Dopłata do napędu AWD (ang. all wheel drive — na wszystkie koła) w SUV-ie klasy średniej — o ile jest możliwa — to zwykle ok. 10 tys. zł. Dodatkowe koszty to nieco wyższe zużycie paliwa w samochodach z napędem na cztery koła i — jeśli w parze z napędem AWD nie idzie mocniejszy silnik — nieco słabsze przyspieszenie. Warto zatem inwestować w ten "gadżet", jeśli właściwie nie zjeżdżamy z asfaltu, ewentualnie bardzo rzadko przejeżdżamy kawałek gładką szutrówką?
Posłuchaj artykułu
00:00/00:00
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Igor Kohutnicki / Auto Świat
Toyota RAV4 2.5 Hybrid AWD-i 2022 5. generacja FL
W Maździe CX-5 dopłata do napędu na cztery koła to 8600 zł, a towarzyszy tej opcji minimalnie wyższe spalanie i nieco słabsze osiągi. W Toyocie RAV4 trzeba dopłacić 9300 zł, ale moc systemowa hybrydy wyposażonej w napęd AWD rośnie o 9 KM, a sprint do setki trwa nieznacznie , bo o 0,3 s krócej — po prostu tylną oś dopędza dodatkowy silnik elektryczny. W Skodzie Kodiaq z 2-litrowym dieslem dopłata do wersji z napędem 4x4 to aż 18 300 zł, ale z tą opcją wiążą się wyższa moc silnika (193 zamiast 150 KM), lepsze przyspieszenie i wyższa prędkość maksymalna. No i oczywiście wyższe spalanie. Trudna decyzja, jeśli jeździmy głównie po asfalcie, a nigdy w prawdziwym terenie, bo to przecież nie są samochody terenowe? Dla mnie łatwa.
Jakie są rodzaje napędu na cztery koła?
W SUV-ach (nie mówimy o prawdziwych samochodach terenowych, w których napęd na cztery koła jest standardem), jeśli jest to auto z tradycyjnym silnikiem spalinowym lub tzw. miękką hybrydą, zazwyczaj podstawą jest napęd na przednie koła, natomiast opcjonalny napęd na tył przekazywany jest za pośrednictwem "tradycyjnego" wału napędowego. Ponieważ z reguły nie ma żadnych mechanicznych blokad napędu (tzn. nie ma blokad mechanizmów różnicowych jak w prawdziwych terenówkach czy w pickupach), napęd 4x4 nie wymaga od kierowcy szczególnej uwagi. Jeśli w aucie są jakieś przełączniki dostosowujące pracę napędu do warunków jazdy (śnieg, piasek itp.), to zazwyczaj oznacza to jakąś ingerencję w układy kontroli trakcji czy ABS — nic więcej. Taki napęd pomaga podczas pokonywania trudniejszych odcinków nieutwardzonych dróg, ale nie czyni z samochodu terenówki.
W autach wyposażonych w napęd hybrydowy zazwyczaj opcja AWD oznacza, że na tylnej osi pojawia się dodatkowy, nieduży silnik elektryczny, który w pewnych sytuacjach "dopędza" tylną oś. Możliwości terenowe auta są z grubsza takie same jak w przypadku aut z tradycyjnym napędem tylnym: AWD pomaga, ale nie oczekujcie cudów, zwłaszcza że przecież takie auta wyposażone są domyślnie w szosowe ogumienie. Nie należy jednak gardzić napędem AWD realizowanym przez dodatkowy silnik elektryczny na tylnej osi: choć zasadniczo podstawowym napędem auta pozostaje napęd na przód, to jednak elektronika sterująca tylnym silnikiem jest tak szybka, że w odpowiednim momencie płynnie dołącza napęd tylny w tak krótkim czasie, że kierowca nie jest w stanie zorientować się, kiedy to się dzieje. I korzysta, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Są też samochody — obecnie dotyczy to głównie aut elektrycznych — których podstawowym napędem jest napęd na tył, a przód jest dołączany. Takie systemy występują np. w elektrycznych Skodach. W tym układzie opcjonalny napęd AWD w mniejszym stopniu poprawia komfort jazdy, gdyż napęd na tył sam w sobie jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Niemniej i w takim układzie napęd AWD w pewnych sytuacjach znacząco poprawia bezpieczeństwo jazdy.
Od dawna uważam, że SUV z napędem tylko na przód to pomyłka. Ostatnio przekonałem się, że miałem rację.
Auto Świat / Maciej Brzeziński
Niektóre SUV-y są wyposażone w różne blokady napędów – elektroniczne albo mechaniczne. Na co dzień jednak są one zbędne. Zanim włączysz, lepiej przeczytaj instrukcję
Ostatnio jednego dnia odbierałem dwa samochody testowe. Padało, a ja byłem w pośpiechu. Wsiadam do Skody Kodiaq, nie pytam, co ma pod maską, jadę. Kodiaq to świetne, wygodne auto, w tej kategorii cenowej chyba żaden inny SUV nie ma tak dobrych foteli. Ale już po chwili, przyspieszając na mokrej nawierzchni, poczułem, co to za wersja — nie musiałem zaglądać do papierów: silnik benzynowy (to słychać) i z napędem na przód. Silnik 1.5 eTSI w Kodiaqu to jednostka współpracująca z napędem mikrohybrydowym — całkiem dynamiczna i superoszczędna, ale w tym aucie idzie w parze z napędem na przód. Właśnie ten napęd na przednie koła poczułem przy ostrym przyspieszeniu: zrywanie trakcji, wyjeżdżanie na zewnątrz zakrętu... gdy ostro jedziesz na mokrym, takie są właśnie objawy pozbawienia dużego SUV-a napędu 4x4. Wystarczy nieco zwolnić, by objawy zanikły, ale wciśnij mocno gaz, a szybko ten brak o sobie przypomni.
Odstawiłem auto. Chwilę później siedziałem w Toyocie RAV4. Podobne warunki, ale auto jakby lepiej przyklejone do drogi! Zero problemów z trakcją, na ciasnych zakrętach połączonych z przyspieszaniem na mokrej nawierzchni czuć interwencje układów, ale nic nie trzeba kombinować — auto jedzie jak po sznurku. A co to za wersja? Rozejrzałem się, zobaczyłem przyciski do sterowania "terenowym" napędem (w Toyocie jest to funkcja "Trail") i wszystko stało się jasne: o ile Skoda była w wersji FWD (napęd na przód), to Toyota przyjechała z napędem AWD. Wiadomo, że jeśli nie masz punktu odniesienia, to może ci być wszystko jedno, ale jeśli możesz porównać dwa auta, jedno z AWD, a drugie bez AWD, to trudno nie zauważyć różnicy — na korzyść wersji czteronapędowej.
A pamiętam też Skodę Kodiaq 4x4 podczas zimowej podróży przez Finlandię. Było momentami ślisko, ale jechało się idealnie — dzięki dobremu napędowi 4x4.
Auto Świat / Maciej Brzeziński
Napęd 4x4 przydaje się nie tylko poza drogą. Na asfalcie także
Różnicę poczujesz także zimą
Oczywiście każdy, nawet jeśli nigdy nie wjeżdża w teren i na co dzień jeździ zachowawczo, poczuje różnicę, a raczej korzyści związane z napędem na cztery koła, gdy tylko zrobi się ślisko — czyli w trakcie gołoledzi, gdy pada deszcz, a tym bardziej marznący deszcz lub śnieg. W każdym samochodzie poczujesz korzyść z napędu AWD, ale — paradoksalnie — w SUV-ie najbardziej. Jest tak dlatego, że są to auta wysokie i z reguły ciężkie. Różnicę czuć podczas przyspieszania i podczas skręcania. Na co dzień jest to kwestia komfortu jazdy, okazjonalnie także kwestia bezpieczeństwa.
Powiem szczerze, że wydając sto kilkadziesiąt tys. zł na nowego SUV-a, trochę nie wyobrażam sobie przyoszczędzenia kwoty rzędu 10 tys. zł na opcjonalnym napędzie tylnej osi. Nie wyobrażam sobie wyboru auta tego segmentu, które nie ma opcji AWD. I nie ma znaczenia, że większość tych samochodów nigdy nie zjeżdża z drogi utwardzonej, mi też zdarza się to bardzo rzadko. Chodzi o codzienny komfort i bezpieczeństwo, co oczywiście kosztuje — na co dzień oznacza to zużycie paliwa wyższe o około pół litra na 100 km w porównaniu z wersją z napędem na przednią oś.