Było prawie 130 tys. zł, potem 119 tys. 900 zł, ale najwyraźniej to nie wystarczyło, bo dilerzy dalej schodzą z ceny, dodając bonusy w postaci darmowych pakietów ubezpieczenia. Zadziała nowa, lepsza cena? Zobaczymy — oferty robią się coraz ciekawsze.
Jak znaleźć dobrą ofertę na nowy samochód?
Gdy problem jest naprawdę duży, na obniżanie cen decyduje się importer: na głównej stronie marki pojawia się informacja o "promocji". Zazwyczaj są to promocje dotyczące samochodów, które z jakichś powodów zalegają na placach — często są to samochody z ubiegłego roku. Tak, nawet w czerwcu.
Musicie jednak wiedzieć, że obniżona cena, jaką widzimy na stronie importera, niekoniecznie jest ostatnim słowem sprzedawcy. Być może, jeśli bez przygotowania pójdziecie do salonu, sprzedawca zauważy, że wam zależy i jesteście właściwie zdecydowani, dalszych rabatów nie będzie. Dlatego przygotujcie się: zajrzyjcie np. na strony Otomoto, gdzie dilerzy oferują nowe samochody. Musicie wiedzieć, że wiele z tych superofert dotyczy samochodów, które można w widocznej w ogłoszeniu cenie kupić wyłącznie w ramach jakiegoś finansowania — kredytu albo leasingu, który niekoniecznie jest korzystny. Ale nie w każdym przypadku tak jest — w ogłoszeniach pojawiają się także samochody w obniżonych cenach, które można kupić bez żadnych warunków.
Najdroższy samochód, jaki występuje w przyrodzie, to taki, który sami konfigurujemy i zamawiamy do produkcji. Samochody dostępne od ręki są zazwyczaj tańsze.
Na stronie importera poszukajcie więc zakładki "dostępne od ręki". Często w ten sposób importerzy organizują wyprzedaż rocznika, którą jednak nie chcą się chwalić na stronie głównej.
7-osobowy SUV z ubezpieczeniem za 111 tys. 900 zł. Okazja?
Auto Świat
JAC JS8 Pro w wyprzedażowej ofercie
JAC JS8 Pro w Rosji sprzedawany jako Moskwicz 8 to chiński 7-osobowy SUV ze 175-konnym silnikiem 1.5 współpracującym z automatyczną skrzynią biegów. Auto jest nieźle wyposażone, choć nie wszystkie elementy wyposażenia prezentują wysoki standard działania. Mniejsza o to — katalogowa cena wersji 7-osobowej to 139 tys. 900 zł, a promocyjna (to tak jakby wieczna promocja) 129 tys. 900 zł. Najnowsza promocja importera, która dotyczy egzemplarzy z 2025 r., to już tylko 119 tys. 900 zł za auto z ubezpieczeniem na pierwszy rok, które warte jest z grubsza 5 tys. zł. Dilerzy idą jednak jeszcze dalej: obecnie najniższa cena za nieużywanego JAC-a JS8 Pro, jaką znaleźliśmy na Otomoto, to już tylko 111 tys. 900 zł i — jak wynika z opisu — też można liczyć na ubezpieczenie za złotówkę. Żeby uspokoić nieco emocje, muszę dodać, że jeździłem tym samochodem i... w mojej opinii jest to jeden z najgorszych dużych SUV-ów na rynku: niezbyt dobrze jeździ, za to dużo pali. Przy tej cenie wady jednak nieco bledną. Oczywiście, nie jest to jedyna mocna przecena na rynku, więc możemy iść dalej.
- Czytaj także: Flagowy 7-osobowy SUV nowej w Polsce chińskiej marki jest tani i ma jedną supermoc. Ale czy warto go kupić?
Jetour X70 Plus tańszy o 17 tys. 900 zł tylko dlatego, że nikt go dotąd nie kupił
Auto Świat
Jetour X70 Plus
Jetour X70 Plus to SUV tylko minimalnie mniejszy od 7-osobowego JAC-a, wyjściowo także minimalnie tańszy. Cena wersji ze 147-konnym silnikiem 1.5 i dopłatą za lakier to 127 tys. 800 zł. Ale nie w czerwcu, gdy na placach zalegają samochody z 2025 roku! Choć więc na stronie głównej importera nie rzuca się w oczy wyprzedaż, to wystarczy wejść w zakładkę "dostępne od ręki", by dowiedzieć się, że X70 Plus w szerokim wyborze dostępny jest z rabatem 17 tys. 900 zł — cena z rabatem dotyczy egzemplarzy z 2025 r. A to oznacza, że samochód z opcjonalnym lakierem kosztuje 109 tys. 900 zł, a w bazowym kolorze — tylko 107 tys. zł. Na Otomoto w tym przypadku lepszej oferty nie znajdziecie — auta w podobnej (także nieco wyższej) cenie dostępne są tylko w finansowaniu oferowanym przez firmy leasingowe; wyprzedaż rocznika u dilerów najwyraźniej wyprzedziła nieco konkurencję. Sprawdziliśmy: nowy samochód za 107 tys. zł rzeczywiście można kupić u dilera bez obowiązku korzystania z finansowania czy spełnienia innych warunków.
Hybrydowe MG HS w cenie zwykłego benzyniaka — za 119 tys. 900 zł
Auto Świat / Maciej Brzeziński
MG HS z napędem hybrydowym kosztuje tyle, ile niedawno trzeba było zapłacić za wersję benzynową
Teoretycznie nowe MG HS z napędem hybrydowym (ze zwykłą hybrydą HEV) kosztuje od 137 tys. 900 zł, ale realna cena sukcesywnie spada — miesiąc temu wynosiła 129 tys. 900 zł, a obecnie trzeba zapłacić 128 tys. 900 zł. No chyba, że weźmiemy auto z rocznika 2025 — wtedy oficjalna cena to już tylko 125 tys. 900 zł. Ale zajrzyjcie na Otomoto — "roczne" hybrydowe MG HS bez przebiegu kosztuje realnie tylko 119 tys. 900 zł (dostępne także w kredycie 50/50 0 proc.), a w leasingu dla firm 115 tys. 900 zł. To ceny takie, jakie niedawno jeszcze obowiązywały w odniesieniu do wersji benzynowych, o których można powiedzieć, że wprawdzie wolno jeżdżą, ale palą jak smoki. Hybryda to już inna jakość napędu.
Trzeba jednak przyznać, że w MG nie widać paniki jak u dystrybutorów samochodów innych chińskich marek, obniżki są, ale nieprzesadne — jest ruch w interesie.
- Czytaj także: Jeździłem hybrydową wersją najpopularniejszego w Polsce chińskiego SUV-a. Fajny napęd, ale są i wpadki
22 tys. zł rabatu na Peugeota 308 albo 30 tys. zł opustu na dużego francuskiego SUV-a
Auto Świat / Filip Trusz
Peugeot 308 SW 2025
Ten "wypasiony po kokardkę" Peugeot 308 kombi z napędem hybrydowym zgodnie z cennikiem kosztuje 150 tys. zł. Ale jest to samochód z 2025 r. i na stronach importera znajdujemy go w zakładce "dostępne od ręki". Oczywiście, cena musi być obniżona, i jest: żeby odjechać, wystarczy zapłacić 127 tys. 450 zł, a dodatkowo można liczyć na promocyjny pakiet ubezpieczenia, ewentualnie także na nieoprocentowany kredyt.
Auto Świat
Auta dostępne od ręki bez dyskusji oferowane są ze zniżkami – w tym przypadku prawie 32 tys. zł
A może coś większego? Niebieski hybrydowy SUV, model 5008, cennikowo kosztuje prawie 182 tys. zł, ale można go mieć za 150 tys. zł. I cóż... wcale nie jest to auto z minionego rocznika, to auto wyprodukowane w 2026 r.
Nowa Skoda Octavia za 100 tys. zł? To możliwe
Igor Kohutnicki / Auto Świat
ŠKODA OCTAVIA 1.5 TSI m-HEV 2022 4. generacja
Wojna cenowa, jaką coraz lepiej widać na rynku, oznacza obniżki nie tylko samochodów z ubiegłego rocznika. Doszło do tego, że cena Skody Octavii — wprawdzie w "bieda wersji" z manualną skrzynią biegów, ale całkiem przyjemnej, jeśli potrzebujemy skromnego auta do przemieszczania się — spadła do 101 tys. zł. Ten sam samochód z nieco mocniejszym, 150-konnym silnikiem kosztuje 110 tys. zł. Te obniżki to nie jest "ściema", co widać po obowiązkowym dopisku "najniższa cena z ostatnich 30 dni". I nie oznaczają one wcale zakazu dalszych negocjacji z dilerem...
Chińskie hybrydowe "Lambo" z 2025 r. teraz o 20 tys. zł tańsze
Nie chciałbym, aby ktoś pomyślał, że namawiam do kupna samochodu, który bywa złośliwie nazywany "chińskim Lambo" z powodu charakterystycznej sylwetki (moim zdaniem nawiązania do Lamborghini są jednak nieco wydumane). Jeśli jednak rozważacie kupno Forthinga T-Five, niech to będzie pełna hybryda — HEV. Moim zdaniem wersja benzynowa tego modelu jest bardzo kiepskim wyborem ze względu na nieekonomiczny napęd. Hybryda jeździ o wiele lepiej i zużycie paliwa ma rozsądne, jednak wyjściowa cena wcale nie jest niska: zaczyna się od 155 tys. 900 zł; możesz jeszcze wydać 2900 zł albo 5400 zł za lakier i 1 a500 zł za kolor tapicerki — i cena przekracza 160 tys. zł, co już pachnie absurdem.
Ale, ale... wciąż nie sprzedały się wszystkie egzemplarze z 2025 r. i te są tańsze o równe 20 tys. zł — a to robi różnicę, gdyż oficjalna cena wyprzedażowa startuje od 135 tys. 900 zł.
Na stronie producenta w zakładce "od ręki" dostępnych jest jeszcze sporo egzemplarzy w różnych wariantach kolorystycznych, tak więc brać-wybierać.
Najpopularniejszy Lexus też jest teraz tańszy, niż myślisz
Lexus Polska
Lexus NX 450h plus
Nie jest tak, jak w pierwszych tygodniach roku tłumaczą nam firmy samochodowe, że wyprzedaż rocznika już-już za chwilę się skończy, więc nie ma chwili do namysłu. Samochody wyprzedają się stopniowo, ceny też sukcesywnie maleją. Zwlekając z decyzją, można dostać lepszą ofertę, ale też wybór samochodów z każdym miesiącem jest coraz mniejszy. Jeśli chodzi o Lexusa NX (pod względem wielkości jest to z grubsza odpowiednik Toyoty RAV4), chyba nie bez powodu ten model jest, pomimo wysokiej ceny, samochodem bardzo popularnym — najpopularniejszym modelem marki Lexus. W połowie czerwca większość egzemplarzy z 2025 r. wyprzedała się, zostały dość drogie egzemplarze wyposażone w napęd plug-in w wersjach Prestige za 270 tys. 200 zł. Cena od ostatniego miesiąca spadła o 3300 zł, ale pierwotnie wynosiła aż 338 tys. 900 zł. Jest jeszcze najwyższa wersja Omotenashi oferowana obecnie za 297 tys. 300 zł, której cena w stosunku do oferty wyjściowej spadła, uwaga, o 75 tys. 600 zł. To już gruby opust.
Ale jeśli szukacie tańszej wersji Lexusa NX, to jest szansa, że uda się ją znaleźć: Lexus obniżył także ceny modelu NX z aktualnego rocznika o 30 tys. zł i więcej — przykładowo najtańsza wersja Elegance kosztowała nie mniej niż 232 tys. 900 zł, potem 215 tys. 900 zł, a w ostatnich dniach spadła do 199 tys. 900 zł. Lexusa NX Prestige z 2026 r. można dziś kupić za 229 tys. 900 zł, podczas gdy jeszcze miesiąc temu najniższa oficjalna cena tego modelu była o 35 tys. zł wyższa. Jeszcze wyższe rabaty dotyczą droższych wersji, np. efektowny pod względem wizualnym F Sport staniał o 43 tys. 500 zł. Praktyka wskazuje przy tym na to, że dilerzy tej japońskiej marki są skłonni do dalszych opustów, często bez proszenia.
Hybrydowa Toyota C-HR 30 tys. zł taniej. Najtańsza już za 119 tys. 800 zł
Toyota Motor Europe
Toyota C-HR
Podobnie jak w przypadku Lexusa, stopniowo wyprzedają się Toyoty z 2025 r., ale nie wszystkie jeszcze znalazły swoich właścicieli. A to oznacza, że model C-HR można mieć już za 119 tys. 800 zł po rabacie 21 tys. zł. Rabaty na droższe wersje są wyższe — wynoszą 30 tys. zł plus ewentualnie to, co wynegocjujemy z dilerem.
Trzeba jednak wiedzieć, że staniały także egzemplarze tegoroczne — przykładowo najtańszy tegoroczny C-HR kosztuje obecnie 123 tys. 800 zł — jednocześnie w cenniku widzimy informację, że najniższa cena tego modelu z ostatnich 30 dni to 138 tys. 800 zł (i to już była cena niższa niż wyjściowa). Jeśli chodzi o promocje na Toyotę C-HR z rocznika 2026, najwyższe rabaty dotyczą najwyższej wersji wyposażeniowej Tokyo Edition, która ma na pokładzie m.in. nagłośnienie premium, dwukolorową tapicerkę, reflektory Matrix LED, dach panoramiczny z filtrem termicznym oraz dwukolorowe malowanie — a to wszystko za 185 tys. 900 zł — równo o 30 tys. zł taniej niż jeszcze miesiąc temu.
Samochody są tańsze, niż mamy "wdrukowane" — pytajcie, a kupicie taniej
Wymienione wyżej oferty to tylko fragment rynku — sytuacja jest taka, że większość marek samochodowych obniża ceny, spuszcza z tonu, oferuje atrakcyjniejsze cenowo niż dotychczas pakiety wyposażenia, rabaty, promocyjne finansowanie, tanie ubezpieczenie...
To wszystko zawdzięczamy — a jakże — desantowi chińskich marek na polski rynek, które weszły "z drzwiami" na zasadzie "cena-czyni-cuda". Jednocześnie chińskie marki, przynajmniej niektóre, dalej nerwowo obniżają ceny, bo walczą już nie tylko z zadomowioną od lat na rynku konkurencją, lecz także pomiędzy sobą. I coraz bardziej widać, że klientów nie wystarczy dla wszystkich.
Największy paradoks tej sytuacji jest jednak taki, że chińskie samochody, pomimo agresywnych obniżek i promocji, przestały być już tak wyraźnie tańsze od europejskich i japońskich samochodów, jak to było jeszcze rok temu. W wielu wypadkach oszczędność wynikająca z kupna samochodu chińskiej marki jest wręcz znikoma, z czego jednak często nie zdajemy sobie sprawy, bo nie wiemy, jak bardzo tanieją samochody europejskie, japońskie i koreańskie.
No cóż... jeśli zamierzacie kupić nowy samochód, to jest to dobry moment.