Auto, które ma kilkanaście lat lub więcej, bez wątpienia jest mniej bezpieczne niż nowy samochód. Mniej systemów wspomagających kierowcę, wolniej działający ABS, czasem brak ESP — to wszystko ma znaczenie. Różne braki wydłużają drogę hamowania, sprawiają też, że samochód łatwiej wpada w poślizg. Problemy pojawiają się też nocą. A gdyby tak niewielkim kosztem "poprawić" stary samochód?
Liczba wypadków z drastycznymi konsekwencjami maleje. Kierowcy są coraz lepsi? Trudno powiedzieć. Na pewno coraz lepsze są samochody. Współczesne auta są napakowane rozwiązaniami, które ratują życie w razie wypadku: mają lepiej opracowane strefy zgniotu, a we wnętrzu zainstalowane są liczne poduszki powietrzne, które dziś są standardem, choć jeszcze niedawno oferowane były wyłącznie jako płatne opcje. Tego nie zmienisz — nie dodasz airbagów do auta, które nigdy ich nie miało. Ale wciąż można wiele zmienić w starym aucie, by było nawet lepsze niż w chwili, gdy opuszczało fabrykę. Albo żeby było przynajmniej tak samo dobre.
Starsze auta gorzej hamują i nie wybaczają błędów kierowcy
Chyba największe różnice między starymi a nowymi samochodami dotyczą tego, jak auta trzymają się drogi i jak hamują. Już tylko starsi kierowcy pamiętają, jak zachowuje się na śliskiej nawierzchni samochód bez układu ABS. Albo to, jak łatwo wpada w niekontrolowany poślizg na zakręcie samochód bez układu ESP. Zresztą nie chodzi tylko o brak systemów, lecz także o ich działanie: szybkość i skuteczność układów pomagających kierowcy rosną w każdej kolejnej generacji samochodów.
A teraz dołóż do tego opony, które przez lata uniemożliwiały skrócenie drogi hamowania z prędkości 100 km na godz. poniżej bariery 40 m. Tak właśnie: to opony, a nie hamulce, były podstawową przeszkodą. Dziś hamowanie na dystansie 40 m ze 100 km na godz., a nawet 35 m na nikim już nie robi wrażenia — bo opony są lepsze. A co się stanie, jeśli "dzisiejsze" opony z najwyższej półki zamontujesz w starym samochodzie?
Kup takie opony, dzięki którym twój samochód będzie jeździł lepiej niż wtedy, gdy był nowy
Źródło zbiorcze dla obrazków importowanych w ramach Onet Editorial Workflow
Dobre opony robią szczególną różnicę w trudnych warunkach – gdy np. jedziemy po mokrej nawierzchni
Miękkie, trochę już niedzisiejsze zawieszenie, brak systemów stabilizujących jazdę? Doskonale! Sztywne, nowe opony klasy premium zapewnią tak dużą poprawę przyczepności podczas hamowania i jazdy na zakrętach, że być może zauważysz ją niemal od razu.
Ale jak to — zapytasz — mam do starego grata kupować opony z górnej półki? Właśnie tak — kto tak zrobił, ten raczej nie żałuje.
Kilka lat temu firma oponiarska Continental specjalnie na potrzeby testu wyprodukowała kilka kompletów opon premium, ale według technologii sprzed dekady. Następnie opony te założono na stare BMW i poddano kilku próbom na torze. Następnie te same próby wykonano tym samym autem wyposażonym w najnowsze opony z górnej półki. Efekt był zaskakujący: stare samochody wyposażone w nowoczesne ogumienie z górnej półki uzyskiwały lepsze wyniki w próbach hamowania niż wtedy, gdy były całkiem nowe. Nieporównywalnie lepiej radziły sobie w próbach omijania przeszkody i w jeździe po zakrętach niż wtedy, gdy miały opony, na których opuściły fabrykę.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
A nie wystarczą po prostu nowe opony budżetowe? No cóż — jeśli chcemy, by nasz samochód naprawdę jeździł bezpieczniej, pewniej i bardziej komfortowo, zdecydowanie warto zainwestować w opony z górnej półki. A ponieważ starsze samochody korzystały co do zasady z opon o mniejszym rozmiarze niż nowoczesne, popularne SUV-y, koszt nie jest aż tak wysoki, jak można by się spodziewać. Przykłady:
- Opona klasy premium w popularnym niegdyś rozmiarze 195/65 R15 to wydatek rzędu 300-350 zł, a więc za komplet zapłacimy 1200-1400 zł.
- Popularny w mniejszych lub starszych autach rozmiar 175/65 R14 oznacza — w przypadku opon premium — wydatek rzędu 280-300 zł za jedną oponę, czyli ok. 1200 zł za komplet. To z grubsza dwa razy więcej niż trzeba wydać na opony budżetowe, jednak w kontekście zmiany w poziomie bezpieczeństwa trudno uznać, że to dużo. Zwłaszcza że dobre opony wystarczą na dłuższy czas.
Warto wiedzieć: bardzo dobre efekty można uzyskać także w sytuacji, gdy chcemy jeździć na oponach całorocznych. Jednak w takim wypadku szczególnie istotne jest, abyśmy wybrali najlepsze opony z dostępnych.
Pamiętaj o hamulcach. Co jest warunkiem krótkiej drogi hamowania?
Auto Bild Klassik / Auto Bild
Dobre klocki hamulcowe skracają istotnie drogę hamowania; nie powinniśmy oszczędzać także na tarczach hamulcowych
Jeśli ktoś uważa, że wszystkie klocki hamulcowe działają tak samo, to jest w błędzie. Różnice pomiędzy tanimi a dobrymi (w tym przypadku niska cena rzadko idzie w parze z wysoką jakością) są potężne. Dotyczą:
- ogólnej wydajności hamulców,
- spadku wydajności hamulców, gdy są rozgrzane,
- hałasu,
- skutecznego hamowania na zimno i w mokrych warunkach.
W skrajnych przypadkach, przy awaryjnym hamowaniu z prędkości 100 km na godz., różnica hamowania w zależności od jakości klocków hamulcowych i tarcz osiąga kilkanaście metrów! A to może oznaczać, że gdy jeden samochód już stoi, inny wciąż przemieszcza się z prędkością rzędu 40 km na godz.!
Rada: aby w pełni wykorzystać potencjał dobrych klocków hamulcowych, trzeba zainwestować także w dobre tarcze hamulcowe. Warto też (opcjonalnie) wymienić miękkie, gumowe (i często sparciałe) odcinki przewodów hamulcowych na przewody w oplocie. Takie przewody, dedykowane do poszczególnych modeli aut, w mniejszym stopniu zwiększają swoją wewnętrzną objętość pod wpływem ciśnienia i poprawiają "czułość" układu hamulcowego. Koszt zestawu takich przewodów to od ok. 150 do ok. 700 zł.
Mało widzisz? Popraw światła
Piotr Szypulski / Auto Świat
Regeneracja reflektorów polega na metalizowaniu zużytych odbłyśników, aby wyglądały i działały jak nowe. Jeśli trzeba, fachowcy wymieniają poszczególne zużyte elementy reflektora
Dotyczy to użytkowników niemal wszystkich starszych samochodów: gdy tylko jesienią dzień robi się krótki i częściej jeździmy po zmroku, zauważamy, że światła naszego samochodu świecą, ale niewystarczająco oświetlają drogę. Wynika to po pierwsze z reflektorów wykonanych w starych technologiach (nie ma też co oczekiwać cudów od reflektorów wyposażonych w żarówki), a po drugie, z racji zużycia reflektorów. Oświetlenie auta się zużywa, przede wszystkim wypalają się odbłyśniki. Jeśli mamy w aucie 10-letnie lub starsze lampy ksenonowe, prawdopodobnie nie spełniają one już swojej roli. Swoje robią zażółcone, matowe klosze — one filtrują światło, które powinno trafiać na drogę.
Oświetlenie samochodu można jednak poprawić na kilka sposobów:
- We własnym zakresie można polerować klosze reflektorów — służą do tego specjalne zestawy do odświeżania lamp. Taki zabieg poprawi wygląd reflektorów i w pewnym stopniu także ich skuteczność, ale nie jest to lekarstwo na zużycie wewnętrznych elementów reflektora.
- Reflektory można regenerować — zajmują się tym wyspecjalizowane warsztaty. Regeneracja lamp może przywrócić ich pierwotne właściwości. Koszt takiej usługi to od ok. 300 zł za jeden reflektor.
- Reflektory można wymienić na nowe, ale dobre oświetlenie mogą zapewnić jedynie reflektory oryginalne lub wyprodukowane przez renomowanego producenta. W przypadku wielu aut koszt takiej inwestycji jest abstrakcyjnie wysoki.
- Profesjonalny tuning lamp. Są warsztaty, które zajmują się wymianą wewnętrznych elementów reflektorów na nowoczesne i wydajne moduły świetlne. Można przerobić stare, zużyte reflektory ksenonowe albo żarówkowe na reflektory LED w taki sposób, że oświetlają one drogę niewiele gorzej niż lampy nowego, dobrego samochodu. Jest to tego rodzaju inwestycja, która realnie poprawia bezpieczeństwo jazdy i którą docenimy już podczas pierwszej podróży po zmroku. Koszt takiej usługi to od ok. 600 zł za jeden reflektor.
Zrób autu "ścieżkę zdrowia" — tylko tak dowiesz się, co jeszcze poprawić
ACZ / Auto Świat
Badanie techniczne samochodu
Aby auto dobrze skręcało, hamowało i nie wpadało bez powodu w poślizg, jego zawieszenie i amortyzatory muszą być sprawne. Aby się dowiedzieć, w jakim są stanie, auto musi przejść test — taki sam jak na corocznych, obowiązkowych badaniach technicznych. Nie trzeba za to ekstra płacić, wystarczy na corocznym obowiązkowym badaniu technicznym poprosić diagnostę, by sprawdził auto bardzo dokładnie.
Zazwyczaj okazuje się, że nie wszystko w podwoziu naszego auta jest w idealnym stanie. Naprawę warto traktować zarówno jako inwestycję w bezpieczeństwo, lecz także w komfort jazdy — na pewno da się to poczuć.