Koło i śnieg nigdy nie będą dobrymi przyjaciółmi. Tak, wiemy, że brzmi to trochę paradoksalnie, ale tak właśnie jest. Koło poruszającego się auta, jadącego, powiedzmy, 100 km/h, przez superkrótką chwilę podczas toczenia się stoi na drodze, przenosząc 1/4 ciężaru pojazdu na nawierzchnię.

Jeśli poruszamy się na wprost, głównym zadaniem opony jest wgryźć się jak najbardziej w asfalt, by zapewnić jak najlepszą przyczepność. Tylko niewielka powierzchnia opony dotyka wówczas asfaltu – obrazowo rzecz ujmując, nie jest ona większa niż kartka pocztowa. Całość, w zależności od prędkości, może trwać zaledwie milisekundy, by za chwilę kolejny odcinek opony mógł zrobić dokładnie to samo.

Aby było to możliwe, potrzebna jest wspomniana już wcześniej przyczepność. Jeśli nawierzchnia pokryta jest np. śniegiem, opona ma znacznie trudniejszą robotę. Jeśli się jej to nie uda, czasem pozostaje nam tylko zadzwonić po pomoc drogową... W bardziej optymistycznym wariancie nie możemy w ogóle ruszyć z miejsca i możemy poprosić przechodniów o pomoc (a tak swoją drogą – kiedy ostatni raz ktoś poprosił was o coś takiego?).

Wtedy cenne będą spokój i opanowanie, zwłaszcza w obchodzeniu się z gazem. Oczywiście, zima wcale nie musi wiązać się z takimi doświadczeniami. Producenci opon zimowych uczynili w ostatnich latach wiele i śmiało można zaryzykować stwierdzenie, że jeśli poruszamy się po równinach, auto ma napęd na przód, a śnieg nie jest większy niż jego prześwit, damy sobie radę.

Gorzej jeśli poruszamy się po górzystym terenie – wtedy tylko dwa napędzane koła mogą po prostu nie wystarczyć. Właśnie po to potrzebny jest nam napęd na obie osie – gdy napęd przenoszony jest na 4, a nie na 2 koła, ważące, powiedzmy, 1,5 tony, auto znacznie łatwiej będzie ruszało czy wjeżdżało na wzniesienia.

Nic więc dziwnego, że w górskich rejonach naszej planety właśnie takie auta można zobaczyć najczęściej. Subaru wprowadziło na rynek szwajcarski model 1800 w 1979 roku. W Stanach w tym samym roku AMC zaprezentowało Eagle, który początkowo miał permanentny napęd 4x4. Audi wkroczyło w 1980 roku z pierwszym Quattro, a dwa lata później – z Audi 80 Quattro.

Technika 4x4 stała się naprawdę popularna, gdy Volkswagen wypuścił w 1984 roku pierwsze Syncro. Pionierskim autem był Volkswagen Passat B2. Oto nasz kwartet, który postanowiliśmy przetestować w austriackich Alpach. Ale wcześniej jeszcze jedna uwaga: w pierwszych latach, gdy napęd 4x4 trafił do wygodnych osobówek, wielu kierowców nie mogło się... porozumieć z techniką. Szybko zauważali bowiem, że tam, gdzie autem z napędem na jedną oś ruszanie stanowiło prawdziwą mękę, przy aucie 4x4 stało się dziecinnie łatwe.

A to oznaczało, że chętniej wciskali gaz i jeździli po prostu szybciej. Na efekty nie trzeba było długo czekać – liczba wypadków z udziałem aut napędzanych na obie osie była znacząca. Kierowcy szybko zapominali bowiem, że ruszają tak sprawnie właśnie dzięki napędowi i że może być ślisko.

Pierwsze ostrzejsze zakręty lub gwałtowniejsze hamowania weryfikowały stan nawierzchni, zazwyczaj negatywnie – hamulce na obu osiach samochody miały przecież już od dawna. Mimo to w erze „przedabeesowej” krążyła opinia, że hamulce auta 4x4 są skuteczniejsze. Teoretycznie może tak być w autach ze stałym napędem, ale jeśli układ hamulcowy jest sprawny (czyli tylna oś hamuje z odpowiednią siłą), dużych korzyści to, niestety, nie daje.

Punktacja porównania

Punktacja Audi 80 Quattro Volkswagen Passat Syncro AMC Eagle Subaru 1800
Puntacja zimowa
Prowadzenie 8 7 4 7
Właściwości napędu 9 7 9 8
Temperament 7 8 6 5
Czynnik zabawy 5 6 10 8
Wynik pośredni 29 28 29 28
Użyteczność na co dzień
Komfort 9 9 6 5
Przestronność/funkcjonalność 6 9 8 5
Jakość 10 8 4 8
Design 8 7 6 5
Wynik pośredni 33 33 24 23
Wynik końcoowy 62 61 53 51

Youngtimery z napędem 4x4 - Nasza opinia

To, że wygrało Audi, specjalnie nie dziwi. Ale zwyciężyło o włos, bo Volkswagen ma podobne właściwości jezdne, a jest autem znacznie przestronniejszym – Passat Syncro występował wyłącznie jako kombi.

Obydwa niemieckie pojazdy na śniegu nie mają sobie równych i niewiele jest je w stanie zaskoczyć. Oczywiście, znalezienie ładnych egzemplarzy nie będzie proste, ale na tle dwóch pozostałych konkurentów chyba jednak mimo wszystko najprostsze.

AMC Eagle spodobał nam się przez wielkość (ale nie obszerność) nadwozia i charakterystykę paliwożernego silnika. Minus za wykonanie i fatalny układ kierowniczy. A Subaru? Supersympatyczne auto, typowy „japończyk” ze wszystkimi przywarami aut z Dalekiego Wschodu. Szkoda tylko, że taki nerwowy w jeździe.

Jesteś ciekawy dlaczego Audi zajęło pierwsze miejsce? Odpowiedź znajdziesz w galerii...