Stworzona przez Japończyków reprezentacyjna marka chce zaistnieć także na dużym rynku europejskim. Czy to się uda? Infiniti ma nadzieję, że modelom EX i większemu bratu FX powiedzie się. Jednak rynek dużych limuzyn oraz coupé został opanowany przez takie marki, jak Audi, BMW, Mercedes czy Volvo. Odważnie do tego grona zaczyna dołączać Lexus, czyli luksusowa marka Toyoty. Jednak przedstawiciele Infiniti uważają, że nie są to prawdziwi konkurenci dla SUV-a EX. Samochód pozycjonują raczej pomiędzy Audi A4 Avant Quattro a BMW X3. Natomiast cena (w Niemczech) ma się kształtować na poziomie kompaktowego SUV-a, takiego jak X3 3.0si, i powinna wynosić około 44 tys. euro. To co rzuca się w oczy zaraz po zajęciu miejsca we wnętrzu pojazdu, to mnogość elektronicznych "pomocników". Dzięki temu kierowca ma znacznie uproszczoną obsługę. Tylna część tego auta, którego nadwozie łączy w sobie coupé i SUV-a, nie jest nadmiernie przestronna. Nie oferuje ani nad głową, ani na nogi więcej miejsca niż europejski samochód kompaktowy. EX ma być wyposażony w silnik godny pojazdu sportowego. Jednostka napędowa rozwijająca moc 297 KM pochodzi z Nissana 350Z. W EX ten silnik okazuje się wyjątkowo cichy i dopiero przy mocnym wciśnięciu pedału gazu oraz wykorzystaniu "kick downu" kierowca usłyszy rasowy pomruk jednostki V6. Aż odczuwa się dreszcz podczas dynamicznego przyspieszania. Przeniesienie napędu odbywa się przy użyciu 5-stopniowego "automatu". Szkoda, że jego działanie nie jest tak delikatne, jakbyśmy sobie tego życzyli. Jednak pod tym względem nie jest to jeszcze ostatnie słowo konstruktorów. Do europejskiej wersji przygotowywana jest przekładnia z większą liczbą biegów. Na razie nie wiadomo, czy będzie ich sześć, siedem, a może nawet osiem? Planuje się także wprowadzenie czystego diesla V6 o mocy pomiędzy 230 a 280 KM (opracowanego wspólnie z Renault). Debiut jednostki wysokoprężnej ma nastąpić w Europie dopiero w 2010 r. Zawieszenie dostosowano do europejskich warunków. To oznacza, że jest wystarczająco sztywne. Trzeba jednak przyznać, że amerykańska wersja, którą jeździliśmy, resoruje bardziej komfortowo niż konstrukcje znane z Europy.