Jeśli ktoś ma jeszcze wątpliwości, co jest najskuteczniejszym rozwiązaniem dyscyplinującym kierowców w kontekście przekraczania prędkości, powinien zaobserwować, co się często dzieje za znakiem D-51a. Otóż dzieją się "cuda" — ruch się uspokaja czasem aż za bardzo, co jest jednocześnie dowodem na to, że wielu kierowców nie zna wszystkich istotnych przepisów. Potwierdzenie, że to nie przypadek, dostajemy na wysokości znaku D-51b, który informuje o końcu odcinkowego pomiaru prędkości.
Posłuchaj artykułu
00:00/00:00
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Auto Świat / Maciej Brzeziński
Za znakiem informującym o w końcu odcinkowego pomiaru prędkości wielu kierowców przyspiesza
Przejechałem ostatnio kilka razy Polskę z północy na południe i przekonałem się, że wprawdzie fotoradary to przeżytek, ale za to odcinkowe pomiary prędkości robią robotę. I żeby nie było: na mnie też działają, za znakiem D-51a zaczynam staranniej kontrolować prędkość.
Czemu służą odcinkowe pomiary prędkości na drogach szybkiego ruchu, a tym bardziej na autostradach, jeśli na danym odcinku drogi nie ma specjalnego ograniczenia prędkości? To bez sensu — tak uważałem do niedawna. Jak szybko trzeba jechać, by dostać mandat, jeśli dozwolona prędkość to 120 km na godz., a na autostradzie nawet 140 km na godz.? A przecież mowa o średniej prędkości — jeśli na drodze panuje gęsty ruch i na chwilę zwolnimy, to potem, by osiągnąć średnią na poziomie maksymalnej dozwolonej prędkości, trzeba jechać jeszcze szybciej niż przewiduje limit "chwilowy".
Jak działa odcinkowy pomiar prędkości?
GDDKiA/Wikimedia Commons
Co oznacza znak D-51a?
Odcinkowy pomiar prędkości (OPP) składa się z dwóch zsynchronizowanych ze sobą zestawów kamer wyposażonych w system ANPR (Automatic Number Plates Recognition — ang. automatyczne rozpoznawanie numerów rejestracyjnych). Jeden zestaw kamer zapisuje numery rejestracyjne przejeżdżających samochodów w miejscu, gdzie rozpoczyna się odcinek pomiarowy; drugi zestaw kamer oddalony o kilka, kilkanaście albo nawet o kilkadziesiąt kilometrów na tej samej drodze również odczytuje numery rejestracyjne przejeżdżających samochodów; system ten w momencie mijania przez samochód drugiego zestawu oblicza czas przejazdu danego odcinka i na tej podstawie określa średnią prędkość samochodów. Jeśli średnia prędkość auta jest wyższa od dozwolonej na tym odcinku, system rejestruje wykroczenie i przesyła je do odpowiedniej komórki w ramach systemu CANARD — a dalej procedura odbywa się analogicznie do wykroczeń zarejestrowanych przez fotoradary.
Tylko uwaga: nie bez powodu odcinkowe pomiary prędkości montowane są na odcinkach dróg, gdzie obowiązuje stały limit prędkości — np. 70 km na godz., 100 km na godz. albo limit ustawowy — w przypadku dróg szybkiego ruchu i autostrad jest to odpowiednio 120 i 140 km na godz. Przekraczając dozwoloną prędkość na odcinkowym pomiarze prędkości, kierowcy dostają mandat wtedy, gdy ich średnia prędkość jest wyższa od dozwolonej. Jeśli zatem przez chwilę kierowca jedzie nawet o wiele za szybko, ale potem odpowiednio zwolni, to mandatu nie będzie — a w każdym razie nie będzie mandatu za sprawą OPP. Dlatego montaż takich systemów na drogach szybkiego ruchu i autostradach wydaje się bez sensu — potencjalnych kandydatów na mandat jest przecież bardzo niewielu.
Archiwum Auto Świat
Znak drogowy D-51b
Odcinkowy pomiar prędkości działa... i to jak!
A jednak... to działa, nawet na ekspresówkach. Po pierwsze, za znakiem D-51a, który mówi o rozpoczęciu odcinka pomiarowego, ruch nagle się uspokaja; jeśli wcześniej jadący lewym pasem w granicach limitu prędkości co chwila widzą za sobą nerwowo zbliżające się szybkie samochody, to już na odcinkowym pomiarze prędkości chętnych, aby wyprzedzać kierowców jadących szybko, ale zgodnie z przepisami, nagle brakuje.
O tym, że system działa, przekonujemy się na wysokości znaku D-51b, który informuje o końcu odcinka pomiarowego: nagle niektórzy kierowcy, którzy — obiektywnie rzecz biorąc — jechali i tak szybko, nagle przyspieszają i jadą o wiele szybciej. Okazuje się, że chętnych, by na ekspresówce jechać 150-160 km na godz., wcale nie brakuje, tylko mało kto chce się narażać na niemal pewny mandat.
I choć wiadomo, że OPP kiedyś się kończy i jeden odcinek na długiej trasie nie jest wielkim wyrzeczeniem dla piratów drogowych, to gdy odcinków pomiarowych jest coraz więcej, zaczynają działać. A jest ich coraz więcej. W głowach kierowców szybkich aut często pojawia się też niepokój: a może pominąłem znak i jadę właśnie odcinkiem pomiarowym? Może lepiej trochę zwolnię?
Łatwo też zauważyć, że wielu kierowców — z tych, którzy zwalniają — zwalnia bardziej niż jest to konieczne. Nie wiedzą o tym, że...
Na odcinkowym pomiarze prędkości działa ta sama zasada, która dotyczy fotoradarów
Wprawdzie polskie przepisy nie przewidują wzorem innych krajów brania pod uwagę dopuszczalnego błędu urządzeń mierzących prędkość — więc jeśli fotoradar czy OPP zarejestruje przekroczenie o 20 km na godz., to dostajesz mandat za przekroczenie o 20 km na godz. — to jednak mandatów za nieduże przekroczenia nie ma. Obowiązuje bowiem zasada, że automatyczny system nadzoru nad ruchem drogowym rejestruje przekroczenia prędkości nie mniejsze niż o 11 km na godz. Więc jeśli przekroczysz prędkość o 10 km na godz., to mandatu nakładanego przez automat nie dostaniesz. A jeśli przekroczysz o 11 km na godz., to dostaniesz mandat za przekroczenie prędkości o 11 km na godz.
A to oznacza, że jeśli limit prędkości na OPP wynosi 120 km na godz., to aby dostać 100-złotowy mandat, trzeba jechać ze średnią prędkością 131 km na godz. Dużo! A trzeba też wziąć pod uwagę, że prędkościomierze w samochodach z reguły przynajmniej nieznacznie zawyżają prędkość. Z tej przyczyny wielu kierowców, których odcinkowy pomiar prędkości nakłania do zmniejszenia prędkości, za znakiem D-51a zwalnia nawet bardziej, niż to konieczne.