Gdybym miał wąsy mógłbym się np. nazywać Witold, a mój zardzewiały dostawczak Vito miałby milion kilometrów, dziurawą podłogę i pięknie by dymił olejem opałowym. Jestem dziwakiem, wiem o tym, ale gdy dowiedziałem się, że do testu trafi Vito, do tego nie jakieś wypasione ze skórzanymi fotelami z tyłu, tylko klasyczny furgon, wiele sobie po tym aucie obiecywałem. Uściślając – liczyłem nieco na klimat prostoty i nieskrępowania.

Pierwsze rozczarowanie przyszło już w momencie odbioru, bo przyznam się, ale nie wyobrażałem sobie, że furgon może mieć inny kolor niż biały. Wiecie, te wszystkie białe Sprintery, które wyprzedzają was na autostradach, gdy lecicie sobie 140 km/h... To zobowiązuje, a Vito, które odebrałem było srebrne.

Przyznam się, że dawno nie jeździłem dostawczakiem (no może było parę maszyn budowlanych i ciężarówek po drodze, ale zwykły furgon jakoś się nie trafiał), jakież było moje zdziwienie, gdy przy pierwszym parkowaniu tyłem idealnie trafiłem w miejsce parkingowe, tylko, oczywiście patrząc w lusterka. Lusterka, boże ile ja mam lat. Nikt już nie patrzy w lusterka, bo w Witku jest przecież kamera cofania („Uważać na całe otoczenie”), na szczęście w waszym Vito jej nie będzie, bo to „pakiet parowania” za 3,5 tys. zł, bo chyba, że wasz szef jest fajnym gościem. Ale szczerze – ta kamera jest kompletnie niepotrzebna, bo Vito Furgon w wersji długiej jest bardzo łatwo wyczuwalnym samochodem, którym zajebiście się parkuje. Ale to co mi się bardzo spodobało to system parkowania tyłem, taki old skulowy z wyświetlaczami przymocowanymi do deski rozdzielczej, no normalnie jakbym miał 15 lat mniej! No i ten kluczyk, cudowny, pamiętam jeszcze jak takie się sypały w trzyletnich okularach i C-klasach W203. Szanuję to!

Mercedes Vito - kto rano wstaje...

...ten przede wszystkim jest śpiący. Pobudka o 5.30, o 9.00 trzeba być w Białymstoku, aby odebrać panele słoneczne. Szybki prysznic, jeszcze szybsza kawa i lecimy. 70-litrowy zbiornik paliwa (opcja za 277 zł) pokazuje stan zwany „full”. Trochę oczy się kleją. Trochę motoryka nie jest taka jak trzeba, no wiem lata lecą, do tego nie jestem panem Witoldem z pięknym wąsem, który ciśnie Vito bezrefleksyjnie do przodu. Na szczęście Mercedes o tym wiem i wyposaża za dopłatą Vito w gadżety, które akurat o szóstej rano mają znaczenie. Myślę tu przede wszystkim o „Pakiecie asystent jazdy” w skład którego wchodzi np. asystent martwego pola (pamiętam jak debiutował w E klasie W 211 i działał tak sobie), głupio to przyznać, ale się przydaje (znam nowe auta osobowe, w których wciąż nie da się go dokupić). A że jest dość ciepło szybko doceniamy (nie jadę sam) dwustrefową klimatyzację (za bagatela 7,7 tys. zł, coś czuję, że na owocach i warzywach bym tyle nie zarobił).

Mój fotel jest komfortowy, z regulacją, ma nawet ogrzewanie (które akurat dzisiaj jest kompletnie zbędne, wszystko za dopłatą), ale przyjaciel podróżujący na podwójnej ławce z przodu na drugi dzień stęka i kwęka. Do tego ta jego podwójna ławeczka nie ma żadnej regulacji. A mój fotel i owszem i chyba po raz pierwszy pomimo przegrody odgradzającej przestrzeń ładunkową udaje mi się zająć dobrą pozycję, mimo dość długich nóg 185-centymetrowego kolesia. Ale nie ma co słodzić Mercedesowi, bo na dłuższą metę te fotele są dość twarde, więc jak na co dzień podróżujecie „francuzem”, albo jakimś „amerykanem” z pluszowymi fotelami, pupka was zaboli po 700 km tym autem. A te 700 km, przy 70-litrowym baku jest mocno realne, jak się postaracie nawet do tysiaka dociągniecie. My się jakoś bardzo nie napinamy na zapinkalnanie, bo w końcu mamy na Vito srebrny lakier za 3,7 tys. zł (brylantowosrebrny metalic) a nie biały i bez problemy Mercedes spala 7,2-7,4 litra oleju napędowego na 100 km, całkiem nieźle w sumie. Dodajmy jednak, że panele na pace nie ważą szczególnie dużo.

Mercedes Vito - coś jednak ma z „francuza”

Nawet dwie rzeczy. Pierwsza to silnik. Skoro Fiat może być produkowany w Japonii (124 Spider), to Mercedes może sprzedawać Renaulty jako własne modele. W Vito nie jest aż tak hardkorowo, co nie zmienia faktu, że pod maską testowanego przeze mnie furgonu pracuje taki sam silnik jak w leasingowym Clio kolegów z budynku korporacji obok (1.6 cdi). To nie jest zły motor, nawet bardzo dobry, ale jeśli mam być szczery wolałbym tu mercedesowskiego diesla. Druga rzecz, która przypomina pojazdy francuskie to zestrojenie zawieszenia. Pamiętam jeszcze jak ta generacja V-klasy debiutowała (czyli bardziej osobowa wersja Vito) miałem przyjemność przejażdżki wypasioną V-klasą i pamiętam dwie rzeczy – dobre materiały w kabinie i mega sztywne zestrojenie zawieszenia, które bardzo mi przeszkadzało na bocznych drogach (mogło być wynikiem dużych kół, zdaje się miały nawet trzy znane wam zapewnie litery – AMG).

Vito nie jest aż tak sztywny, mimo opcjonalnych felg aluminowych bardzo dobrze filtruje nawet najgorsze nawierzchnie, po których poruszamy się z panelami słonecznymi na Mazury. Watro dodać, że nieco ciężko się je pakowało, bo w przestrzeni ładunkowej przeszkadzają nadkola, ale to raczej norma w tego typu pojazdach. Na plus zaliczmy jednak możliwość podglądania, co się z nimi dzieje bez konieczności wychodzenia z pojazdu, wystarczy zapalić światło przestrzeni ładunkowej i spojrzeć przez szybkę w przegrodzie dzielącej kabinę od części ładunkowej. Do wykonania tej ostatniej zgłaszamy jednak zastrzeżenie, bo widać w niej spawy (co prawda pomalowane), ale od razu moje myślenie wraca do starego Vitka pana Witolda, czy to aby nie zardzewieje, w końcu ten Mercedes produkowany jest w Hiszpanii.

Mercedes Vito - kompletnie bez sensu

I co mam napisać, niestety nic z tego pana Witolda nie wyszło. Jechaliśmy i im dalej w Polskę, tym mniej fajnie. Ludzie się gapio na to Vito i gapio. Zaczepiajo i gadajo, że fajne, że ładny ten przód i takie tam. Myślicie, że Pana Witolda z jego staropolskim wąsem ktokolwiek zaczepia? Szczerze wątpię. No dobra, może nawet fajnie wygląda, ale jakie to ma wrażenie w przypadku dostawczaka? Nie ma, grunt, żeby nie zgnił. Amen. Aha warto na koniec wspomnieć jeszcze o cenie (dodajmy, że wszystkie wartości w tekście podajemy netto) – tego typu pojazd kosztuje od 90 tys. zł, ale po doposażeniu w gadżety (skórzane kierownice, felgi aluminiowe, komfortowe fotele i takie tam różne inne; widoczne częściowo na naszych zdjęciach), cena rośnie do 133 tys. zł netto (wyposażenie za ponad 30 tys. zł to sporo jak na dostawczaka). Chciałbym się też bardzo przejechać wersją bez tego wszystkiego.

Mercedes Vito - dane techniczne:

Pojemność skokowa i rodzaj silnika 1598, R4 t.diesel
Moc 114 KM przy 3800 obr./min
Moment obrotowy 270 Nm przy 1500-2500 obr./min
Skrzynia biegów i napęd 6-biegowa manualna napęd na przód
Prędkość maksymalna Brak danych
Przyspieszenie 0-100 km/h Brak danych
Średnie zużycie paliwa 6,2 l/100 km
Masa własna 1800 kg
Cena Od 90 200 zł netto