Jedzenie ulubionego deseru, wizyty w modnym kurorcie narciarskim czy jazda szpanerskim autem – wszystko może się znudzić, nawet jeśli stać nas na dogadzanie sobie tym, co najlepsze. Ekskluzywnych limuzyn sportowych na rynku nie brakuje, a jednak Maserati uznało, że zamożni klienci nie zawsze znajdują to, czego szukają, i muszą się zadowolić jakimś... BMW serii 5 czy Audi S6.

Nudy – skwitowali Włosi i w związku z tym wkraczają na rynek z Ghiblim, luksusową limuzyną, w której najlepiej ma czuć się kierowca, a nie osoba siedząca na tylnej kanapie. To przecież zapewnia teraz mierzące aż 5,26 m Quattroporte, którym wypada jeździć z kierowcą, nawet jeśli przyjemnie usiąść od czasu do czasu za kółkiem.

Z długością 4,97 m Ghibli jest tylko o 3 cm krótsze od poprzedniego Quattroporte, do pewnego stopnia można go więc uznać za jego następcę. Mimo to stanowi dla Maserati wejście do klasy aut i kategorii cen, w których dotychczas nie miało swojego reprezentanta. Mało tego – po raz pierwszy właściciele Maserati będą tankować do swoich aut olej napędowy!

Najtańszy Ghibli z 275-konnym silnikiem Diesla kosztuje 333,5 tys. zł, a 330-konne benzynowe V6 – o 2 tys. zł więcej. W porównaniu z dotychczasowymi cenami Maserati to wręcz okazja – za 400-konne Quattroporte poprzedniej generacji Włosi liczą sobie o ponad 150 tys. zł więcej. W Maserati taki pułap cenowy czyni Ghibliego modelem „popularnym”, a co więcej – tańszym od konkurencyjnego BMW! Za 320-konne Gran Coupé serii 6 trzeba zapłacić przynajmniej 369 tys. zł. Chwileczkę, czyżbyśmy właśnie uzasadnili ekonomicznie zakup superekskluzywnego Maserati zamiast prestiżowego BMW? Szef lubi się podeprzeć liczbami.

W czarnym Maserati zdecydowanie mniej do twarzy niż w kolorach, które kontrastują z agresywnie wystylizowanymi wlotami powietrza w zderzaku. Ponadto w ciemnej barwie w tajemniczy sposób znikają smaczki stylistyczne nadwozia i nawet tak typowe dla marki elementy, jak składająca się z 3 dziur „nerka” na błotniku czy duże logo na słupku C, zauważamy dopiero po dokładnym przyjrzeniu się. Niezależnie jednak od koloru Maserati nie wygląda na auto mierzące prawie 5 m.

Pora zajrzeć do środka. Skóra jak okiem sięgnąć, w dodatku pochodząca od renomowanego dostawcy Poltrona Frau. Kokpit nieco bardziej urozmaicono niżw Quattroporte, nie brakuje detali przyciągających wzrok, jak np. analogowy zegarek na tablicy rozdzielczej czy estetyczne klamki i manetki do zmiany biegów wykonane z metalu. Tyle dobrego.

Pozwolono nam przekręcić kluczyk. Przyciskiem podgłaśniamy wydech i zaczyna sączyć się z niego przyjemny, typowo włoski tembr. Można odpłynąć, lecz wtedy palce wyczuwają inne znaki rozpoznawcze włoskiej sztuki budowy aut. Szerokie szpary, skrzypiące plastiki czy chybotliwe kratki nawiewu powodują, że czar momentalnie pryska. Do tego zacinający się system informacyjno-multimedialny. Okazuje się, że z tak ekskluzywnego auta można wysiąść rozczarowanym.

Przesiadamy się do BMW, które miało służyć jedynie jako tło dla Ghibliego. Jakość skóry mimo anonimowości dostawcy wcale nie jest gorsza. Za to pozycja za kierownicą – lepsza. Jakość materiałów też nie powala, ale przynajmniej nie budzi obaw o trwałość. O rozrywkę i informacje także zadbano lepiej niż we włoskim aucie. Jedynie próba głosu wypada mimo „V8-ki” pod maską mniej korzystnie niż w Ghiblim. Jak zwykle Niemcy nie dali się zaskoczyć.

Podsumowanie

Czy można statycznie porównywać auta stworzone dla przyjemności kierowców? Tak, chodzi przecież też o budzenie apetytu. I równie szybko jak Ghibli pobudził go wyglądem, tak szybko go odebrał nie najlepszą jakością wykonania. Podczas postoju BMW sprawia po prostu lepsze wrażenie. Ale to nie powód, by skreślać Maserati. Niebawem sprawdzimy, co potrafi Ghibli podczas jazdy.