Pewnie nie wszystkie, ale i tak władca pierścieni będzie emanował niewymuszoną elegancją. Studio projektowe firmy bardzo się postarało – inna sprawa, że w ostatnim czasie nie przypominamy sobie większych wpadek. A jak Audi chce marketingowo podejść do nowego modelu? Wykładnia jest bardzo prosta – A6 to samochód dla biznesmena, do pracy. „A-siódemką” ten sam menedżer pojedzie wieczorem na kolację, do opery, słowem – zabłyśnie na mieście nowoczesnym, ale też bardzo sensownym i niepozbawionym polotu autem. Ingolstadt chce przyciągnąć tym modelem wszystkich, którzy w Audi szukają jeszcze większej dawki dynamizmu. Firma nie ukrywa, że ma zamiar także przejąć część klientów konkurencji.

Nie będzie łatwo, bo na rynku są już podobne auta – od mieszczańskiego Passata CC zaczynając, a na superszlachetnym Astonie Martinie Rapide kończąc. Jedni producenci idą w stronę luksusu (Mercedes CLS), inni stawiają bardziej na sport (Porsche Panamera).

Audi chce zjednoczyć obydwie grupy. Dla szukających mocnych wrażeń będzie S7 z 500-konnym motorem, a ceniący spokój będą mieli do dyspozycji doskonałego, oszczędnego turbodiesla V6. Firma chce także poprawić swój wizerunek na rynku amerykańskim. To może się udać – w kalifornijskim rezerwacie ludzi sławnych i bogatych nasz zdjęciowy bohater wywoływał niemałe poruszenie.

Ze swoimi 4,95 m długości w amerykańskich warunkach samochód może uchodzić niemalże za kompakt. Ale to, że pod maską nie sapie potężny motor V8, lecz dość skromny diesel, na Rodeo Drive wywołuje lekką irytację. Co tu dużo mówić – diesle w Stanach jeszcze długo nie będą popularne, choć ten akurat (dzięki systemowi oczyszczania spalin) spełnia wyśrubowane kalifornijskie normy czystości i świetnie wpisuje się w klimat kraju nieskończonych możliwości. Moc jednostki wynosi 225 KM, a znacznie ważniejszy w codziennym użytkowaniu maksymalny moment – 550 Nm. Producent obiecuje średnie spalanie na poziomie 5,9 l/100 km.

Tyle teorii, zabieramy się za część praktyczną. Uruchamiamy motor, przestawiamy drążek biegów w pozycję D. Do przeniesienia napędu posłużyła 2-sprzęgłowa, preselekcyjna przekładnia DSG o 7 biegach. Ważący 1800 kg pojazd porusza się po krętych drogach okolicy Beverly Hills z taką lekkością, że kojarzy nam się ona niemalże z bezwładnością, z jaką porusza się jacht dobrej klasy po gładkiej tafli morza. Dobrze, że układ kierowniczy nie budzi takich marynistycznych skojarzeń – zmiana kierunku odbywa się z niespotykaną wręcz ostrością i dokładnością. Do tego pierwszy raz w Audi (przy wzdłużnie ustawionych jednostkach napędowych) zastosowano elektromechaniczne wspomaganie, które pomaga oszczędzać paliwo – pracuje tylko wtedy, gdy jest potrzebne. Razem z techniką Start&Stop oraz systemem odzyskiwania energii jest to kolejny element, który z pewnością spodoba się w słynącej z ekologicznego podejścia (nie tylko do motoryzacji) Kalifornii. Z jednym Amerykanie będą musieli się pogodzić, a Audi może to przeszkodzić w uzyskaniu tytułu "Beverly Hills coupé" – w A7 nie będzie hybrydowego napędu.