Tak jest z Cadillakiem BLS, który bazuje na Saabie 9-3. Dzięki dużym, prostokątnym światłom oraz innej atrapie chłodnicy BLS nie przypomina szwedzkiego protoplasty. Za to w rzucie bocznym widać, że linia nadwozia jest niemal taka sama jak w przypadku modelu 9-3. Jednak tak naprawdę skandynawskie korzenie dostrzegamy najbardziej po zajęciu miejsca we wnętrzu.Podobne są wskaźniki, kierownica, dźwignia skrzyni biegów czy wykończenie drzwi. Tylko konsola środkowa z ładnym, analogowym zegarkiem jest nieco inna. Owszem, te wszystkie elementy zostały ergonomicznie rozplanowane na desce rozdzielczej i nie ma zastrzeżeń do łatwości ich użytkowania, ale nie wyczuwa się tu amerykańskiego charakteru pojazdu. Cały czas ma się podobne wrażenie jak podczas podróżowania Saabem 9-3. Dobrze chociaż, że na kierownicy umieszczone zostało logo Cadillaca, które przypomina, jakim samochodem naprawdę jedziemy. Fotele wykończone skórzaną tapicerką także przypominają te ze szwedzkiego kombi, ale to akurat zaleta, bo są bardzo wygodne i świetnie podpierają na zakrętach. Z tyłu siedzenia umożliwiają komfortowe podróżowanie, ale wygospodarowana przestrzeń na nogi zadowoli co najwyżej osoby średniego wzrostu. Za to dużo jest miejsca nad głowami. Pod maską 180-konny diesel konstrukcji GMKłopotu nie ma z utrzymaniem porządku w kabinie. To zasługa dużej liczby schowków, a także miejsc na kubki z przodu oraz z tyłu. Bagażnik o pojemności 419 l nie jest zbyt wielki w tej klasie, ale funkcjonalnie go zaprojektowano. Ma równą podłogę, pod którą znalazły się praktyczne schowki, a standardem są uchwyty do mocowania bagażu. Składane asymetrycznie jest tylko oparcie, ale to wystarczy do uzyskania niemal równej powierzchni ładunkowej. Niewielka pochyłość nie przeszkadza w ułożeniu walizek. Narciarzy ucieszy z pewnością okienko do przewozu długich przedmiotów. Nietypowym dla Cadillaca rozwiązaniem jest zastosowany napęd.Testowany model wyposażono w 180-konnego diesla konstrukcji GM. Można się o nim wyrażać niemal w samych superlatywach. Wprawdzie po uruchomieniu jednostki napędowej na zimno słychać charakterystyczny dla diesli klekot, ale ustępuje on po rozgrzaniu, a poza tym jest na tyle cichy, że nawet podczas szybszej jazdy praca silnika nie przeszkadza pasażerom w rozmowie. Dynamiczne przyspieszanie to czysta przyjemność. Nawet przez chwilę nie odczuwa się niedoboru mocy. To zasługa podwójnego doładowania (biturbo), które sprawia, że w całym zakresie prędkości obrotowej możliwe jest sprawne zwiększanie szybkości. Dzięki temu wyprzedzanie nie sprawia kłopotu. Przy tym wykorzystywanie możliwości silnika nie jest okupione nadmiernym zużyciem paliwa. Według producenta samochód potrzebuje średnio około 6,5 l/100 km. Podczas testu potwierdziły się te wartości. Zaletą zespołu napędowego jest również manualna skrzynia.Wszystkie biegi włącza się precyzyjnie, bez żadnych haczeń. Zawieszenie to kolejny mocny punkt samochodu. Jest na tyle sztywne, by umożliwić szybkie pokonywanie zakrętów, a jednocześnie dobrze tłumi nierówności nawierzchni. Nawet na naszych dziurawych drogach pasażerowie nie odczuwają dyskomfortu. Jedynym mankamentem jest układ kierowniczy, który nie daje nalleżytego wyczucia drogi. Przeszkadza to przede wszystkim podczas gwałtownego omijania przeszkody. Cena adekwatna do osiągów i wyposażeniaMożliwość jazdy Cadillakiem za niecałe 150 tys. zł wydaje się korzystną propozycją, nawet jeśli auto nie do końca ma charakter amerykańskiego pojazdu. Cena testowanego egzemplarza prezentuje się atrakcyjnie na tle europejskich konkurentów o zbliżonej mocy silników. Zaletą BLS-a w wersji Elegance jest również bogate wyposażenie standardowe.PodsumowanieNajmniejszy z Cadillaców to udane auto. Ze 180-konnym dieslem pozwala szybko się przemieszczać, a jednocześnie nie potrzebuje nadmiernych ilości paliwa. Szkoda tylko, że podobieństwo do Saaba spowodowało zatracenie amerykańskiego charakteru auta. red. Tomasz Kamiński