Ten mięciutki jasieczek na zagłówku bije wszystko. Jest tak wygodny, że nie można mówić o nim inaczej niż czule i zdrobniale. Siedzę, a właściwie bardziej leżę, na prawym tylnym fotelu Mercedesa-Maybacha S600 i pilotem przełączam tryby masażu. To w tej chwili chyba mój największy dylemat. Wybór pada na Hot Relaxing Massage – ramiona. Absolutną ciszę przerywa delikatne klikanie siłowników masujących.

Choć niedawno wstałem i mam przed sobą pracowity dzień, mógłbym znów teraz uciąć drzemkę. W telewizji i tak nic ciekawego o tej porze nie ma, a Facebooka już całego przejrzałem. Podnoszę boczną zasłonkę, nieco przyciemniam dach i proszę kierowcę o ściszenie radia. Mógłbym to też zrobić sam, pilotem, ale odłożyłem go do bocznej kieszeni, do której musiałbym się schylić. Że też projektanci nie przewidzieli jakiegoś trzymadełka, żeby mieć ten gadżet pod ręką...

Jednak poza tym trzymadełkiem naprawdę niczego tu nie brakuje. A przecież Maybach spuścił nieco z tonu. Wskrzeszona przez Daimlera w 2002 r. przedwojenna marka firmowała wyjątkowy samochód, który miał być limuzyną nad limuzynami, symbolem absolutnego sukcesu i mobilnym azylem luksusu właściciela. W ciągu 10 lat produkcji 3 tysiące milionerów, multimilionerów i miliarderów na świecie wstawiło sobie do garażu Maybacha, a czasem nawet po kilka. To był jednak i tak wynik poniżej oczekiwań szefów koncernu Daimlera – tyle ile Maybachowi udało się sprzedać aut w ciągu dekady, Rolls-Royce produkuje rocznie.

Dlatego markę uśmiercono w 2013 r., żeby odrodzić ją w ubiegłym roku jako... nową submarkę Mercedesa. Co to oznacza w praktyce? Tak jak do tej pory, auto z technicznego punktu widzenia jest klasą S, tyle że teraz również wygląda jak ona. Trudno to uznać za wadę.

Foto: Igor Kohutnicki / Auto Świat
Maybach to teraz hiperluksusowy wariant klasy S – znaczki z podwójnym M są tylko na tylnych słupkach

Z zewnątrz Maybacha wyróżniają detale: masywniejszy jest grill, inne są chromy, felgi mają specjalny wzór, natomiast logo z podwójnym M widnieje już tylko na tylnych słupkach. Miły efekt uboczny: nowego Mercedesa-Maybacha S500 można kupić w cenie poprzedniego, ale... używanego. Koszt zakupu 8-cylindrowej wersji zaczyna się od 552 000 zł, choć porządnie doposażony 12-cylindrowy wariant S600 kosztuje ponad milion złotych. W porównaniu z poprzednikiem, wycenianym na minimum 1,6 mln zł, to superoferta.

Wbrew pozorom nie jest to bez znaczenia. Osoby, które będą siedzieć na vipowskim fotelu z tyłu z prawej, lubią przecież robić dobre interesy. A te powinny być uczczone butelką szampana, który zawsze czeka schłodzony w lodówce między fotelami. Pod ręką mogą być też dwa srebrne kieliszki, zwane fletami, ale z jakiegoś powodu osoba konfigurująca ten egzemplarz nie postawiła krzyżyka przy tej opcji (18 000 zł). To – obok braku wspomnianego już trzymadełka – druga i ostatnia wada tego auta.

Foto: Igor Kohutnicki / Auto Świat
Podnóżek i supermiękki jasiek na zagłówku sprawiają, że momentalnie odpływasz

Ponieważ nie miałem z czego napić się szampana i dałem się już wymasować wzdłuż i wszerz, uznałem, że czas zamienić się miejscami z kierowcą. Wspomagane dwiema turbosprężarkami V12 to przyjemność, której nieczęsto doświadczam.

No cóż, auto płynie, szofer ma naprawdę fajną robotę. Maksymalny moment obrotowy nie musi być osiągany – on po prostu jest, gotowy, żeby w razie potrzeby momentalnie katapultować pojazd. Na krętej drodze 2,4-tonowa limuzyna może się zamienić w osobisty rollercoaster. Potężny silnik, układ kierowniczy i zawieszenie są na to gotowe. Ale na takie okazje właściciel Maybacha ma przecież co najmniej kilka innych wozów.

Mercedes-Maybach S600 - Nasza opinia

Maybach to zjawisko nieprzyzwoitego komfortu.Choć uwielbiam prowadzić, większą część dnia z tym autem spędziłem z tyłu kabiny. Dwa tuziny elektrycznych silników nastawiających fotel sprawiają, że nie chce się wysiadać, a ten spalinowy pod maską też potrafi zapewnić dobrą rozrywkę. No i te poduszeczki na zagłówkach...