• Wygląda bardzo dobrze, ale to, że ma na klapie i atrapie chłodnicy napis FR nie oznacza, że mamy do czynienia z najmocniejszą 150-konną wersją nowej Ibizy
  • Nowy Seat klasy B wyraźnie urósł w stosunku do swojego poprzednika
  • Na dużą pochwałę zasługuje też obsługa tego modelu

Od razu napiszmy, że szybka Ibiza też jest i można ją kupić tylko w odmianie wyposażeniowej FR. Ma wtedy najnowsze TSI 1.5 o mocy 150 KM i kosztuje 68 300 zł. Pakiet Formula Racing występuje jednak także z silnikiem 1.0 TSI o mocy 95 lub 115 KM. Mocniejszą z nich można kupić także ze skrzynią DSG o siedmiu przełożeniach. Oznacza to, że można mieć Ibizę FR wyglądającą tak, jak nasza ze zdjęć zarówno w wersji 95-, 115-, jak i 150-konnej. Koszt zakupu najtańszej z nich to 60,5 tys. zł, ale prezentowana odmiana kosztuje od 63,4 tys. zł. Różnica w cenie w stosunku do wersji 150-konnej to niecałe 4 tys. zł i prawdopodobnie nie zastanawiałbym się ani chwili, który z wariantów Ibizy FR wybrać. Niestety, importer wybrał za mnie i przekazał do testu odmianę 115-konną.

Seat Ibiza 1.0 TSI - podobna, a jednak lepsza

Wygląd nie jedzie, a poza tym siedzi się przecież w środku, ale przypomnijcie sobie nadwozie poprzednika. Nie żeby wyglądało źle, ale porównajcie je z najnowszą wersją. Niemalże w każdym miejscu nowa generacja odwołuje się do poprzedniczki i w zasadzie wszędzie wygląda o niebo lepiej. Ibiza nabrała charakteru i nie wygląda już jak toczydełko do miasta, tylko jak dorosły samochód, niemalże kompaktowy. Zresztą jeszcze przed kilkunastu laty podobne wymiary były charakterystyczne właśnie dla segmentu Golfa.

Uwagę zwracają też stylizacyjne smaczki w postaci charakterystycznych lusterek (takich jak w Leonie), czy też bocznych przetłoczeń karoserii. Całość uzupełnia ładny kolor i dość duże aluminiowe felgi. Ale nie wszystko jest tutaj takie cacy – niestety Seat trochę oszczędzał. Widać to np. po tym, że system bezkluczykowy działa tylko w drzwiach kierowcy. Grandą są też końcówki wydechu – gdyby chociaż przez jedną z nich przelatywały spaliny! Niestety, nic z tego: obie to atrapy. Do tego w zasadzie w ogóle nie słychać, aby akustyk bawił się wydechem, bo zawsze brzmi on jak w zwykłym aucie miejskim i to niezależnie od tego, jaki tryb jazdy wybierzecie. Mam wrażenie, że w poprzedniej generacji dźwięk wydechu był jednak lepszy (jeździłem bardzo porównywalną odmianą FR z motorem 1.0 TSI o mocy 110 KM).

Seat Ibiza 1.0 TSI - więcej przestrzeni

Gdy porównuję Ibizę najnowszej, szóstej generacji z poprzednią, pierwszą rzeczą, która zwraca moją uwagę jest większa ilość miejsca w kabinie – widać to szczególnie w tylnej części, na wysokości kolan pasażerów. Jednak i na szerokość zrobiło się tutaj zdecydowanie lepiej. Wersja FR jest w środku bardzo przyzwoicie wykończona, a Alcantara na fotelach świetnie wygląda i ładnie pachnie. Seat pokombinował także z organizacją przestrzeni na kubki, bo cup-holdery powędrowały sprzed lewarka skrzyni biegów (poprzednik) za niego. Sprawiło to, że zrobiło się dużo bardziej ergonomicznie. Niestety, spowodowało także, że w testowej Ibizie nie było podłokietnika – na trasie troszkę go brakowało.

Dobrze, że Seat nie zmienił bardzo przejrzystych zegarów i systemu komputera pokładowego, który obsługuje się przyciskami i świetnym pokrętłem na kierownicy. W Ibizie pojawiła się też dwustrefowa klimatyzacja (poprzednik miał jednostrefową), która wciąż obsługiwana jest klasycznymi przyciskami, bez udziału systemu multimedialnego, jak to ma coraz częściej miejsce w modelach innych marek. Niestety, sam system obsługi z centralnym wyświetlaczem nie ma już przycisków po bokach, tak jak w starszej generacji. Są jedynie ciekłokrystaliczne, a co gorsza zmieniono ich funkcje. Pominąwszy nawet kwestie brudzenia się tego bajeranckiego LCD, dodatkowo skomplikowało to kiedyś bardzo prostą obsługę. Teraz, aby wywołać np. radio trzeba najpierw nacisnąć ikonkę menu i dopiero można wybrać np. ustawienia. Podobnie jest z nawigacją oraz innymi funkcjami. Niepotrzebnie odrywa to wzrok kierowcy na trochę dłużej od tego, co dzieje się przed pojazdem.

Seat Ibiza 1.0 TSI - niezłe trzy gary

Najnowsze wcielenie Ibizy jeździ bardzo podobnie do poprzedniczki, czyli całkiem nieźle. Miejski Seat jest wystarczająco zrywny, w miarę cichy (chociaż tak jak już wspomniałem, w trybie sportowym przydało by się nieco więcej basów z wydechu) i dobrze dobrano w nim działanie ręcznej, 6-biegowej przekładni. Auto bardzo dobrze spisuje się w mieście i dobrze poza nim. Do tego kulturze pracy jednostki 1.0 TSI nie można nic złego zarzucić – nie odczuwa się, że ma ona tylko trzy gary. Jest tylko pewne małe „ale” – 3-cylindrowa jednostka z wtryskiem bezpośrednim i turbosprężarką ma z założenia niewiele spalać – producent podaje średnią 4,7 litra na 100 km. Tymczasem dość trudno jest tu zejść nawet do wartości poniżej 6 l/100 km. Mnie Ibiza spalała powyżej siedmiu litrów przy dość energicznej jeździe, co jest bardzo zbliżonym wynikiem do poprzedniczki. Niestety to bardzo daleko od deklaracji Seata.

Znamy trzycylindrowe silniki, które potrafią spalić zdecydowanie mniej i to nawet w nieco większych samochodach. Nie zmienia to faktu, że Seat wykonał dobrą robotę i wyprodukował model zdecydowanie lepszy od starszej generacji, a nie było to łatwe, bo poprzednia Ibiza jest bardzo udanym modelem. Szkoda tylko, że nie ma tu słabszego silnika czterocylindrowego np. 1.5 TSI/130 KM. Gdybym myślał serio o zakupie, nie zastanawiałbym się i wybrał wersję 150-konną, bo przy tak wysokiej cenie różnica niespełna 4 tys. zł nie byłaby już bardzo odczuwalna.

Seat Ibiza 1.0 TSI FR - dane techniczne:

Pojemność skokowa i rodzaj silnika Turbo benz. R3/13
Moc łączna 115 KM przy 5000-5500 obr./min
Moment obrotowy łączny 200 Nm przy 2000-3500 obr./min
Skrzynia biegów i napęd 6-biegowa skrzynia ręczna, napęd na przód
Prędkość maksymalna 195 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 9,3 s
Średnie zużycie paliwa 4,7  l/100 km (producent)
Masa własna 1140 kg
Cena od 63, 4 tys. zł