W stosunku do fabrycznego egzemplarza mają podniesioną moc. Ich silniki zostały podrasowane przez specjalistów z warszawskiej firmy "Auto GT" będącej autoryzowanym dilerem Mitsubishi. Co ważne, wersje objęte są fabryczną, 3-letnią gwarancją. Testowany przez nas egzemplarz wyposażony jest w dobrze znaną z modeli Evo 2-litrową, turbodoładowaną jednostkę benzynową wyposażoną w intercooler. Wielokrotnie modernizowany silnik w dziewiątej odsłonie sportowego modelu ma fabryczną moc 280 KM. Dzięki modyfikacjom układów: dolotowego, paliwowego, wydechowego oraz elektroniki sterującej silnikiem zwiększono moc jednostki do 360 KM. Wzrósł również maksymalny moment obrotowy z 355 do 440 Nm oraz polepszył się jego przebieg w funkcji obrotów (dostępny jest o 300 obr./min wcześniej).Rajdowe osiągi w cywilnej wersjiW praktyce tuning silnika korzystnie wpłynął na poprawienie osiągów. Dotychczasowe były bardzo dobre, alete, które oferuje testowany egzemplarz można określić jednym stwierdzeniem - auto jest diabelsko wściekłe. Sprężarka turbiny załącza się znacznie wcześniej i z charakterystycznym dźwiękiem zasysania doładowuje silnik. Nawet niewielka zmiana położenia pedału gazu powoduje, że auto wyrywa z niewiarygodną siłą do przodu. Procesy zachodzące w silniku kierowca może bez przerwy monitorować dzięki dodatkowym wskaźnikom zamontowanym na słupku A. Znajdują się tam analogowe zegary pokazujące temperaturę spalin, ciśnienie turbosprężarki i temperaturę oleju. Gdy którykolwiek z parametrów ma zbyt dużą wartość, zapala się czerwona kontrolka, a kierowca dodatkowo informowany jest sygnałem dźwiękowym. Zestaw wskaźników w przypadku mocno wysilonej jednostki jest niezbędny, dlatego element ten oferowany jest seryjnie w GT 360. O trwałość motoru (a szczególnie turbiny) dba turbotimer, którego zadaniem jest uniemożliwienie wyłączenia silnika po ostrej jeździe. Po zaciągnięciu hamulca ręcznego i przekręceniu kluczyka jednostka nadal pracuje, a na wyświetlaczu podawany jest czas do automatycznego wyłączenia silnika. Wówczas rozgrzana turbina ma czas na zmniejszenie obrotów i wychłodzenie olejem z pracującego silnika.Większa moc, a spalanie znacznie niższe?Specjaliści, którzy wykonali tuning silnika zapewniają, że zwiększenie mocy nie wpłynęło negatywnie na zużycie paliwa. Owszem, przy pełnym obciążeniu wzrośnie, ale przy stałych prędkościach powinno być niższe o 20 procent w stosunku do seryjnego egzemplarza. To zasługa korzystnego przebiegu spalania w silniku. Niestety, podczas testu nie udało nam się potwierdzić tych zapewnień, gdyż zbyt często korzystaliśmy z pełnej mocy silnika. Modyfikacje napędu to jedyne zmiany wprowadzone w wersji GT 360. Zawieszenie, układ kierowniczy i hamulce są identyczne jak w Evo z silnikiem 280 KM. Gdyby jednak klient chciał dokonać zmian, "Auto GT" ma w ofercie szeroką gamę elementów tuningowych. Dostępne są akcesoria znanych producentów: HKS (turbiny, układy wydechowe), Defi (zegary, wskaźniki), Tein (elementy zawieszenia), StopTech (układy hamulcowe), Ecutek (oprogramowanie sterujące pracą silnika). Seryjne podwozie Lancera jest na tyle dopracowaną konstrukcją, że bez żadnych problemów radzi sobie z większą o 80 KM mocą silnika. Trakcja pojazdu jest bez zarzutu, a aktywny centralny dyferencjał poprawia prowadzenie przy jeździe z wciśniętym gazem. Pewnym zaskoczeniem było jedynie na początku działanie układu hamulcowego. Szybko rozpędzające się auto subiektywnie słabo hamowało. Pedał hamulca był twardy, a samochód nie chciał się zatrzymać. Badania trakcyjne jednak nie potwierdziły naszych przypuszczeń. Hamulce są w porządku (ze 100 km/h do zera na ok. 36 m), askuteczność poprawiała się po rozgrzaniu układu. By stać się posiadaczem czteronapędowego bolidu, który do 100 km/h przyspiesza poniżej 5 s, trzeba wydać prawie 186 tys. zł. Czy to dużo? Dużo. Za zbliżoną kwotę (182 400 zł) możemy kupić bezpośredniego konkurenta Evo - Subaru Imprezę STI. Auto to jednak ma mniejszą moc (280 KM), a "setkę" osiąga o sekundę wolniej niż GT 360.PodsumowanieMuszę przyznać, że od zawsze do tuningu podchodziłem z przymrużeniem oka. Bo po co poprawiać to, co inżynierowie w fabryce od początku do końca zaprojektowali i zbudowali? Ale w tym przypadku odstąpię od reguły i będę się zachwycał dziełem tunerów. GT 360 to maszynka do produkcji adrenaliny i to w dużych ilościach. Jest nie tylko wściekle szybki, ale jego podwozie umożliwia bezpieczne korzystanie z tak dużego zapasu mocy. Wygląda efektownie, jeździ bardzo dobrze, a w dodatku to najtańsze auto na rynku z tak mocnym silnikiem.