdziemy radio, pod drugą popielniczkę, a pod trzecią schowek na rękawiczki. W aucie nie ma podłokietników, a drzwi zamyka się klamkami, które do złudzenia przypominają te, które znamy z babcinych kredensów. A to jednak jest fabryczne wyposażenie! Pojemny bagażnik posiadał bardzo nisko próg załadunku, a koło zapasowe jest umieszczone pod jego podłogą.

Simca Aronde 90A: przede wszystkim komfortowo

A jak Simca jeździ? Zadziwiająco sprawnie i komfortowo. Pod wieloma względami bardzo przypomina... Fiata 125p z pierwszej serii. I nie chodzi tu tylko o identyczne umieszczenie pod kierownicą drążka biegów (z takim samym schematem ich przełączania), lecz ogólne wrażenia. Oczywiście, pod każdym względem starsza o 10 lat Simca wypada trochę gorzej od Fiata (dynamika, skuteczność hamulców, hałas we wnętrzu) – różnice są odczuwalne, ale wcale nie są duże.

Nasz egzemplarz czynnie bierze udział w weterańskim ruchu oldtimerów, wywołując niemałe zamieszanie, gdziekolwiek się pojawi. Co ciekawe, wiele starszych osób pamięta tę markę i z radością wspomina historie związane z rodzinnymi podróżami Simką. Aronde w naszym kraju jest naprawdę niewiele, a jeżdżących egzemplarzy jest chyba tyle, co zachowanych Mikrusów MR-300.

Simca Aronde 90A: plus/minus

Choć wszystkich generacji Aronde wyprodukowano 1,4 mln sztuk, Simca 90 A to samochód szalenie oryginalny i niespotykany na zlotach w Polsce. Auto jest do tego dość trwałe i komfortowe. Można je porównać do małej Warszawy 203 lub nawet Fiata 125p z pierwszego okresu produkcji. Pojawienie się nim na rajdzie lub zlocie to gwarancja wybicia się z gąszczu Polonezów, Maluchów czy Mercedesów. Ale uwaga – ten samochód zdecydowanie nie nadaje się jako zalążek kolekcji. Ze względu na rzadkość występowania jego eksploatacja wymaga specyficznego podejścia – to nie auto dla osób w gorącej wodzie kąpanych. Konstrukcja jest prosta i bezproblemowa w naprawach, ale znalezienie potrzebnych części może wymagać czasu i kontaktów w zagranicznych klubach Simki.

Simca Aronde 90A: części zamienne

W polskich portalach ogłoszeniowych części zamienne do Aronde nie występują (jedyny element, który znaleźliśmy to licznik za 350 zł). We Francji także nie jest najlepiej. W wielu przypadkach pozostaje zakup wraka i kanibalizm części. Nie ma co liczyć, że coś kiedyś się trafi – te auta, jeśli już się pojawiają u nas w ogłoszeniach, to zazwyczaj jako wraki lub rozgrzebane remonty. Jest to pojazd dla wytrawnego kolekcjonera, który nie boi się poszukiwać i dobierać części eksploatacyjnych z współczesnych dostępnych na rynku. Warto także zaprzyjaźnić się z tokarzem/frezerem, który będzie dopasowywał lub dorabiał nam różne potrzebne elementy.

Simca Aronde 90A: części zamienne

Jedyne Simki Aronde, które bez problemu można w Polsce kupić to... modeliki. W ogłoszeniach znaleźliśmy jedno prawdzie auto, ale była to późniejsza generacja (P60) i właśnie oferty sprzedaży tej wersji dominują na europejskim rynku. Samochód z 1960 r. (do renowacji, ale kompletny) został wyceniony na 13,9 tys. zł. Zdziwiło nas natomiast to, że nawet we Francji znalezienie Aronde 90 A wcale nie jest takie proste – w internecie jest zaledwie kilka ofert (w tym także z Belgii i Holandii). Wywoławcze ceny samochodów do remontu oscylują wokół kwot 7-8 tys. euro. Według cennika Classic Data Aronde 90 A w stanie 2 (czyli odpowiadającym 2-, 3-letniemu normalnie użytkowanemu autu) kosztuje 10 tys. euro (stan 3: 6300 euro). Znaleźliśmy też ofertę z Wielkiej Brytanii – za niebrzydkie auto z kierownicą po prawej stronie żądano 4,5 tys. funtów.

Simca Aronde 90A: sytuacja rynkowa

Kupno Aronde nie jest wcale łatwym zadaniem, ale ze względu na wyjątkowo ciężką sytuację z częściami remont jest jeszcze trudniejszy. Dlatego chętnych na posiadanie tego ciekawego i po prostu przyjemnego w jeździe auta namawiamy do głębszego sięgnięcia do portfela i kupienia samochodu przede wszystkim kompletnego, a do tego w dobrym stanie – różnica w cenach ładnych i przeciętnych egzemplarzy jest na tyle mała, że nie pokryje wydatków związanych z ewentualnym remontem. Tańszą alternatywą jest znacznie powszechniej występujący model P60.

Simca Aronde 90A: dane techniczne

Silnik benzynowy, rzędowy, 4-cylindrowy, umieszczony poprzecznie z przodu, chłodzony cieczą, wałek rozrządu w bloku, 2 zawory na cylinder
Pojemność skokowa 1290 ccm
Moc maksymalna 34,5 kW (47 KM) przy 4500 obr./min.
Maksymalny moment obrotowy 90 Nm przy 2600 obr./min.
Napęd 4-biegowa skrzynia manualna, pierwszy bieg niezsynchronizowany
Opony 5.50 x 15
Średnie zużycie paliwa (fabryczne) ok. 10 l/100 km
Masa własna 1140 kg
Prędkość maksymalna 120 km/h
Długość/szerokość/wysokość 4064/1549/1524 mm
Rozstaw osi 2438 mm
Cena nowego auta 6300 DM (Niemcy, 1955)

Simca Aronde 90A: rys historyczny

Świetna sprzedaż modelu Aronde spowodowała, że firma zaczęła rozglądać się za nową fabryką. W 1954 r. Simca przejęła od Forda zakład produkcyjny w Poissy, który był wówczas jednym z nowocześniejszych w Europie. W zamian Ford otrzymał 15 proc. akcji Simki. Dużym udziałowcem firmy były też włoskie banki (w rzeczywistości stała za nimi rodzina Agnellich, czyli właściciele Fiata). W 1958 r. udziały Forda odkupił amerykański Chrysler i z roku na rok zwiększał swoje finansowe zaangażowanie. W 1971 r. z interesu zdecydował się wyjść Fiat i sprzedał swoje akcje Chryslerowi, który miał pakiet 96,7 proc. wszystkich udziałów – w ten sposób Simca stała się firmą amerykańską. Ale nie na długo. W 1978 r. Chrysler zdecydował pozbyć się przedsiębiorstwa. Wybór padł na Peugeota. W ten sposób na rynku pojawiły się samochody marki Talbot, które produkowano jeszcze w latach 80. Ostatnim Talbotem był dostawczy model Express (czyli po prostu Peugeot J5/Fiat Ducato), którego produkcja zakończyła się w 1992 r.