Komfort jazdy, poczucie solidności, poręczność, a do tego nadwozie, o którym nie można powiedzieć, że to przerost formy nad treścią. W czasach, kiedy mało kto w Europie mówił o vanach czy SUV-ach, Niemcy określali ten rodzaj pojazdu jako Großraumlimousine – limuzyna o dużej przestrzeni. No cóż, o „limuzynowatość” Volkswagena T3 można długo się spierać, ale braku miejsca w kabinie nie sposób mu przecież zarzucić.

Podstawowe wersje Volkswagena T3 pracowały na budowach, służyły jako radiowozy czy karetki – większość z nich została zajeżdżona na śmierć na długo, zanim model stał się kultowy. Co innego wersje specjalne Caravelle Carat oraz Multivan – nawet w bogatych Niemczech mogli sobie pozwolić na nie tylko naprawdę dobrze sytuowani nabywcy. Egzemplarze wprost napchane ekskluzywnymi jak na tamte czasy dodatkami parkowały pod eleganckimi willami i luksusowymi hotelami w modnych kurortach. Z wariantami użytkowymi dzieliły zarówno karoserię, jak i solidną mechanikę, ale przynajmniej pierwsze lata spędzały w znacznie przyjaźniejszym otoczeniu. Szanse na dotrwanie tych aut do dziś w dobrej kondycji powinny być większe niż w przypadku typowo użytkowych wariantów. Przyjrzeliśmy się dokładniej trzem egzemplarzom ostatniej generacji tylnonapędowego busa.

Volkswagen T3 Caravelle Carat - wysokaratowa inwestycja

Dalekie podróże w komfortowych warunkach wraz z rodziną – czy na coś takiego można liczyć w youngtimerze? W tym – na pewno! Gruba welurowa tapicerka, poprawione wygłuszenie wnętrza, sześć wygodnych osobnych foteli, a do tego mnóstwo miejsca – tak to można jeździć! Z tyłu dyskretnie bulgocze chłodzony wodą bokser o pojemności 2,1 litra, który po głębszym wciśnięciu gazu brzmi niemal tak pięknie, jak silnik Porsche 911, choć do temperamentu tego auta dużo mu brakuje.

Dla Volkswagena model T3, ostatni tylnonapędowy bus, oznaczał koniec pewnej ery. Wersja Carat przemawia przede wszystkim do miłośników dobrego wyposażenia: w niemieckim aucie z przełomu lat 80. i 90. wspomaganie, klimatyzacja, elektryczne szyby i instalacja audio nie były wcale czymś normalnym. Porównanie z ówczesnymi limuzynami klasy wyższej jest tu jak najbardziej uzasadnione, gdyż nawet na zawieszenie trudno narzekać.

Znalezienie egzemplarza w takim stanie, jak ten widoczny na zdjęciu, graniczy z cudem. Podwozie wygląda jak w rocznym aucie, korozji nie widać nawet na łączeniach blach, pierwszy lakier i przebieg poniżej 100 tys. km. Kupić, zakonserwować i odstawić – to inwestycja!

Volkswagen T3 Multivan Whitestar Carat - zadbany maratończyk

Podwójne przednie światła, aluminiowe felgi i duże plastikowe zderzaki – limitowane wersje Multivanów wyglądały tak samo, jak luksusowe Caraty, ale ich wnętrze, wyposażone w składaną kanapę-łóżko i stolik, jest praktyczniejsze. To już namiastka auta kempingowego, które w czasie weekendowych wyjazdów pozwala zaoszczędzić na hotelu, a w  tygodniu dzielnie wypełnia codzienne zadania transportowe.

Ta wszechstronność w tym przypadku jest jednocześnie i wadą, i zaletą – tylko nieliczne Multivany miały okazję postać dłużej w garażu, więc przebiegi poniżej 200 tys. km to wyjątek. Większość egzemplarzy, które dotrwały do dziś, ma poważne problemy z korozją, często skrywaną pod plastikowymi spoilerami. Niemal wszystkie oferowane na sprzedaż auta wymagają pilnej interwencji blacharsko-lakierniczej, a często też poprawek po poprzednich takich zabiegach.

Wiele egzemplarzy poddano tuningowi. Przywrócenie ich do stanu oryginalnego jest możliwe, bo nadal dosyć łatwo uda się kupić potrzebne do tego części, pochodzące z rozebranych aut, które pokonała rdza. Po 23 latach od zakończenia produkcji modelu dobrze utrzymane sztuki nadal mają spory potencjał jako auta do codziennego użytku.

Volkswagen T3 Caravelle Carat CSC - z tego auta zostało zbyt mało

SCS: te trzy niepozorne litery sprawiają, że u fanów i znawców Volkswagena T3 pojawia się gęsia skórka. Service Center für Specialausstatungen (centrum serwisowe ds. wyposażenia specjalnego) zajmowało się spełnianiem życzeń tych, którym nie wystarczało to, co można było znaleźć w standardowych cennikach „ekstrasów”.

Dobrze zachowane egzemplarze pochodzące z SCS to cenne sztuki kolekcjonerskie. Niestety, z dawnego blasku w tym konkretnym egzemplarzu pozostało niewiele. Niefachowe naprawy powypadkowe i działalność złomiarzy, którzy wymontowali większość cennych elementów wyposażenia, radykalnie obniżyły wartość samochodu. Do tego jeszcze dochodzą zniszczenia wywołane tym, że samochód kilka lat stał zaparkowany na łączce.

W takiej sytuacji skomplikowana konstrukcja karoserii i bogate wyposażenie stanowią poważne utrudnienie. Odbudowa tak zniszczonego auta nie ma sensu. To nie znaczy, że nie warto go kupić. Jeśli cena byłaby bardzo korzystna, można by się pokusić o zakup, zabezpieczenie wraku przed postępującą degradacją i odstawienie go w suchym miejscu na kilka lat. Jeśli ceny będą rosły w takim tempie, jak dotychczas, po takim czasie nawet takie resztki będą bardzo cenne.

Volkswagen T3 - wady i zalety

Mimo gwałtownego wzrostu cen tego modelu w ciągu ostatnich kilku lat dobrze utrzymane egzemplarze nadal są zwykle sporo warte. Na coś tak wszechstronnego Niemcy mają doskonałe określenie: „eierlegende Wollmilchsau” – czyli znosząca jaja, dająca wełnę, mleczna maciora. Do Volkswagena T3 pasuje jak ulał, niezadowoleni będą z niego tylko ci, którzy oczekują porywającej dynamiki. Samochód prowadzi się zadziwiająco dobrze, jest komfortowy i przestronny. Największymi problemami okazują się wszechobecna rdza, zajeżdżone silniki Diesla i wyeksploatowane zawieszenia.

Volkswagen T3 - części zamienne

Jeśli chodzi o dostępność części niezbędnych do utrzymania auta w stanie zdatnym do jazdy, to nie ma powodów do zmartwień – wszystko uda się jeszcze bez większych problemów kupić. Kłopoty mogą mieć tylko posiadacze nietypowych odmian tuningowych, np. Oettinger-WBX6, do których części kosztują krocie, o ile w ogóle są jeszcze dostępne. Ze względu na to, że starsze volkswagenowskie busy rdzewiały znacznie szybciej, niż zużywała się w nich mechanika, oferta części mechanicznych z rozbiórek jest bardzo bogata.

Volkswagen T3 - sytuacja rynkowa

Jeszcze kilka lat temu trafiały się dobrze zachowane egzemplarze w relatywnie niskich cenach. Teraz okazje praktycznie już się nie trafiają, bo sprzedawcy doskonale znają wartość swoich aut i niechętnie się z nimi rozstają. Popyt na ten model znacznie przewyższa podaż, i to nie tylko w Polsce. W Niemczech bardzo często samochody tego typu są kupowane z powodów sentymentalnych, bez patrzenia na cenę. Tanie są już tylko te egzemplarze, w przypadku których gruntowny remont jest nieopłacalny lub są poskładane z zebranych części, których nie można przywrócić do oryginalnego stanu.

Volkswagen T3 - czy można na nim zarobić

Pierwsza generacja volkswagenowskiego busa, jeśli ktoś zdążył w porę kupić rozsądnie zachowany egzemplarz, okazała się doskonałą inwestycją. „T-trójek” wyprodukowano wprawdzie znacznie więcej, ale i tu można liczyć na szybkie i duże przyrosty wartości, choć pewnie nie aż tak gwałtowne, jak w przypadku „ogórków”. Szczególnie modne i poszukiwane są wersje kempingowe: Westfalia, Joker, California i Atlantic oraz odmiany z napędem na 4 koła (Syncro). Na razie kanciasty bus nie stał się jeszcze towarem spekulacyjnym, warto więc pospieszyć się z zakupem.

Volkswagen T3 - nasza opinia

Volkswagen już od dawna wcale nie oznacza „auto dla ludu” – na dobry egzemplarz trzeba wydać niemałe pieniądze. W przeciwieństwie do wcześniejszych modeli „T-trójka” nadaje się wciąż do codziennej jazdy, pod warunkiem że napędza ją chłodzony wodą bokser 2.1. Inne wersje, szczególnie diesle, są o wiele za słabe jak na dzisiejszy ruch i masę tego auta. Radzimy poszukać dobrze zachowanego egzemplarza, gdyż remonty w przypadku tego modelu okazują się z reguły wyraźnie droższe, niż można by się spodziewać. Auta „do drobnych poprawek” to najczęściej złom.

Volkswagen T3 - podsumowanie

Jeśli szukacie praktycznego klasyka do codziennej jazdy, to model T3 będzie świetnym wyborem. Uwaga! Bardzo wiele egzemplarzy ma nieoryginalne silniki. Te montowane fabrycznie były albo paliwożerne, albo za słabe. Wielu właścicieli decydowało się na montaż volkswagenowskich motorów 1.9 TDI, zdarzają się też np. busy z silnikami Subaru. Takie samochody lepiej jeżdżą, tyle że nigdy nie staną się pełnoprawnymi zabytkami.