• To nieprawda, że kiedyś wszystko było lepsze – starsze auta elektryczne są znacznie gorsze od tych sprzedawanych teraz
  • Zakup samochodu elektrycznego bez akumulatora zwykle się nie opłaca – lepszy jakikolwiek akumulator, niż żaden
  • Auta elektryczne są za granicą bardziej poszukiwane niż u nas – te, które trafiają do Polski, to często egzemplarze z poważnymi wadami
  • Więcej takich tekstów znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

Samochody elektryczne, ale też hybrydy i hybrydy plug-in przestały już być niszową ciekawostką na rynku – takich aut nieustannie przybywa, można wręcz powiedzieć, że jest na nie moda. Jedne kupowane są z nadzieją na wyjątkowo tanią eksploatację albo wizję „tankowania w domu” przez właścicieli instalacji fotowoltaicznych, inne – dla wygody wynikającej z możliwości korzystania z buspasów i darmowego parkowania w miastach, jeszcze inne – po prostu dla „szpanu” i radości posiadania auta wyróżniającego się z tłumu. Podaż takich aut też rośnie – na rynek trafiają m.in. samochody elektryczne, które jeździły we flotach wypożyczalni, pojawiają się też auta poleasingowe. Rośnie też import używanych elektryków. Warto jednak mieć na uwadze to, że w Polsce moda na auta na prąd i popyt na nie są ciągle na znacznie niższym poziomie niż na większości rynków zachodnich, a to oznacza, że modele z tego segmentu, które trafiają do Polski, często mają wady dyskwalifikujące je w krajach, z których je przywieziono.

Samochody elektryczne – im nowsze, tym lepsze

Warto też mieć świadomość tego, że w ciągu ostatnich kilku lat postęp w dziedzinie aut elektrycznych był znacznie większy niż w przypadku samochodów z napędem spalinowym. A to oznacza, że o ile benzyniak i diesel sprzed np. 10 lat nie różnią się aż tak bardzo pod względem wartości użytkowej od aut, które teraz można kupić w salonie, o tyle elektryka sprzed dekady od nowego z reguły dzieli prawdziwa przepaść. Model, który wydaje się prawdziwą okazją, bo np. 7-8 lat temu kosztował niemal 200 000 zł, a teraz jest sprzedawany za ok. 10 proc tej kwoty to – najdelikatniej mówiąc – nie okazja, lecz bardzo niszowa propozycja. Kto teraz chciałby jeździć samochodem, którego realny zasięg (przy sprawnych akumulatorach, co nie jest takie oczywiste) to tylko ok. 100 km, i to przy spokojnej jeździe, bez włączonej klimatyzacji lub ogrzewania? Jeszcze 10 lat temu takie parametry były w autach elektrycznych normą! Do tego słabe osiągi i skrajnie niekomfortowe zawieszenia (żeby auto nie bujało się pod ciężarem baterii), marne wyposażenie i wykończenie mające przede wszystkim pomóc w redukcji masy. Warto też mieć świadomość, że dla wielu producentów początki elektromobilności były epoką „błędów i wypaczeń” oraz stosowania rozwiązań, które okazały się ślepą uliczką.

Czy używane auto elektryczne jest dla mnie?

Na początek przed podjęciem decyzji o zakupie auta elektrycznego warto dokładnie przemyśleć, czy rzeczywiście jesteśmy gotowi na kompromisy, z którymi wiąże się użytkowanie takiego pojazdu w polskich realiach: czy będziemy mieli go jak ładować, czy jego zasięg wystarczy do codziennych potrzeb, czy możemy liczyć na wsparcie serwisu, czy do wybranego modelu da się kupić jakiekolwiek części? To, że np. w Skandynawii lub w Stanach Zjednoczonych ludzie masowo już jeżdżą elektrykami, nie znaczy, że u nas jest to równie łatwe i przyjemne.

Które auta elektryczne nie mogą jeździć po buspasach?

Nie każdemu autu elektrycznemu należy się zielona tablica uprawniająca do korzystania z buspasów, bezpłatnego parkowania w miejskich strefach płatnego parkowania czy do wjazdu do nielicznych stref czystego transportu. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, czyli Ustawą o elektromobilności i paliwach alternatywnych pojazd elektryczny to pojazd samochodowy wykorzystujący do napędu wyłącznie energię elektryczną akumulowaną przez podłączenie do zewnętrznego źródła zasilania. Przez to, że w definicji znajduje się słowo „wyłącznie”, to nie tylko hybrydy „plug-in”, lecz także auta elektryczne, ale wyposażone w tzw. range extender (fabrycznie zamontowany agregat spalinowy, doładowujący w sytuacjach awaryjnych akumulator trakcyjny auta – często spotykany np. w niektórych wersjach BMW i3), nie są traktowane jako auta elektryczne. Uwaga! „Zaradnym” właścicielom wielu takich pojazdów udało się zdobyć zielone tablice – to jednak kłamstwo mające bardzo krótkie nogi, prędzej czy później ktoś zauważy oszustwo!

Jak sprawdzić stan akumulatora w aucie elektrycznym?

Jeśli już zdecydujemy, że rzeczywiście chcemy mieć auto elektryczne, to warto wiedzieć, że najważniejszym i najdroższym jego elementem są najczęściej akumulatory. Na rynku nie brakuje ofert sprzedaży elektryków bez baterii. To efekt tego, że np. firma Renault przez długie lata auta elektryczne sprzedawała, ale zasilające je akumulatory nie stanowiły własności posiadacza pojazdu, lecz były przez niego wynajmowane i po zakończeniu umowy wracały do producenta. Zdarza się też, że do Polski trafiają auta, z których baterię wymontowano ze względu na jej awarię, uszkodzenie na skutek kolizji lub zużycie, albo z których akumulatory ktoś ukradł. Takie oferty to najczęściej dosyć niebezpieczna „mina” – znalezienie używanego, ale sprawnego akumulatora w rozsądnej cenie jest naprawdę trudne, a zakup nowej baterii w ASO albo okazuje się często niemożliwy, albo jej cena to nawet ok. połowy wartości nowego (!) auta elektrycznego! Jeśli już ktoś szuka okazji, to większe szanse na to, żeby przygoda z autem elektrycznym nie skończyła się finansową katastrofą, daje zakup egzemplarza z baterią w marnym stanie – którą często da się zreanimować – niż bez jakiejkolwiek baterii. Wiara w zapewnienia sprzedawcy, że takich akumulatorów jest pełno na Otomoto.pl czy na Allegro.pl, to skrajna naiwność – gdyby tak było, oferowany samochód już byłby w nie wyposażony.

Co szkodzi akumulatorom aut elektrycznych?

  • Częste ładowanie w szybkich ładowarkach: jeśli ktoś codziennie korzysta z takiego urządzenia, po 2-3 latach akumulator auta elektrycznego może być już poważnie wyeksploatowany;
  • Wysokie temperatury: przegrzanie to jeden z najważniejszych czynników przyspieszających degradację akumulatorów – szczególnie niebezpieczny zestaw: intensywne użytkowanie i korzystanie z szybkich ładowarek w gorącym klimacie. Uwaga! Wrażliwość na wysokie temperatury zależy w dużej mierze od budowy akumulatorów zamontowanych w konkretnym modelu auta – niektóre mają bardzo skuteczne układy chłodzenia (cieczą lub wymuszonym przepływem schładzanego powietrza), w innych samochodach stosowane są tylko pasywne układy w postaci radiatorów na obudowach;
  • Bardzo dynamiczna jazda i częste wykorzystywanie pełnej mocy napędu. Zarówno podczas szybkiego ładowania, jak i w przypadku intensywnego rozładowywania ogniwa gwałtownie się rozgrzewają, często szybciej niż jest w stanie zareagować na to układ chłodzenia baterii;
  • Pozostawienie auta na długo z akumulatorem całkowicie naładowanym lub całkiem rozładowanym (np. problem dotyczy aut powypadkowych, które czekają miesiącami na załatwienie formalności przez ubezpieczycieli czy eksporterów);
  • Wycieki płynu chłodzącego: rozszczelnienie przewodów cieczy chłodzącej akumulatory to jedna z częstszych przyczyn awarii i pożarów aut elektrycznych.
  • Uszkodzenia na skutek kolizji i niefachowych napraw.

Jaki jest prawdziwy zasięg auta elektrycznego?

Pierwszą informacją pozwalającą wyciągnąć wnioski o kondycji akumulatora jest w większości elektryków wskazanie zasięgu po naładowaniu do pełna. Warto jednak podczas jazdy próbnej upewnić się, czy po przejechaniu kilku kilometrów zasięg i stopień naładowania nie zmniejszyły się szybciej, niż to wynikało z pierwotnego wskazania. Jeśli np. samochód po naładowaniu pokazuje 200 km zasięgu, ale po przejechaniu 20 kilometrów (bez ekscesów i wykorzystywania pełnych możliwości auta) z akumulatora zniknęła 1/3 prądu, to nie ma co liczyć na to, że w praktyce uda się uzyskać teoretycznie osiągalny zasięg.

W wielu modelach można wywołać te dane z komputera pokładowego lub nawet na zestawie wskaźników wyświetla się informacja o stanie akumulatora – warto jednak pamiętać, że wprawni oszuści wiedzą, jak zrobić, żeby nawet słaby akumulator „przedstawiał się” jako całkiem sprawny. Ze względu na koszt ewentualnej naprawy lub wymiany przed decyzją o zakupie auta elektrycznego należy nie tylko wykonać dłuższą jazdę próbną, lecz także odwiedzić specjalistyczny serwis, który wykona diagnostykę elektroniczną akumulatora.

Dobra wiadomość jest taka, że akumulatory składają się z wielu modułów i najczęściej jest tak, że znaczne spadki zasięgu wynikają z awarii jednego albo kilku z nich – fachowcy (ale raczej poza ASO) potrafią zdiagnozować i wymienić tylko te uszkodzone ogniwa lub pakiety ogniw, które tego wymagają. To wydatek rzędu kilku, a nie kilkudziesięciu czy ponad stu tysięcy, jak w przypadku wymiany całego akumulatora!

Jaka jest trwałość akumulatorów w aucie elektrycznym?

Trwałość akumulatorów zależy w dużej mierze od sposobu eksploatacji pojazdu – zdarzają się elektryki, w których po 200--300 tys. km i kilku latach jazdy, nawet jako taksówka, akumulator traci 4-6 proc. pierwotnej pojemności, i takie, w których po takim okresie bateria nie pozwala już na normalną jazdę. Producenci najczęściej udzielają gwarancji na akumulatory na

8 lat i 160 tys. km. Do uzyskania takiego przebiegu i wieku bateria powinna zachować co najmniej 70 proc. początkowej wydajności. Gwarancję łatwo można stracić, jeśli np. samochód będzie naprawiany lub modyfikowany w sposób niezgodny z wymaganiami wytwórcy. Przed zakupem należy bardzo dokładnie sprawdzić historię serwisową, a w przypadku aut mających jakąkolwiek historię wypadkową upewnić się, że naprawy wykonano zgodnie z zasadami sztuki.

Uwaga! Niekiedy akumulatory, które były długo nieużywane i są wykrywane przez urządzenia diagnostyczne jako niesprawne, da się jeszcze uratować, ale wymaga to skomplikowanej procedury obejmującej odpowiedni sposób ładowania czy też użycie tzw. balansera, który wyrówna parametry elektryczne poszczególnych ogniw.

Powypadkowe auta elektryczne; dlaczego nie warto ich kupować?

Niestety, podobnie jak w przypadku używanych aut z napędem spalinowym, duża część elektryków to auta powypadkowe. Tyle że wielu blacharzy lub mechaników podejmujących się napraw przedsprzedażowych takich samochodów nie do końca rozumie specyfikę zastosowanych w nich rozwiązań. Niedbale połatane przewody, uszkodzone obudowy modułów elektrycznych i elektronicznych, zdemontowane osłony to proszenie się o awarię lub o... pożar.

Ładowarki do aut elektrycznych

Ten sam model auta, w zależności od wersji i np. od rynku, na który został wyprodukowany, może się różnić m.in. tym, z jakich ładowarek da się auto naładować (prąd zmienny AC lub stały DC) i jak szybko będzie przebiegał ten proces. Podczas oględzin auta przed zakupem nie tylko warto sprawdzić, czy auto ładuje się z sieci 230 V lub z gniazda trójfazowego (o ile dołączono odpowiedni przewód), lecz także należy podjechać do stacji ładowania i upewnić się, że samochód poprawnie z nią współpracuje.

Hamulce w aucie elektrycznym

Większość samochodów elektrycznych ma bardzo sprawne układy rekuperacji (odzyskiwania) energii podczas hamowania. Zazwyczaj podczas normalnej jazdy hamulce wykorzystywane są wyłącznie do dohamowywania auta, do delikatnego hamowania używany jest układ napędowy. Z jednej strony to duża zaleta, bo tarcze i klocki hamulcowe wytrzymują długie lata i astronomiczne przebiegi. Z drugiej jednak strony – szczególnie jeżeli samochód był wykorzystywany w wilgotniejszym klimacie albo zimą na solonych drogach – elementy układu mogą się z czasem zastać i skorodować.

Opony do aut elektrycznych

Wiele modeli aut elektrycznych fabrycznie wyposażono w opony o nietypowych rozmiarach, przeznaczone specjalnie do elektryków – wybór modeli i dostępność ogumienia są z reguły znacznie skromniejsze niż do zwykłych aut, za to ceny okazują się wyraźnie wyższe. Warto też wiedzieć, że nowe elektryki z racji potężnego momentu obrotowego mają często tendencję do szybszego zużywania opon – warto to uwzględnić w kalkulacji kosztów zakupu i eksploatacji.