W pierwszej serii Polonezów pod maską znajdowały się najczęściej znane z Fiata 125p silniki 1.3 lub 1.5 (odpowiednio 60 i 70 KM) – można o nich powiedzieć wiele, ale z pewnością nie to, że udawało się im uczynić z ważącego ponad 1100 kg pojazdu dynamiczne i żwawe auto. Zresztą założenia konstrukcyjne Poloneza przewidywały, że do napędu tego samochodu zostanie zaprzęgnięta zupełnie nowa gama motorów, z "dwulitrówką" na czele.
Gdy w 1978 roku pierwsze Polonezy zjeżdżały z taśm FSO, sytuacja gospodarcza w Polsce nie wyglądała zbyt różowo. Ekipa Edwarda Gierka, która na początku lat 70. XX w. olbrzymim nakładem sił i nie swoich, lecz pochodzących z kredytów środków zmodernizowała przemysł, została postawiona pod ścianą – plan, by pożyczki spłacać gotowymi wyrobami z nowych fabryk, spalił na panewce, bo zaczęło brakować pieniędzy na... zakupy surowców. O tak skomplikowanym i drogim przedsięwzięciu, jak budowa fabryki silników, można było zapomnieć. Poza tym pomysł na nowe jednostki napędowe do Poloneza przewidywał zakup licencji, a to oznaczało dodatkowe koszty. Na wiele lat auto "utknęło" z motorem 1.5, który do tego samochodu był po prostu za słaby. W 1980 r. pojawiła się tzw. seria wzmocniona o mocy 82 KM, ale większość egzemplarzy w nią wyposażonych trafiła na eksport (można je rozpoznać po znaczku "Polmo" na prawej górnej części wlotu powietrza).
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Trzeba oddać sprawiedliwość zatrudnionym w FSO inżynierom, że mimo niewielkich dostępnych środków próbowali coś z tym fantem zrobić. W latach 80. powstało nawet kilka doładowanych odmian silnika 1.5 (190 KM), pomyślanych o wykorzystaniu w sporcie, ale pomysł wprowadzenia do produkcji cywilnej wersji o mniejszej mocy (95 KM) zarzucono ze względu na niską trwałość jednostki. Okresy "silnikowej smuty" przerywało montowanie pod maską Polonezów fiatowskich motorów 2.0 o mocy 112 KM – pierwsze jednostki trafiły do Polonezów już w 1979 roku, a więc zaledwie po roku od rozpoczęcia produkcji.
O autach z dwulitrowymi silnikami krążą legendy. Początkowo wersje te kupowano dla szeroko pojętych organów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Później stanowiły rodzaj nagrody dla zaufanych ludzi aparatu państwowego. Gdy resurs auta "zatrudnionego" w państwowej instytucji się kończył, pojazd trafiał na aukcje i w efekcie w prywatne ręce. Wiele "firm" dopuszczało także możliwość odkupienia takiego samochodu przez pracowników – jeśli kierowca wiedział, że za kilka lat będzie mógł kupić dane auto, dbał o nie jak o swoje. Mimo to oryginalnych Polonezów z silnikiem z Fiata 131/132, a później też od Forda, nie znajdziemy dużo.
Dlatego właśnie wiele osób decyduje się na budowę replik. Nasz zdjęciowy bohater to właśnie taki przypadek. Jego właściciel nie bez racji przyznaje: "Włożyłem do niego dwulitrówkę z Fiata, by jeździć tym autem z prawdziwą przyjemnością, a nie za karę". Oprócz motoru zmieniono też skrzynię biegów, wydech ("Nie włączam w ogóle radia, dźwięk silnika wystarcza mi w zupełności" – dodaje właściciel), a także dołożono wspomaganie kierownicy. Przekładnia z Argenty wymagała drobnej modyfikacji nadwozia, ale naszym zdaniem jest to usprawiedliwiony zabieg – już przy lżejszym motorze 1.5 kręcenie kierownicą "peloponeza" wymagało krzepy. Za podstawę do budowy posłużył egzemplarz z 1983 roku o przebiegu 29 tys. km. Właściciel auta nie próbował oszacować, jaki był całkowity koszt projektu, ale widząc czystość wykonanych prac, wydaje nam się, że same modyfikacje kosztowały kilka tys. zł.
W aucie pozostawiono natomiast oryginalny tylny most, czyli jedną z największych bolączek konstrukcji pojazdu z FSO. Co prawda, poza wersją Truck rzadko się zdarzało, by most rozleciał się tak, żeby nie można było autem jeździć, ale wyjące już przy prędkości 70-80 km/h polskie dyferencjały dawały niespotykany w innych pojazdach (oczywiście poza FSO 125p!) efekt stereo: "wyjec" z tyłu "sieczkarnia" (czyli charakterystycznie brzmiący silnik 1.5/1.6 OHV z przebiegiem kilkudziesięciu tys. km) z przodu. Rozwiązanie to most jugosłowiański.
Największą bolączką Polonezów z dzisiejszego punktu widzenia była jednak korozja. Tu konstruktorzy z FSO nie byli tak ambitni, jak w przypadku silników. Brak otworów odpływowych (np. między tylnymi drzwiami a kołem) lub niewłaściwe ich umieszczenie, olbrzymie wloty... błota spod prawego przedniego koła w podłużnicach (nie we wszystkich egzemplarzach zaślepione), a do tego konstrukcja utrudniająca prawidłowe wprowadzenie preparatów antykorozyjnych – to podstawowe błędy. Jeśli Polonez nie trafił w ręce właściwego człowieka, który wiedział, gdzie w podciągach albo po wewnętrznej stronie słupka dachowego zrobić dziurkę na lancę z antykorozyjnym szuwaksem, to samochód naprawdę nikł w oczach.
Dziś Polonezem warto zainteresować się np. wtedy, gdy potrzebujemy funkcjonalnego auta rodzinnego. Dwie dorosłe osoby i dwójka dzieci będą podróżowały w komfortowych warunkach, a w aucie zmieści się też spory bagaż (jeśli tylko w kufrze nie zagościła butla z LPG). Nawet jeśli trafi nam się egzemplarz z początku produkcji, bez pasów na tylnej kanapie, to i tak ich zamontowanie jest proste i tanie – radzimy od razu założyć pasy bezwładnościowe, bo zapięcie dziecka w foteliku przy pasach statycznych to zły pomysł. Nad mechaniką Poloneza da się zapanować, a jeśli szukamy samochodu do spokojnej jazdy, wystarczą nam silniki 1.5 lub 1.6. Genialnie ustawiony w stronę wnętrza kabiny drążek zmiany biegów i charakterystyczny świst świeżego wydechu są nie do podrobienia.
Historia Poloneza
- 1978: rozpoczęcie produkcji w FSO
- 1979: pierwsze auta z nadwoziem 3d (od 1981 r. wersja Coupé)
- 1983: pierwszy FL, Polonez otrzymuje m.in. elektroniczny zapłon
- 1984: fabrykę opuszcza kilkadziesiąt sztuk z włoskim turbodieslem VM 2.0/84 KM (seria próbna na potrzeby eksportowe)
- 1985: kolejny FL, auto z nowym przodem (tzw. nosek) od wersji Coupé
- 1986: silnik 1.6 (1.5 pozostaje w produkcji)
- 1989: nowy tył (z dłuższą klapą bagażnika)
- 1991: Caro
- 1993: poszerzono rozstaw kół, silnik Rovera 1.4 16V
- 1997: odmiana Plus
- 2002: koniec produkcji
Polonez — Plusy/Minusy
Jeśli tylko rdza nie poczyniła dużego spustoszenia, to konstrukcja nadwozia Poloneza jest naprawdę bezpieczna. Szkoda tylko, że nie zadbano o lepsze hamulce. Niefortunna konstrukcja "ręcznego" powoduje, że w autach przed Lukasem dobrze działający hamulec pomocniczy jest rzadkością.
Silnik 1.5/1.6 nie grzeszy ani wysoką kulturą pracy, ani trwałością – doświadczeni mechanicy wiedzą, że podczas remontu głównego ułożyskowanie wału można spasować z mniejszym luzem, oferowane dziś oleje i tak dotrą wszędzie tam, gdzie powinny, a silnik będzie żywotniejszy i cichszy.
Na klekoczące zawory możemy tylko polecić częstą regulację lub znalezienie auta z motorem 2.0 DOHC. Mosty napędowe wyją i wiele z tym zrobić nie można, a wybijające się w wyniku dynamicznej jazdy Krzyżaki wału napędowego kosztują niewiele.
Polonez — części zamienne
Niby dostępność części jest wciąż niezła, ale przy użytkowaniu starszych egzemplarzy trzeba już coraz częściej posiłkować się piwniczno-pawlaczowymi wyprzedażami, zwłaszcza jeśli myślimy o remoncie blacharskim. Ceny na portalach aukcyjnych – jeszcze umiarkowane.
Polonez — sytuacja rynkowa
Zadziwiająco dużo ofert "jedynych takich" (warto zajrzeć, choćby dla śmiechu), ale często zdarzają się auta garażowane z małymi przebiegami. Historie w stylu: "Panie, wozili mnie służbowym, ten stał w garażu" można szybko zweryfikować po stanie blacharki. Ceny wersji Coupé są zawrotne i wcale nas to nie dziwi.
Polonez — polecamy
Wszystkie auta przed Caro, a najlepiej do liftingu z 1985 r. Ładne przejściówki (od 1989 r., tylna klapa jak w Caro, stary zderzak) też są już rzadkie. Szukajcie pierwszych Pickupów (ze starym przodem i stalowymi burtami skrzyni). Teraz gniją, a niedługo będą superdrogie!
Auto Świat
Gdy w 1978 roku pierwsze Polonezy zjeżdżały z taśm FSO, sytuacja gospodarcza w Polsce nie wyglądała zbyt różowo. Ekipa Edwarda Gierka, która na początku lat 70. XX w. olbrzymim nakładem sił i nie swoich, lecz pochodzących z kredytów środków zmodernizowała przemysł, została postawiona pod ścianą – plan, by pożyczki spłacać gotowymi wyrobami z nowych fabryk spalił na panewce, bo zaczęło brakować pieniędzy na... zakupy surowców. O tak skomplikowanym i drogim przedsięwzięciu, jak budowa fabryki silników, można było zapomnieć. Poza tym pomysł na nowe jednostki napędowe do Poloneza przewidywał zakup licencji, a to oznaczało dodatkowe koszty. Na wiele lat auto „utknęło” z motorem 1.5, który do tego samochodu był po prostu za słaby. W 1980 r. pojawiła się tzw. seria wzmocniona o mocy 82 KM, ale większość egzemplarzy w nią wyposażonych trafiła na eksport (można je rozpoznać po znaczku „Polmo” na prawej górnej części wlotu powietrza).
Gdy w 1978 roku pierwsze Polonezy zjeżdżały z taśm FSO, sytuacja gospodarcza w Polsce nie wyglądała zbyt różowo. Ekipa Edwarda Gierka, która na początku lat 70. XX w. olbrzymim nakładem sił i nie swoich, lecz pochodzących z kredytów środków zmodernizowała przemysł, została postawiona pod ścianą – plan, by pożyczki spłacać gotowymi wyrobami z nowych fabryk spalił na panewce, bo zaczęło brakować pieniędzy na... zakupy surowców. O tak skomplikowanym i drogim przedsięwzięciu, jak budowa fabryki silników, można było zapomnieć. Poza tym pomysł na nowe jednostki napędowe do Poloneza przewidywał zakup licencji, a to oznaczało dodatkowe koszty. Na wiele lat auto „utknęło” z motorem 1.5, który do tego samochodu był po prostu za słaby. W 1980 r. pojawiła się tzw. seria wzmocniona o mocy 82 KM, ale większość egzemplarzy w nią wyposażonych trafiła na eksport (można je rozpoznać po znaczku „Polmo” na prawej górnej części wlotu powietrza).
Auto Świat
Nad mechaniką Poloneza da się zapanować, a jeśli szukamy samochodu do spokojnej jazdy, wystarczą nam silniki 1.5 lub 1.6. Genialnie ustawiony w stronę wnętrza kabiny drążek zmiany biegów i charakterystyczny świst świeżego wydechu są nie do podrobienia.
Nad mechaniką Poloneza da się zapanować, a jeśli szukamy samochodu do spokojnej jazdy, wystarczą nam silniki 1.5 lub 1.6. Genialnie ustawiony w stronę wnętrza kabiny drążek zmiany biegów i charakterystyczny świst świeżego wydechu są nie do podrobienia.
Auto Świat
Trzeba oddać sprawiedliwość zatrudnionym w FSO inżynierom, że mimo niewielkich dostępnych środków próbowali coś z tym fantem zrobić. W latach 80. powstało nawet kilka doładowanych odmian silnika 1.5 (190 KM), pomyślanych o wykorzystaniu w sporcie, ale pomysł wprowadzenia do produkcji cywilnej wersji o mniejszej mocy (95 KM) zarzucono ze względu na niską trwałość jednostki. Okresy „silnikowej smuty” przerywało montowanie pod maską Polonezów fiatowskich motorów 2.0 o mocy 112 KM – pierwsze jednostki trafiły do Polonezów już w 1979 roku, a więc zaledwie po roku od rozpoczęcia produkcji.
Trzeba oddać sprawiedliwość zatrudnionym w FSO inżynierom, że mimo niewielkich dostępnych środków próbowali coś z tym fantem zrobić. W latach 80. powstało nawet kilka doładowanych odmian silnika 1.5 (190 KM), pomyślanych o wykorzystaniu w sporcie, ale pomysł wprowadzenia do produkcji cywilnej wersji o mniejszej mocy (95 KM) zarzucono ze względu na niską trwałość jednostki. Okresy „silnikowej smuty” przerywało montowanie pod maską Polonezów fiatowskich motorów 2.0 o mocy 112 KM – pierwsze jednostki trafiły do Polonezów już w 1979 roku, a więc zaledwie po roku od rozpoczęcia produkcji.
Auto Świat
Dziś Polonezem warto zainteresować się np. wtedy, gdy potrzebujemy funkcjonalnego auta rodzinnego.
Dziś Polonezem warto zainteresować się np. wtedy, gdy potrzebujemy funkcjonalnego auta rodzinnego.
Auto Świat
Nawet jeśli trafi nam się egzemplarz z początku produkcji, bez pasów na tylnej kanapie, to i tak ich zamontowanie jest proste i tanie – radzimy od razu założyć pasy bezwładnościowe, bo zapięcie dziecka w foteliku przy pasach statycznych to zły pomysł.
Nawet jeśli trafi nam się egzemplarz z początku produkcji, bez pasów na tylnej kanapie, to i tak ich zamontowanie jest proste i tanie – radzimy od razu założyć pasy bezwładnościowe, bo zapięcie dziecka w foteliku przy pasach statycznych to zły pomysł.
Auto Świat
Dwie dorosłe osoby i dwójka dzieci będą podróżowały w komfortowych warunkach, a w aucie zmieści się też spory bagaż (jeśli tylko w kufrze nie zagościła butla z LPG).
Dwie dorosłe osoby i dwójka dzieci będą podróżowały w komfortowych warunkach, a w aucie zmieści się też spory bagaż (jeśli tylko w kufrze nie zagościła butla z LPG).
Auto Świat
Największą bolączką Polonezów z dzisiejszego punktu widzenia była jednak korozja. Tu konstruktorzy z FSO nie byli tak ambitni jak w przypadku silników. Brak otworów odpływowych (np. między tylnymi drzwiami a kołem) lub niewłaściwe ich umieszczenie, olbrzymie wloty... błota spod prawego przedniego koła w podłużnicach (nie we wszystkich egzemplarzach zaślepione), a do tego konstrukcja utrudniająca prawidłowe wprowadzenie preparatów antykorozyjnych – to podstawowe błędy.
Największą bolączką Polonezów z dzisiejszego punktu widzenia była jednak korozja. Tu konstruktorzy z FSO nie byli tak ambitni jak w przypadku silników. Brak otworów odpływowych (np. między tylnymi drzwiami a kołem) lub niewłaściwe ich umieszczenie, olbrzymie wloty... błota spod prawego przedniego koła w podłużnicach (nie we wszystkich egzemplarzach zaślepione), a do tego konstrukcja utrudniająca prawidłowe wprowadzenie preparatów antykorozyjnych – to podstawowe błędy.