Efektowny drift na rzymskim placu, na papieskim dziedzińcu, sygnowany śladem opon i na koniec palenie gumy Jaguarem C-X75. W najnowszym Bondzie pt. „Spectre” Aston Martin ma naprawdę dużo roboty. Jednak my nie będziemy go aż tak ostro katować. Podobno wszystkie osiem filmowych aut przetrwało produkcję bez uszczerbku. My też chcemy zwrócić je bez żadnej szkody.

Karbonowe nadwozie

Podczas projektowania przodu karoserii styliści inspirowali się paszczą rekina. Tym samym Brytyjczycy na nowo zinterpretowali atrapę chłodnicy Astona Martina. Żeby było jak najmniej miejsc połączeń, nadwozie, wykonane w całości z karbonu, ma ograniczoną do minimum liczbę elementów. Do wykończenia wnętrza tego pojazdu również użyto włókna węglowego.

Techniczną bazą dla stworzenia tego modelu stał się Vantage S z 4,7-litrowym silnikiem V8 oraz 6-biegową skrzynią ręczną. Auto jednak nieco zmodyfikowano. Zaprojektowane na nowo wahacze poprzeczne przyczyniły się do zwiększenia rozstawu osi o 70 mm. Poza tym w filmowym modelu powiększono rozstaw kół. Modyfikacjom poddano także układ kierowniczy samochodu oraz zawieszenie.

A zatem nie pozostaje już nic innego, jak ruszyć. W porównaniu z modelem Vantage wersja dla Bonda została odchudzona o 100 kg. Dłuższy rozstaw osi sprawia, że samochód jest bardziej poręczny podczas prowadzenia, z kolei szerszy rozstaw kół poprawia przyczepność w trakcie pokonywania zakrętów. Nie pomyśleliśmy, że także podczas deszczu auto będzie się efektownie prowadziło.

DB10 sprawia wrażenie wyjątkowo szerokiego na asfalcie, rzeczywiście całkiem dziarsko wije się na krętych odcinkach drogi i pomimo mokrej nawierzchni już na drugim biegu można zwiększyć prędkość na zakręcie. W razie potrzeby do zatrzymania tego monstrum służą ceramiczne hamulce. Układ kierowniczy działa tak swobodnie, że ręce sprawnie obracają kierownicę i bez problemu udaje się wyprowadzić samochód z każdego zakrętu. Do tej pory było to problemem każdego Vantage’a, który wolał raczej podróżowanie na wprost.

Zestrojone na nowo zawieszenie mniej się ugina, a tym samym sprawia, że DB10 jest precyzyjnie wyczuwalne i udaje się nim lepiej zamiatać na zakrętach.

Pod maską elastyczne V8

Silnik V8 przekonał nas swoimi dobrze znanymi umiejętnościami. Okazuje się elastyczny w całym zakresie prędkości obrotowych, a kres jego możliwości przychodzi wraz z 7 tys. obr./min.

Naszym zdaniem

Aston Martin DB10 nie tylko wzbogaca kolejną część przygód o Agencie 007, lecz także pokazuje trendy na przyszłość. Szkoda, że nie wejdzie do produkcji, nawet jeśli niektóre detale znajdziemy w DB11.