Ian Richardson (dyrektor brytyjskiego stowarzyszenia bobslejowego) i Diego Menardi (szef fabryki bobslejów w Cortina d'Ampezzo we Włoszech) mają w sumie ponad 50-letnie doświadczenia w budowie bobslejów, ale jeszcze nigdy do tej pory nie mieli okazji tworzyć wersji 7-osobowej. Wspólnie z zespołem designerów Nissana oraz w oparciu o komputerowy program CAD udało się zaprojektować opływowy kształt, który detalami nawiązuje do najnowszego X-Traila.

Całość pomalowano dokładnie takim samym lakierem, jakim pokrywa się samochody Nissana. To zwiększyło masę bobsleja o 20 kg, co z bólem podkreśla Richardson. Niska masa w przypadku tego pojazdu jest bardzo ważna. Stalowa rama wraz z kokonem z włókna szklanego waży ok. 200 kg. Wraz z pasażerami masa zbliża się do 800 kg.

Siedmioosobowe samochody są znacznie cięższe, ale też o niebo wygodniejsze. W bobsleju 7 osób mieści się na wcisk – dosłownie. Sam proces wsiadania wymaga pewnej sprawności i odwagi. Dlatego gdy widzicie pędzący na torze bobslej, kaski są tak blisko siebie. Kiedy w takiej pozycji śmigasz 100 km/h po pionowej ścianie z lodu, chroniony cienkim jak karton kokonem z włókna szklanego, zastanawiasz się, czy była to dobra decyzja. Po chwili jednak stwierdzasz, że tak. Siedmioosobowy bobslej na torze w Innsbrucku potrafi rozpędzić się do 105 km/h. Tyle że nie korzysta z pełnego rozbiegu, ponieważ przy tej masie mogłoby to być niebezpieczne.

Najwięcej emocji wzbudza sekcja naszpikowana zakrętami. Wszystko dzieje się tak szybko, że tracisz orientację, a odzyskujesz ją na długim łuku, kiedy twoje ciało jest dociskane do podłoża z siłą 4,5 g. Nie jesteś przypięty pasami ani nie masz dachu nad głową. Możesz się trzymać jedynie cienkich sznurków, rozciągniętych wewnątrz kabiny.

To znacznie mniej wygodne warunki niż w nowym X-Trailu, którym udaliśmy się w podróż z Warszawy do Innsbrucku. Nawet na tak długiej trasie skórzane przednie fotele okazały się bardzo wygodne. Ilość miejsca na nogi pasażerów siedzących w drugim rzędzie znacznie przewyższa średnią w tej klasie. Można jedynie narzekać na fotele, które rozkłada się w bagażniku. Podobnie jak w każdym SUV-ie obecnym na rynku, w trzecim rzędzie wygodnie usiądą co najwyżej dzieci.

Za to na trasie sprawdził się niewielki diesel. Ma 1,6 litra pojemności, moc 130 KM i potrafi rozpędzić X-Traila prawie do 190 km/h. Spalanie z całej drogi, która wiodła głównie niemieckimi autostradami, wyniosło 7,7 litra na setkę, co jest bardzo dobrym wynikiem w przypadku auta o takich gabarytach. Poza tym na trasie dzięki dobrze dobranym przełożeniom ostatnich biegów nie czuje się turbodziury, która daje się we znaki podczas jazdy w mieście.

Po jeździe surowym do bólu bobslejem z przyjemnością zajęliśmy miejsce w wykończonym skórą wnętrzu X-Traila. Trudno mieć też zastrzeżenia do jakości tworzyw sztucznych. Są miękkie w dotyku i ładnie wyglądają. Generalnie nowy X-Trail jest komfortowy, dobrze wyciszony i przestronny. Tyle że, podobnie jak w przypadku bobsleja, nie ma co liczyć na to, że wygodnie usiądzie w nim 7 dorosłych osób.

Nissan X-Trail - nasza opinia

Siedmioosobowe SUV-y coraz śmielej wypierają z rynku vany. W X-Trailu mamy do dyspozycji przestronną kanapę z tyłu, ale lepiej nie wybierać się w podróż w Alpy w siedmioosobowym składzie.