Już pierwsza generacja Forda S-Maxa szokowała nietypową jak na vana sportową stylistyką. W przypadku drugiej odmiany Ford poszedł o krok dalej. Teraz karoseria z wąskimi lampami, mocno pochyloną przednią szybą i obniżającą się ku tyłowi linią dachu wygląda jeszcze efektowniej.

Atrakcyjne nadwozie cieszy, ale w przypadku vana ważniejsze jest funkcjonalne wnętrze. Spokojnie, w tym przypadku design nie przeszkodził w zaprojektowaniu praktycznej kabiny. Przestrzeni jest w niej pod dostatkiem zarówno na nogi, jak i nad głowami. Dotyczy to jednak dwóch pierwszych rzędów foteli. W trzecim wygodnie będzie jedynie dzieciom – dla dorosłych miejsca jest za mało, a poza tym wsiadanie okazuje się niewygodne.

Słowa uznania należą się również za wyprofilowanie siedzeń. Są nie tylko wygodne, lecz także dobrze podpierają z boku, a to nie jest wcale takie oczywiste w vanach. W przypadku S-Maxa, który zachęca do dynamicznej jazdy na zakrętach, ta cecha jednak nie dziwi, bo w standardzie są fotele o sportowym profilu.

Jak przystało na vana, w S-Maxie zadbano o możliwość różnej konfiguracji wnętrza. Indywidualne fotele drugiego rzędu można nie tylko przesuwać i regulować kąt ustawienia oparć, lecz także (podobnie jak siedzenia trzeciego rzędu) – złożyć. Dzięki temu uzyskuje się równą powierzchnię ładunkową, której kubatura wynosi 2020 l. Nie jest to wprawdzie rekordowa pojemność, bo Galaxy ma część ładunkową o maksymalnej pojemności 2339 l, ale wystarczy nawet na małą przeprowadzkę.

Do bagażnika można się dostać przez klapę, która ma elektryczne sterowanie, uruchamiane za pomocą klawisza w niej lub po wykonaniu ruchu nogą pod zderzakiem (dopłata: 2800 zł). W ten sam sposób zamyka się również pokrywę. Podczas testu przekonaliśmy się jednak, że nie jest to w pełni doskonałe rozwiązanie.

W niektórych sytuacjach klapa potrafi opaść na osobę pakującą ładunki. Stanie się tak wtedy, gdy włożycie nogę pod zderzak podczas wkładania czegoś głęboko do kufra (w wygodnym załadunku przeszkadza szeroki zderzak) i po zapakowaniu jednej rzeczy odwrócicie się po kolejną. System odczyta to jako chęć zamknięcia klapy i tak też zrobi. Pokrywa jest ciężka i nie zatrzymuje się, gdy wyczuwa osobę stojącą pod nią. Ups, to bolało!

Sportowa stylistyka? Jest. Sportowe fotele? Są. A zatem do kompletu przydałby się jeszcze mocny silnik. W testowanym S-Maxie nie pracowała wprawdzie topowa jednostka (najmocniejszy diesel ma 210 KM, a benzyniak 240 KM), ale 180-konny diesel dziarsko radził sobie z rozpędzaniem auta. Przecież osiągnięcie „setki” po 9,5 s nie przynosi wstydu. Tak dobra dynamika to zasługa nie tylko motoru, lecz także dwusprzęgłowej skrzyni biegów. Dowód? W tańszej o 9000 zł wersji z manualną przekładnią auto jest wolniejsze o 0,2 s. Niby niewiele, a jednak. Praca skrzyni może się podobać zarówno z powodu szybkości działania, jak i dlatego, że biegi są delikatnie przełączane.

Silnik jest dynamiczny, ale spalanie powinno być niższe. W mieście spalił o 3-4 l więcej niż obiecuje producent, a na trasie – o 2,5 l. Nawet wobec dużych gabarytów i dobrych osiągów spalanie odpowiednio 9-10 l/100 km i 8 l/100 km trudno zaakceptować.

Do charakteru auta pasuje zawieszenie. Jest na tyle sztywne, że S-Max pewnie zachowuje się podczas dynamicznego pokonywania zakrętów. Jednocześnie w porównaniu z poprzednikiem wyczuwa się poprawę pod względem komfortu podróżowania – układ jezdny dobrze radzi sobie z tłumieniem wybojów.

Ford S-Max - nasza opinia

W moim odczuciu samochód ma tylko jedną poważną wadę – wysoką cenę. Mała przestrzeń w 3. rzędzie siedzeń nie przeszkadza, bo i tak trzeba te miejsca traktować awaryjnie, a niedopracowanej bezdotykowo sterowanej klapy bagażnika i tak bym nie zamówił.